Archiwa tagu: zauroczenie

Tembr

Jego głos mnie hipnotyzuje. Od wielu lat jest moim absolutnym numerem jeden. Przy nim wszyscy inni wokaliści rejterują. Ten facet jest genialny. Możliwość usłyszenia jego głosu na żywo, szczególnie wystąpienia w studiu, to jedno z moich największych marzeń.

Kim jest ów On?

Oczywiście to Ed Sheeran. Od pierwszej nuty, jaką usłyszałam płynącą z głośników w kinie, zakochałam się w jego głosie. Ludzie schodzili, mijali mnie, mówili o Hobbicie, o nowej kreacji i formie przedstawienia opowieści Tolkiena, a ja po prostu trwałam niewzruszenie pod ścianą i słuchałam. Po powrocie do domu od razu zaczęłam na sieci szukać jego innych kawałków. Kilka z nich udało mi się wygrzebać na rosyjskich stronach z mp3’kami.  Czytaj dalej Tembr

Choróbsko

Do złych wieści można przywyknąć. Nawet tych dotyczących umierania. Jednego dnia stawia się sobie karty, żeby sprawdzić, jak minie kolejny dzień, o czym świat szepcze za naszymi plecami, czy sny nie kłamią, czy rzeczywiście wreszcie niemal czołowo przyjdzie nam zderzyć się z tzw. wielowymiarową wzajemności uczuć, a tu nagle pojawia się zupełnie inny anons karciany. Nagle powraca na scenę przez wielu nielubiana Dziesiątka Mieczy – karta Tarota, która często znamionuje chorobę lub kalectwo – do tego odwrócona, czyli sugerująca niemożliwą do usunięcia dolegliwość. Obok pojawia się też karta Śmierci i Giermek, czyli informacji, że złe wieści dotyczą kogoś młodego.  Czytaj dalej Choróbsko

Ulubienica pani profesor

Zawroty głowy. Nieplanowana awaria błędnika. Poczucie oderwania od rzeczywistości. Banalne przeziębienie, ale trącające czymś dziwacznie wielowymiarowym. Zaburzenia percepcji spowodowane gorączką. Wizje wyższe, czyli coś kojarzące się z majakami sennymi dokuczającymi na jawie. Fatamorgana nie na afrykańskiej pustyni, ale w Europie Środkowej. Ostra migrena odziana w całun lodowatych dreszczy.  Czytaj dalej Ulubienica pani profesor

Kocimiętka

Johny przeczesał ręką włosy. Powinien przecież dobrze wypaść. O czym przypomniało mu lustro w windzie. Poprawił krawat i strzepnął ze swojego super modnego płaszcza nieistniejące paprochy. Westchnął. Spotkanie, na które zmierzał, uznał za bardzo ważne, bo zamykające trudne śledztwo.

Dziwaczny brzęk zasygnalizował, że winda właśnie zatrzymała się na wymaganym piętrze. John odwrócił się od lustra. Drzwi wolno rozsunęły się. Pan komisarz nieśpiesznie wysiadł. Rozejrzał się. Po obu stronach szklane drzwi blokowały przejście. – Bez pukania się nie obędzie – uśmiechnął się. – Oby warta tego była… – westchnął i nieśpiesznie podszedł do drzwi oznaczonych wielkim napisem „Biuro Analiz”.

Czytaj dalej Kocimiętka

Mruczanka

– Wyrok zapadł? – spytał on.

– A jak ci się wydaje? – odpowiedziała ona.

– Od jak dawna o tym wiesz? – zdziwił się on.

– Niemal od zawsze – zdziwieniem na jego zdziwienie odpowiedziała ona. – To nigdy nie miało trwać po kres naszych dni – z poirytowaniem dodała ona.  Czytaj dalej Mruczanka

Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Epistolografia. Lubię to słowo. Wiele dla mnie znaczy. Stanowi część mojego wewnętrznego świata. Bez końca prowadzę na swój sposób jednostronny dialog. Ponieważ interlokutora nie widać, lubię sobie wyobrażać, że jest on po prostu czytelnikiem moich listów. Może dlatego z dużą łatwością przychodzi mi tworzenie monodramów. Monolog wewnętrzny, czyli słowotok jedynie imitujący dialog. Za każdym razem, kiedy chcę coś wyrazić, wypowiedzieć własne emocje, główne przesłanie ubieram w cudze fatałaszki i szmatki. Określone zjawisko przyodziewam w spodnie lub sukienkę, czepek, perukę lub kapelusz.  Czytaj dalej Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Nostalgia

Gadka szmatka. Dwie laski oddalone od siebie o blisko czterysta kilometrów marudzą o niczym, czyli o własnym życiu. Sentymenty jadą po bandzie. Szereg westchnień wydziera się z obu gardeł. Jedna marudzi, że chciałaby, ale i tak już pozamiatane. A druga, że wcale jej nie żal martwej przeszłości, że za chwil kilka planuje zacząć nową pracę i że przyjaźń nigdy się nie liczyła, skoro de facto przyjaźnią nie była.

Marudzą. Jak wszystkie inne kobiety, też i one, mają to do siebie, że lubią klepać ozorami po próżnicy. Twierdzą, iż zapomniały, że wywietrzało im z głowy, że już w innym kierunku spoglądają, że pod nowy adres kierują własne westchnienia, kiedy tak naprawdę w cichości ducha sentymentu nie wyzbyły się nigdy. Trudno i darmo. Drzazga wbita w serce jak tkwiła, tak nadal zanurzona w ropiejącej już ranie coraz silniej zwiększa ryzyko gangreny.  Czytaj dalej Nostalgia

Epistoła

Siedzieli na trawie. Oboje lubili właśnie to miejsce w parku, te nie inne drzewo. Ona – zmęczona życiem czterdziecha, stara Raszpla – i on – wiecznie tak samo przystojny, choć już nie młody, pan wielkolud. Człowiek czynu. Pan Jan we własnej osobie.

