Obiektywne pocieszanie

Przywykłam do jego spokojnego tonu. Właściwie chyba nie było sposobu, żeby go tak naprawdę wyprowadzić z równowagi. Kiedy się złościł, po prostu nagle smutniał, mówił, że musi to, czy tamto przemyśleć, a potem następowała przerwa niezbędna, żeby ode mnie odpoczął. Zwykle omawialiśmy tylko jego życie, jego kłopoty sercowe, jego porażki i wzloty. Byłam deserem i to nie zawsze słodkim. Od czasu do czasu na siłę wtrącałam coś z mojego ogródka, albo piekliłam się teatralnie dla zrzucenia trosk z wątroby, wtedy słuchał i niezmiennie mówił – „jak mam ci cokolwiek doradzić, przecież i tak jesteś mądrzejsza. Śmialiśmy się z tego, a czas płynął dalej”.  Czytaj dalej Obiektywne pocieszanie

…nie tylko Bożym Ciałem…

Miałam nadzieję, że nikt nie zauważył. Szybko podniosłam głowę i oparłam ją na ręku. Oczy same mi się zamykały. Ze słowa na słowo zaczynałam mówić głupoty, a Mistrz Gry nie powinien się tak zachowywać, główny demiurg powinien być czujny i sprawować aktywnie pieczę nad stwarzanym przez siebie światem. Ja zaś wolniutko acz zdecydowanie zapadałam w sen.  Czytaj dalej …nie tylko Bożym Ciałem…

Rozleniwiony sentyment

Praca nie smakuje tak jak dawniej. Teraz składając zdania mam zupełnie inny cel. Z konsekwencją i samozaparciem jak chwasty wyrywam te treści, które z historią nigdy nie miały wiele wspólnego. To coś w rodzaju oczyszczającego rytuału palenia niepotrzebnych wspomnień. Wszystko zmieniam i przeinaczam, kasuję całe strony i dopisuję nowe. Ma być inaczej, zupełnie inaczej – powtórek z rozrywki nie będzie. Amen.  Czytaj dalej Rozleniwiony sentyment

Jogin

Niewielka biała sala, cisza i atmosfera skupienia. Garstka osób układa niebieskie maty wzdłuż ścian. Wszyscy milczą z namaszczeniem oczekując pierwszych poleceń instruktorki. Czas na wysiłek przemieszany z relaksem, czas na tu i teraz.

Leżąc dotykam własnych stóp ułożonych podeszwami do góry i wczuwam się w ból rozsadzający naciągnięte powłoki ud. Przez długą chwilę nie mam w sobie nic poza pragnieniem uwolnienia się od fizycznego cierpienia, aż nagle wszystko przestaje mieć znaczenie, nawet ucisk pod kolanami, czy trzeszczenie kości. Zapominam o sobie, o świecie, o czymkolwiek.  Czytaj dalej Jogin

Jak dobrze mieć sąsiada

Zdarza się, że o poranku bogowie nam błogosławią, żeby przekląć z wieczora. Nie wiem, czy dobrze sparafrazowałam słowa Hektora z Troi, ale nie w tym rzecz. Rozrechotana i rozszczebiotana jeszcze po południu planowałam spisanie wesołej powiastki o komedii pomyłek, jakiej od kilku dni bywam główną koordynatorką, ale zdaje się, że bóstwo, z którym od dawien dawna wojuję – Los – chciało inaczej.  Czytaj dalej Jak dobrze mieć sąsiada

Na rozstań moście

Siedziałam w niewielkim pokoiku z jednym oknem i czekałam. Niewielki stolik przede mną chybotał się za każdym razem kiedy sięgałam po filiżankę z kawą. Promienie słoneczne wpadały przez uchylone okno i rozświetlały nierówny prostokąt na parkiecie nieopodal. Gdzieś daleko słychać było śmiech dzieci i ptasi świergot. Drzewo rosnące za oknem jadowicie zielonymi liśćmi pukało w szyby. Piękny dzień, za piękny na takie spotkania.  Czytaj dalej Na rozstań moście

Poprzez rzekę

To nie jego wina, nie mógł wiedzieć, że alkohol z proszkami nie może tańczyć w parze. Chciał pewnie poprawić nam obojgu nastrój, nie miał pojęcia, że tej doby przyjmowałam jakieś medykamenty. Zresztą nikt inny, tylko ja spokojnym głosem spiskowca przypomniałam, że w lodówce stoi butelka Cambras’a, a on zapalił się do tego pomysłu.

W ciszy śpiącego domu z namaszczeniem rozlewał czerwone wino do kieliszków. Nie mogłam tego widzieć, ale potrafiłam sobie wyobrazić. Zażywając gorącej kąpieli zastanawiałam się czy dobrze robię. Czułam jak niewiele czuję, robiło się coraz przyjemniej, coraz bardziej wszystko jedno i nijak. No i ten śpiew… melodia napływające nie wiadomo skąd. Zupełnie jak syrenie nawoływania z drugiego brzegu.  Czytaj dalej Poprzez rzekę

Elficko

Wstał nowy dzień, piękny słoneczny dzień, a ja cała pospinana, z żołądkiem wielkości orzecha laskowego, zawrotami głowy i mdłościami. Nerwy to strasznie upierdliwe zjawisko. Na szczęście blask słoneczny – czy się tego chce, czy nie – dodaje otuchy.

