Archiwa tagu: zdrowie

Ulubienica pani profesor

Zawroty głowy. Nieplanowana awaria błędnika. Poczucie oderwania od rzeczywistości. Banalne przeziębienie, ale trącające czymś dziwacznie wielowymiarowym. Zaburzenia percepcji spowodowane gorączką. Wizje wyższe, czyli coś kojarzące się z majakami sennymi dokuczającymi na jawie. Fatamorgana nie na afrykańskiej pustyni, ale w Europie Środkowej. Ostra migrena odziana w całun lodowatych dreszczy.  Czytaj dalej Ulubienica pani profesor

Jej Fejsowa Mość

Naprawdę potrzebujesz odpoczynku, Ralph.

Za oknem panuje przygnębiający półmrok. Niby dopiero południe, a już trwa wieczór. Zupełnie jakby to była północna Skandynawia, a nie kraj Lechitów mlekiem i miodem płynący. Czas laby zbiera się ku końcowi. Praca u podstaw czeka. Świadomość konieczności pełnienia własnych obowiązków w czasie równoległym do niekoniecznie chcianych znajomości nieco przeszkadza. Ale cóż… jak się nie ma, co się lubi… Kultura osobista wymaga, by zachować fason i jak dawniej uśmiechać się z pozoru zalotnie.     Czytaj dalej Jej Fejsowa Mość

Fortuna czy fatum?

Pod wpływem dziwacznego impulsu nieco bezmyślnie sięgnęłam dziś po książkę Mustafy Jussufa Mustafy „Pamiętnik Jasnowidza”, czyli własną lekturę podstawową z dawnych lat. Otworzyłam na byle jakiej stronie i tak po prostu zaczęłam czytać. Już po kilku słowach, czyli w pierwszym akapicie, padło magiczne zdanie, które wyjaśniło sens moich działań.    Czytaj dalej Fortuna czy fatum?

Będą operować

Słońce za oknem rozjaśnia myśli. Lubię wiosnę. Drzewa obsypują się zielenią w groszkowym odcieniu, kwitną kwiatki na drzewach owocowych, słowem – jest pięknie. Maj jest tylko raz do roku – trochę szkoda.

Odkryłam ostatnio, że najskuteczniejszym sposobem zapominania jest wysiłek fizyczny, ale najlepiej taki z sensem – jak grabienie zeszłorocznych liści, malowanie ścian i kopanie ziemi. Po skończonym dniu, kiedy bolą ramiona i łamie w krzyżu, ma się nie tylko poczucie dobrze spełnionego obowiązku, ale też cudowną pustkę w głowie. Czytaj dalej Będą operować

Jogin

Niewielka biała sala, cisza i atmosfera skupienia. Garstka osób układa niebieskie maty wzdłuż ścian. Wszyscy milczą z namaszczeniem oczekując pierwszych poleceń instruktorki. Czas na wysiłek przemieszany z relaksem, czas na tu i teraz.

Leżąc dotykam własnych stóp ułożonych podeszwami do góry i wczuwam się w ból rozsadzający naciągnięte powłoki ud. Przez długą chwilę nie mam w sobie nic poza pragnieniem uwolnienia się od fizycznego cierpienia, aż nagle wszystko przestaje mieć znaczenie, nawet ucisk pod kolanami, czy trzeszczenie kości. Zapominam o sobie, o świecie, o czymkolwiek.  Czytaj dalej Jogin