Archiwa tagu: Tańcząc na linie

…i na to zasmażka

Siedzenie nad stertą papierów. Nieudolne poprawianie starych zapisków. Ciągłe, nieco bezmyślne gapienie się w stronę okna. Uciążliwy lęk przed zmianami, a jednocześnie pełna świadomość, że lawiny przyszłych zdarzeń nie da się już zatrzymać. Inna praca. Nowa codzienność. Konieczność pamiętania, że nie wszystko tylko od nas zależy. Z trudem trzymanie w ryzach własnej chęci ujawnienia światu, co ów Świat czeka”. Wiedzieć, że niektórzy wreszcie poczują się naprawdę szczęśliwi, a jednocześnie żyć w przeświadczeniu, że zapowiadanie zdarzeń przyszłych to karalny sport, czy nawet szatański hazard.   Czytaj dalej …i na to zasmażka

Książka

Porządkowanie starych zapisków niczym segregowanie starych szpargałów. Dotarcie do punktu, w którym ręce mimo woli zaczynają drżeć, głos więźnie w krtani, a łzy bez ostrzeżenia napływają do oczu. Serce wali jak oszalałe. Nie zdjęcia stanowią przyczynę, bo tym razem ani jedno nie pozostało niby przez przypadek upchane pomiędzy katalogami pełnymi śmieci. Nie filmy takie lub inne na YouTube’ie. Nawet nie własne monologi pełne liter. Emocje stają się przyczyną. Nowe sprawy tak spójnie korespondujące z przeszłością, że aż niemożliwe do oddzielenia od dawnego rozwoju wypadków.     Czytaj dalej Książka

Zabawa wspomnieniami

Trzeba przyznać, że mam talent. Sposób w jaki przeinaczam dawne fakty tworząc z nich bardzo plastyczny obraz pozwala mi na mieszanie opisu schematu zachowań określonej grupy społecznej z cudownie romantycznymi sugestiami przyszłych zdarzeń. Dawno temu już zaczęłam samą siebie podejrzewać o ów talent, jednocześnie nie próbując go uaktywnić.   Czytaj dalej Zabawa wspomnieniami

Słoneczna proza

Cudownie kolorowa jesień cieszy oko. Promienie słońca swoim ciepłem niemal pieszczą skórę. Aż chce się siedzieć w ogrodzie i czytać książkę, najlepiej jakąś romantyczną i pełną miłych sercu słów, słuchając przy tym kojącej muzyki. Niestety brak na to czasu. Dodatkowe powinności pozostają do odhaczenia. Również przyjęte terminy wiążące się pisaniem stają się coraz krótsze. Jeden wielki deadline – granica czasowa – zaciska się wokół gardła. Coraz głośniej zegar tyka, ten wirtualny, więc niemożliwy do wyłączenia.    Czytaj dalej Słoneczna proza

Tanecznie

Gabi i te jej upierdliwe pytania: – Czy wiesz, co robisz? Czy się nie boisz konsekwencji? Co ludzie powiedzą? Dlaczego o tym czymś piszesz? Po co upiększasz brzydotę? Dlaczego niszczysz piękno mojego świata? – to jej ciągłe upewnianie się co do sensu mojego uporu. Zwykle jedynie kiwam głową, przytakuję kwitując jej wahanie krótkim: – Postanowiłam.   Czytaj dalej Tanecznie

Wspomnienie wyblakłych snów

Zaskoczenie nie zawsze cieszy. Stare zapiski przywołujące niechciane wspomnienia dziwacznych rozterek i powątpiewania we własne zdrowe zmysły przywołują uczucie starego żalu. Każde kolejne zdanie pełne wyblakłych emocji przywołuje echo minionych nadziei i oczekiwań. Gorycz rozczarowania z czasem przekutego w tytaniczną zbroję chroniącą przed kolejnymi ciosami serwowanymi przez codzienność. A wszystko tylko po to, żeby ostatecznie po latach dowiedzieć się, że po prostu żyło się we własnym wirtualnym świecie pełnym obrazów zdarzeń mających się dopiero wydarzyć za kilka lat. Czytaj dalej Wspomnienie wyblakłych snów

Muzyczne źródło inspiracji

Każdy miewa swoje własne inspiracje.  W moim przypadku bardzo często wraz z nutami określonych melodii płyną obrazy, które staram się ubierać w słowa i na ich bazie tworzyć swoje własne historie. I właśnie te melodie, które tu zamieszczam, przez blisko trzy lata inspirowały mnie niemal nieustannie. Dlatego nie bez powodu w jednym z napisanych przeze mnie tekstów przez ułamek chwili pojawiła się twarz Antoniego Pawlickiego.