– Kryzys twórczy daje mi się we znaki – urocza Raszpla mruknęła zmęczonym tonem, kiedy jej najlepszy przyjaciel właśnie rozkładał się na trawie. Wyciągnął długie nogi i obracając się na bok, by móc patrzeć w stronę swojej ulubionej przyjaciółki, rzucił w jej stronę uśmiech. – Mam oczywiście całą masę starych zapisków. Redaguję je. Przygotowuję do puszczenia w obieg i to mimo niezmiennego braku pewności co do sensu własnych działań.  Czytaj dalej Epistoła

Tańczące iskry

Chaos myśli. Tornado uczuć przemieszanych z emocjami. Tsunami energii płynącej ze ściśle dookreślonej strony. Pod powiekami nagłe eksplozje dziwacznych wirtualnych fajerwerków, jakby całe plejady, czy nawet konstelacje błyszczących okruchów światła. Ból na wysokości splotu słonecznego. Przyspieszone tętno. Nerwowy uśmiech. Na koniec uczucie głębokiej ulgi opakowane w pudełko z napisem – mój czas dobiegł końca. No to… zmykam… do miłego… i tak dalej.    Czytaj dalej Tańczące iskry

Bujdy na resorach kontra niepewność

Walizka spakowana. Gra Monopol dla dzieci zanabyta drogą kupna jest, Grzaniec dla ich mamy również, tuż obok upchany pamiątkowy kubek oraz żelki schowane w torbie jako pozaprogramowe dodatki. Zamówiona książka o zwierzakach lub innych leśnych wędrówkach ładnie opakowana zabezpieczona przez pozaginaniem kartek. Kilka na szybko dobranych ciuchów i szczoteczek do zębów przygotowane. Nic tylko ruszać na wschód.    Czytaj dalej Bujdy na resorach kontra niepewność

Idź za białym królikiem

Zaganianie codzienne. Chciałoby się o czymś napisać. Wspomnieć o własnym spotkaniu z panem Fluent in English. O oplotkowaniu z nim wielu spraw, tak jego wieloletniego afektu do własnego Zielonego Wzgórza, jak i osobistych refleksji dotyczących codzienności. Całe mrowie tematów nie daje spokoju, w pewnym sensie dokucza. Jasnym się staje, że narastający lęk przybiera przerażająco dookreślony sens. Zaskakujący wniosek podsumowujący szereg minionych dni niemal podchodzi do gardła, paraliżuje: – Zaczynam się realnie bać własnej przyszłości, bycia ciągniętą, a nie ciągnącą kogokolwiek do jaskini.    Czytaj dalej Idź za białym królikiem

Zarwana noc, czyli motyli śpiew

Dzień pracy. Jak zawsze wszyscy zabiegani. Niby ruchu w biznesie jako takiego nie ma, ale i tak większość osób ze wszystkim się spieszy. Przyglądając się temu siedzi się więc, czy nawet trwa na własnym zawodowym posterunku i buja w obłokach. Bo co innego można byłoby robić, jeśli koncentracja nie dopisuje, więc i ilość błędów zaczyna przybierać astronomiczną skalę, nowe pomysły na życie prześladują, a pokryte śniegiem dachy widziane przez okno przypominają, że nadal trwa zima?     Czytaj dalej Zarwana noc, czyli motyli śpiew

Nowy rytm

Za oknem po długiej serii słonecznych dni zapanował półmrok. Będzie padał deszcz, jak nic pogoda się pogorszy. Ale może to i lepiej, bo drzewa i krzewy tęsknią za wodą. To wpływa na nastrój. Napawa chwilowym przygnębieniem. Dziwaczna tęsknota przez ułamek chwili daje o sobie znać. Całe morze znaków zapytania. Powątpiewanie w pozytywne rozpatrzenie podania o uwagę.   Czytaj dalej Nowy rytm

Prozaiczna proza

Ludzie lubią przyjmować moje teksty za dosłownie opisujące uczucia i nastroje autorki. Nie wszyscy i nie zawsze biorą jednak pod uwagę, że owa autorka – czyli ja – potrafi dość sprawnie oszukiwać i ściemniać. Jestem również naprawdę świetna w konstruowaniu parafrazy cudzych odczuć bądź lęków.

Dlatego nie wszystkie z wpisów zamieszczanych na tym blogu warto brać dosłownie. Mam swój własny filtr znaczeń oraz symboli, który odruchowo tu stosuję. A jest nim tzw. szyfr oparty na bazie słów-haseł. Często tu opisywana moja własna Enigma. Czyli za sprawą czasami dziwacznych pseudonimów staram się dawać grupie czytelniczej do zrozumienia: – „Co autorka miała na myśli, kiedy powoływała własną fantasmagorię do życia”.    Czytaj dalej Prozaiczna proza

Nie komedia, ale i nie pomyłka

Ostatnio rzadko się spotykamy. Obie z Gabi nieustannie biegamy w kółko goniąc za własnymi ogonami, oczywiście tymi myślowymi. Dlatego pogaduchy przy kawie stanowią dla nas cudowny wyjątek potwierdzający regułę. I tak było tym razem. Chwila odpoczynku od niechcianych obowiązków. Wymarzona cisza w eterze myślowym. Krótka odsapka od cudzych znaków zapytania.   Czytaj dalej Nie komedia, ale i nie pomyłka