Archiwa tagu: wspomnienia

Kocimiętka

Johny przeczesał ręką włosy. Powinien przecież dobrze wypaść. O czym przypomniało mu lustro w windzie. Poprawił krawat i strzepnął ze swojego super modnego płaszcza nieistniejące paprochy. Westchnął. Spotkanie, na które zmierzał, uznał za bardzo ważne, bo zamykające trudne śledztwo.

Dziwaczny brzęk zasygnalizował, że winda właśnie zatrzymała się na wymaganym piętrze. John odwrócił się od lustra. Drzwi wolno rozsunęły się. Pan komisarz nieśpiesznie wysiadł. Rozejrzał się. Po obu stronach szklane drzwi blokowały przejście. – Bez pukania się nie obędzie – uśmiechnął się. – Oby warta tego była… – westchnął i nieśpiesznie podszedł do drzwi oznaczonych wielkim napisem „Biuro Analiz”.

Czytaj dalej Kocimiętka

Handel wymienny

Zapanował spokój i cisza. Głównie w mojej głowie, ale jest szansa, że zarażając tym stanem innych spowoduję, że również nieco się wyciszą i przestaną ciągle fukać. Mnie samej stan spowolnienia wewnętrznego pomógł w doznania olśnienia. Skorupa ulepiona z gliny, którą na sobie nosiłam przez wiele lat, kawałkami zaczyna odpadać. Płat za płatem ukazuje się moje prawdziwe oblicze, mała dziewczynka wychodzi z ciemnego pokoju i zaczyna się uśmiechać. Bite dziewięć lat naprawdę ciężkiej pracy nad sobą zaczyna przynosić oczekiwane efekty. Już nie przypominam golema. Nie działam pod wpływem nakazów i zakazów czynnika zewnętrznego. Wiem czego chcę, a czego sobie nie życzę.    Czytaj dalej Handel wymienny

Sentymentalny liryk

Wiatr szarpie gałęziami drzew. Wszystko wokół szumi. Słońce świeci. Jego blask poprawia nastrój. A mimo to chłód wciąż dokucza. Forsycje dodają światu piękna, sycą wzrok feerią cudownie ciepłych żółcieni. Jednak w sercu coraz silniej daje się we znaki dziwaczna tęsknota. Czas rocznic nieustannie dokucza. Wspomnienia dźgają ostrymi szpilkami prosto w serce.  Czytaj dalej Sentymentalny liryk

Anno Domini

Lubię Fluenta. To wesoły facet. No i lubi wodzić kobiety na pokuszenie. Słuchanie jego opowieści z pierwszej ręki sprawia mi więc niekłamaną przyjemność. Jasny blondyn z niebieskimi oczami, niewielkiego wzrostu, drobny, niepozorny, a jednocześnie pełen niekłamanego uroku osobistego.

Ma dar. Trzeba mu to przyznać. Rzuca kilka zdań śmiejąc się przy tym i każda laska zaczyna się do niego kleić. Nawet jeśli nie za pierwszym razem mu ulega, to po kilku pogawędkach i tak niczym kobra zaczyna wić się przy dźwiękach magicznej fujarki. A wtedy dzieląca ją z nim różnica wzrostu lub wieku traci na znaczeniu. On ma w sobie to „coś”. Podobnie do pana Zauchy, który za życia potrafił każde kobiece serce podbić, mimo iż nie miał metra osiemdziesięciu wzrostu, Fluent wie, co prawie każdej kobiecie w duszy gra.  Czytaj dalej Anno Domini

Dulszczyzna vs amore pomidore

Dziś dzień kobiet. Super okazja do marketingu sprzedażowego. A to kwiaty w lepszej cenie. Bombonierki cudownie obwiązane czerwonymi wstążeczkami. Kubki pełne uroczych napisów i romantycznych rysunków. Wino z najlepszych winnic. Odrobinę tańsze likiery i nalewki. Czego dusza zapragnie – tylko brać i płacić. Odhacza się cudze polecenia pokonując kolejne wyzwania. Pogłębia własną wiedzę na temat handlu drogą internetową, żeby podnieść statystykę oglądalności strony, co by tylko wszyscy byli zadowoleni. Jedno wielkie – klient nasz pan.  Czytaj dalej Dulszczyzna vs amore pomidore

Pożegnanie

Pragnienie wyrażenia złości lubi dokuczać. Ma się za sobą długą rozmowę z dobrą przyjaciółką. Czuje się smutek przemieszany z radością wynikającą z cudzych zwierzeń. W efekcie chce się dołączyć do koleżeńskiego czyszczenia starych kanałów relacyjnych i zaserwować swojej własnej odległej Przeszłości sporo dobitnych słów:   Czytaj dalej Pożegnanie

Melodia z przeszłości

Rozsiąść się na kanapie z wielkim kubkiem cappuccino w ręku i słuchawkami w uszach. Nie słuchać muzyki. Po prostu rozmawiać z kuzynką przez telefon. Śmiać się, choć jakby odrobinę w sentymentalnym tonie. Wymieniać się z nią nowinkami prasowymi. Słyszeć rodzinne ploteczki. Wróżyć. Samej dostawać mało ważne przepowiednie. Po prostu cieszyć się chwilą.    Czytaj dalej Melodia z przeszłości

Robota wre

Przeglądam stare notatki. Czas się wziąć do pracy, taka myśl bierze górę nad wszystkim innym. Rollmasaż musi poczekać, maszerowanie po mieście również. Zaszyta w kącie, opatulona kocykiem sięgam po laptopa i go odpalam. Wspomnienia coraz silniej nie dają mi spokoju, więc postanawiam je już na dobre przelać na papier. Ten wirtualny skrawek papirusu, który być może, zgodnie ze starymi przepowiedniami, stanie się dla wielu silną inspiracją, swoistą wskazówką, zachętą do nieco głośniejszego wypowiadania własnych oczekiwać i pragnień.    Czytaj dalej Robota wre

Trochę po męsku i odrobinę po babsku

W trakcie przygotowywania zapisków Robiego do „druku”, czyli zamieszczenia na mojej stronie, przeczytałam kilka akapitów jego sławetnych wpisów. Na śmierć zapomniałam o czym on tak naprawdę pisał. Używał tych swoich prześwintuszonych słów i sformułowań, a tak naprawdę pomiędzy nimi wtykał bardzo trafne wnioski i sugestie. Szczególnie w odniesieniu do polityki i obyczajowości Polaków. Fajny facet. Na jawie, czyli w realnym świecie, a nie tylko na własnym blogu, bardzo inteligentny i uroczy, bo w sposób subtelny bardzo rubaszny i misiowaty. Kobiety go uwielbiały, a on je akceptował i potrafił wysłuchać. U gejów to raczej bardzo rzadka cecha. Mam na myśli umiejętność poświęcania swojej uwagi innym osobom, czyli niekoniecznie podrywanym przez siebie facetom.   Czytaj dalej Trochę po męsku i odrobinę po babsku

Zgrabny tyłek jak Safarnia

Wiele godzin grzebania w starociach powoduje, że lato za oknem zaczyna dziwić, jakby jeszcze chwilę temu go tam nie było. Na papierze słowa ciągle opowiadają o zimie. A to grudzień, za chwilę styczeń, a zaraz po nim luty. Jedynie przez ułamek chwili odrobina kwietnia sprzed zaledwie kilku lat. Reszta staroci to czas nudy, smutku, nijakości i szukania ciekawostek takich lub innych, które mogłyby zapchać dziury pełne papki zwanej brakiem kierunku.  Czytaj dalej Zgrabny tyłek jak Safarnia

Retrospekcje

Kiedy brak pomysłów na nowe porcje słowotoku dokucza, człowiek zaczyna grzebać w starociach. Postanowienie uzupełnienia dawnych wpisów zachęca do nurkowania w sprawach minionych. Niektóre z wątków wciąż się pamięta, inne silnie zaskakują własną prostotą lub dziwacznym poplątaniem. Nie brak również oczywistych oczywistości, jak na ten przykład…  Czytaj dalej Retrospekcje

Jawna tajemnica

A jednak powroty nie zawsze muszą boleć. Tym razem 2005 rok jest obrabiany. O dziwo większość z zapisów cieszy lub nieco zastanawia, ale w sposób miły sercu. Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia. Niekoniecznie muszą boleć. A nawet wręcz przeciwnie. Czytaj dalej Jawna tajemnica

Dziewiąty rok w numerologii

Przeglądanie starych zapisków, korygowanie błędów i zamieszczanie odświeżonych tekstów sprzed lat zajmuje sporo czasu. A co gorsza przypomina o przykrych chwilach. Zapomniałam już jak ciężko mi było dawniej. Wyleciało mi z głowy, że naprawdę długo po operacji wracałam do normy. Rozmowa z nową panią neurolog brutalnie mi o tym przypomniała. Czytaj dalej Dziewiąty rok w numerologii

Władczyni Liter

 

2e

 

– Witam państwa. – Głos pani redaktor Jadwigi Maciaszczyk brzmi jak zawsze miło dla ucha. – Dziś spotykamy się już po raz dwusetny. Nie wiem jak państwo, ale ja wciąż nie mogę uwierzyć, że już od tak długiego czasu spotykamy się na antenie. Przygotowując się do dzisiejszego programu zastanawiałam się, jaki temat w najlepszy sposób mógłby się zgrać z tą rocznicą. Ostatecznie doszłam do wniosku, że rozmowa dotycząca sukcesu, tego, w jak różny sposób każdy z nas postrzega to zjawisko, dobrze oddałaby znaczenie, jakie często mają dla nas wszelkie rocznice. Dlatego naszym dzisiejszym gościem jest osoba o wielu twarzach. Po części pisarka. Czasami satyryk, której hobby to fotografia i analiza cudzych zachowań. Pani Nina Trewin. Czytaj dalej Władczyni Liter

Natrętne myśli

Prawie sto kartek zapisane. Wszystko w ramach odreagowywania. Nie mieści się w planach zawieszanie tych słów na wirtualnych słupach ogłoszeniowych. Ot, po prostu pragnienie uwolnienia się od niechcianych obrazów zmusza do klepania w klawiaturę. Głowę rozsadzają obrazy, a splot słoneczny silne uderzenia cudzej energii stricte kobiecej. Chwilami robi mi się od tego aż ciemno przed oczami. Uśmiech kota z Alicji w Krajnie Czarów znowu zaczyna dokuczać, wręcz prześladować. Nie non stop. Zaledwie od czasu do czasu, ale i to wystarczy. Czyj to uśmiech? Bo przecież tak naprawdę nie kota.   Czytaj dalej Natrętne myśli