W moim przypadku tak naprawdę przypadki nie istnieją. Panowie Podświadomość oraz Świadomość naprawdę dobrze się znają i lubią. Trzymają ze sobą tzw. sztamę.

Czytaj dalej Muzyczne źródło inspiracji

Czarowny świat bajkowej Alicji

Ostatnio sporo było o snach. O tym, jak to nasza podświadomość lubi nam podsuwać najprzeróżniejsze rozwiązania albo opisywać czyjeś intencje kierowane ku nam, czy też przedstawiać otaczające nas realia, np. pokazywać nam, czego ktoś od nas chciał lub chce, albo co blokuje nasze własne życiowe poczynania. To dobra metoda na życie. Jest bowiem wiele pytań, które można zadać przed zaśnięciem. Sen to bardzo tajemniczy, niemal magiczny świat Alicji, po którym wędrując sporo możemy dowiedzieć się sami o sobie i o innych.  Czytaj dalej Czarowny świat bajkowej Alicji

Terapeutka

To było dziwaczne spotkanie. Niby nie denerwowałam się, a jednocześnie dokuczało mi uczucie zagubienia. Na szczęście otaczająca mnie architektura nieco ukoiła skołatane nerwy. Widok starych murów, dziwacznie wysoko zawieszonych sufitów i ogromnych okien, odciągnęła moją uwagę od powodu spotkania z terapeutką powodując, że na koniec niemal zapomniałam o bożym świecie.    Czytaj dalej Terapeutka

Wataha

Za tydzień idę na spotkanie z panią psycholog. Przeczytałam też, że w Lambdzie można podczepić się do brygady przygotowującej tegoroczną paradę równości. Łamię się, czy dołączyć do nich, czy mimo wszystko odpuścić sobie. Oczywiście fajnie byłoby poznać nowych ludzi, ale jakiś kawałek mnie nadal robi w spodnie ze strachu, że z nerwów jak dawniej nie będę rozumieć, o czym ci ludzie mówią i czego tak naprawdę ode mnie chcą. Kiedy się denerwuję nadal zdarza mi się gubić sens cudzych wypowiedzi. Słowa przestają do mnie przemawiać, zupełnie jakby ktoś mówił do mnie w obcym języku. To kłopotliwe i dla mnie raczej mało przyjemne.   Czytaj dalej Wataha

Trzeci maja

Kolejny dzień wolny od pracy. Czas odpoczynku od nie do końca wiadomo czego. Zmuszona do odhaczenia wizyty na obiadku u teściowej poczułam się zmęczona. Trzeba było siedzieć i słuchać jej posykiwania. Rany, ale ta kobieta wszystkich nienawidzi. Cały świat jest zły i podły, tylko ona jest cudowna, wytrwała, uparta i we wszystkim najlepsza.   Czytaj dalej Trzeci maja

Pochód pierwszomajowy

Święto nad świętami. Czas białych i czerwonych goździków, flag łopoczących ponad głowami przedstawicieli klasy robotniczej i nie tylko maszerujących w pochodzie. A przynajmniej tak właśnie ta data mi się kojarzy. Co najlepsze jako córka oficera Armii Ludowej Wojska Polskiego nigdy na takim pochodzie nie byłam. Mój tata nie należał do partii i na wzór Gandhiego okazywał bierny opór, czyli po prostu nie bywał na partyjnych pochodach i uroczystościach. Ostro oberwało mu się za to w czasie stanu wojennego.    Czytaj dalej Pochód pierwszomajowy

Trudna prawda

Zmęczenie bierze górę nad wszystkim. W przerwach dzielących moje życie zawodowe i prywatne dużo chodzę. Lubię to, bo koi nerwy. Chwilami mam wrażenie jakby cały świat wirował mi wokół głowy. Rozedrganie tak bardzo dokucza, że coraz słabiej radzę sobie z panowaniem nad własnymi emocjami. A jednocześnie wciąż niewiele czuję. Zupełnie jakby szum w głowie utrudniał mi rozumienie, czego świat tak naprawdę ode mnie chce, czego się po mnie spodziewa.   Czytaj dalej Trudna prawda

W nieznane

Po prostu zadzwoniłam. Odebrali. Młody głos powiedział, że na spotkanie z psychologiem trzeba trochę poczekać, bo kolejki są długie. Wskazał termin. Po obu stronach padło potwierdzenie chęci spotkania.   Czytaj dalej W nieznane