Wczoraj po raz trzeci widziałam Troję. Nareszcie udało mi się obejrzeć ten film nie tylko w ciszy i luksusie, ale „po prostu”, bez myślenia, dumania, spostrzegania analogii, czy jakiś tam archetypów. Bardzo mi się podobało i tym razem dokładnie WSZYSTKO mi się podobało – nie tylko Orli. Czytaj dalej Elficko

Ciepłe powitanie

Nie ma pracy w pracy. Siedzę gapiąc się bezmyślnie na chmury leniwie sunące po niebie i dumam, a to u mnie bardzo niebezpieczne, czy nawet niezdrowe. Bo tak naprawdę ten tego pies… że też czas musi się zawsze tak wlec, kiedy najbardziej zależy nam na oswobodzeniu z jakiejś sytuacji. Tym bardziej, że za jedyną rozrywkę mam własne fantazje i nie podokańczane opowieści, a trochę się już tego nazbierało.  Czytaj dalej Ciepłe powitanie

Ach i och

Łatwo sięgać po wielkie słowa, chować się za emfazą i w uniesieniu szeptać wyznania. Ale prawdziwe czucie to nie głoski emitowane z konkretną częstotliwością, a działanie na rzecz i z myślą o. Można z dystansu zerkać nieśmiało i milcząc trzymać kciuki służąc ramieniem kiedy zachodzi potrzeba, albo tylko trwać na bocznym torze jako nigdy niewykorzystana ewentualność. Chowając własne chcenia i oczekiwania, przyglądać się rozwojowi wypadków. A można też czasem coś z siebie wykrzesać pod wiatr lęku i na przekór huraganom rozsądku.  Czytaj dalej Ach i och

Odyseja

No i zostałam sama. Nie wiele było potrzeba, żeby stan hipotetyczny przeszedł w stan faktyczny. Ale nie jest tak źle jakby się na początku mogło wydawać. Trzymam się dzielnie. Rano szkolenie, po południu nauka z synem, a wieczorem bazgranina. Staram się jak najmniej myśleć o tym, że jutro będzie tak samo i po jutrze… . Odsuwam od siebie myśl o samotności, mam przecież Pietruszkę, siebie i oczywiście Anioła, więc nigdy nie bywam opuszczona. Nie mniej jednak coraz częściej robi mi się ckno i nijak… .

Jester wraca dopiero w niedzielę wieczorem, pojechał na off-sight z ludźmi z firmy. Jestem więc jakby nie patrzeć słomianą wdówką. Już mnie zaprosiły kumpele na drobne drinkowanie, ale ponieważ nie piję ostatnio, więc odmówiłam – poza tym nie miałby mnie kto z tej bibki przywieźć. Dlatego tym razem wyjątkowo wybiorę los Penelopy i poczekam na mojego rozbrykanego Odyseusza.

Przemyślenia

Powinnam coś napisać, powiedzieć, powinno mi się chcieć kasłać słowami, kichać zdaniami, krztusić się kolejnymi złotymi myślami. Nie chce mi się. Całe dnie głowę rozsadzają mi myśli, które potem zalegają tworząc bezużyteczne pokłady. Może zostać poetką i namnażać bełkotliwe wiersze? Zawsze to jakiś sposób na wyrzyganie niepotrzebnych treści.

Z robienia płyt przerzuciłam się na czytanie książek. Tkwienie w fotelu dobrze na mnie działa. Z ciepłą herbatką w dłoni i książką w drugiej czuję się jak kwoczka na grzędzie. Nigdy tego nie miałam, znaczy spokoju. To dla mnie jak seks na ławce parkowej – nowe doznanie, nie zawsze fascynujące, ale za to ciekawe – nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. Spokój wokół i na zewnątrz dotychczas wprowadzały mnie w zakłopotanie.  Czytaj dalej Przemyślenia

Codzienna ja

Pisaki, kredki, ołówki, ścinki, kawałki różnobarwnych tekturek, nożyczki i masa pustych tubek po kleju do papieru, wszystko to wala się po stole tworząc obraz czegoś na kształt pola po bitwie. Rozciągnięta w naszym nowym fotelu przyglądam się swoim mini arcydziełom rękodzielnictwa. Spełniona i usatysfakcjonowana wdziewam grymas Mony Lisy i odpoczywam. Tworzenie kolaży uspokaja i wycisza, dając zajęcie dla rąk i wiążąc myśli w małe węzełki przypominający kalendarz Majów.  Czytaj dalej Codzienna ja

Zimorodek

Lodowate wiatry, przeszywające do szpiku kości mrozy, wszechobecna biel i absolutny brak wiosny. Krótkie lato i niemal wieczna zima, takie właśnie było Naggaroth, ojczyzna Lashraela. A przynajmniej tylko tyle pozostało mu w pamięci, uczucie chłodu i gorzki smak zawodu. Nienawidził wspomnień, które nawet po pięciuset latach nawiedzały go we snach. Zdarzało się, że budził się z krzykiem i zlany potem leżał długie chwile nie mogąc lub nie chcąc zasnąć.  Czytaj dalej Zimorodek

Dumna i blada

Wezwali mnie do szkoły. Nie bardzo wiem z jakiego powodu. Na wszelki wypadek denerwuję się jak cholera. Mam dziś rozmowę z wychowawcą syna. Nawet nie próbuję zgadywać powodu mojego „dywanika”, oddaję się panice i to mi wystarczy.

Wczoraj Bzik pozwoliła mi odejść. Nie powiedziała tego wprost, ale i tak powiedziała. Myślę, że z nadejściem wakacji moja terapia na dobre dobiegnie końca. Na wieść o tym Jester spytał mnie, czy dostanę zaświadczenie o normalności. Uśmialiśmy się oboje.  Czytaj dalej Dumna i blada

W oparciu o archetypy zamieszczone na kartach Tarota – nauczycielka samoakceptacji i samopoznania oraz trenerka optymizmu.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies – wszystko, co musisz wiedzieć o ciasteczkach more information

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij