Archiwa tagu: szkoła

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Ołtarze buddyjskie vs chrześcijańskie

Hannah Nydahl:

 

Używamy określenia „ołtarz”, ponieważ jest to jedyne znane nam pojęcie. Ale wielu ludzi dziwi się, że mamy w buddyzmie ołtarze. Budda nie jest przecież bogiem, tylko kimś, kto rozpoznał prawdziwą naturę umysłu i pokazuje, w jaki sposób można uzyskać to samo oświecenie.  Czytaj dalej Ołtarze buddyjskie vs chrześcijańskie

Samiec alfa

Telefon pika rzewnie. Sprawdzam kto to. Na ekranie pojawia się przystojna twarz Voya i napis poniżej. – Porozmawiamy? – znak zapytania świeci żarówiastą czerwienią. Uśmiecham się. Na Messengerze naciskam symbol słuchawki i czekam aż piękny Wojciech odbierze. Pada krótka wymiana cześć-cześć i zaczyna się pełna radości pogawędka. Od słowa do słowa przenosimy się na grunt moich bazgrołów. Oczywiście wszystko w kontekście krytyki serwowanej mi przez pana specjalistę w pewnych kwestiach.  Czytaj dalej Samiec alfa

Rozpryśnięte emocje, poukładane myśli

W ostatni weekend dobiegła końca roczna szkoła Kabały, prowadzona przez Jana Witolda Suligę. Nie w pełni byłam szczęśliwa, że to właśnie ta, a nie inna data, ale widać tak miało być, maszerowanie przez miasto w ramach parady równości nie było mi przeznaczone.

Za to tamtego dnia na dzień dobry pan Jan z wielką radością dokonał coming out’u. Stanął przed nami, cały opalony, w koszuli à la hawajskiej i zakomunikował, że w trakcie swojej wizyty w Grecji odwiedził pewną wyspę – Lesbos. Właśnie tam dotarło do niego kim naprawdę jest.  Czytaj dalej Rozpryśnięte emocje, poukładane myśli