Archiwa tagu: sentyment

Sentymentalnie

Wojaże. Po latach nieustannego przemieszczania się z miejsca na miejsce człowiek przyzwyczaja się do konieczności ciągłego zmieniania środków lokomocji. Już nie zwraca uwagi na widoki za oknem. Rzadko słucha ludzi, ich prywatnych pogawędek ze współpasażerami. Po prostu sunie ku lepszemu jutru nas wszystkich nie oglądając się za siebie. Myśli o niebieskich migdałach. Wzdycha do chmur. Planuje swoje własne bujdy na resorach.

Czas pędzi niczym oszalały. To niezaprzeczalny fakt. Miłość do konkretów, swoistej oczywistości lub przewidywalności zdarzeń. Kolejne zapowiedzi zmian. Transformacji. Kalejdoskopu nowości. Głównie z tego powodu pozwala się, by wszystko wokół ewoluowało. Dziś tu, jutro tam. Uśmiech przemieszany z jego brakiem. Miłość nie w pełni dopowiedziana. Chęć bycia pochwyconą, a jednocześnie pierzchającą przed nieuniknionym.
Czytaj dalej Sentymentalnie

Miałam rację

Ciągłe gryzmolenie. Jedno wielkie przeskakiwanie, prześlizgiwanie się na brzegu słów oraz ich znaczeń. Coś przypominającego powoływania do życia romansów na zamówienie wydawnictwa Harlequin, opowieści podpisywanych pseudonimem, żeby ukryć to, czym się człowiek dorywczo para.

Przy okazji jednych spraw pojawiają się zupełnie inne. Organizm wciąż odmawia posłuszeństwa, więc gdzieś od środka własnego wewnętrznego świata narzeka się. Głowa nie pobolewa już, ale za to daje do wiwatu ucisk na poziomie mostka oraz zaburzony dobowy rytm snu. Dziwaczne obrazy wyrywają z czegoś na wzór drzemki. Raz na dwie godziny człowiek zrywa się na równe nogi, żeby po chwili uświadomić sobie, że to jeszcze nie czas na pobudkę, że do świtu wciąż brakuje np. dwóch godzin.  Czytaj dalej Miałam rację

Handel wymienny

Zapanował spokój i cisza. Głównie w mojej głowie, ale jest szansa, że zarażając tym stanem innych spowoduję, że również nieco się wyciszą i przestaną ciągle fukać. Mnie samej stan spowolnienia wewnętrznego pomógł w doznania olśnienia. Skorupa ulepiona z gliny, którą na sobie nosiłam przez wiele lat, kawałkami zaczyna odpadać. Płat za płatem ukazuje się moje prawdziwe oblicze, mała dziewczynka wychodzi z ciemnego pokoju i zaczyna się uśmiechać. Bite dziewięć lat naprawdę ciężkiej pracy nad sobą zaczyna przynosić oczekiwane efekty. Już nie przypominam golema. Nie działam pod wpływem nakazów i zakazów czynnika zewnętrznego. Wiem czego chcę, a czego sobie nie życzę.    Czytaj dalej Handel wymienny

Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Epistolografia. Lubię to słowo. Wiele dla mnie znaczy. Stanowi część mojego wewnętrznego świata. Bez końca prowadzę na swój sposób jednostronny dialog. Ponieważ interlokutora nie widać, lubię sobie wyobrażać, że jest on po prostu czytelnikiem moich listów. Może dlatego z dużą łatwością przychodzi mi tworzenie monodramów. Monolog wewnętrzny, czyli słowotok jedynie imitujący dialog. Za każdym razem, kiedy chcę coś wyrazić, wypowiedzieć własne emocje, główne przesłanie ubieram w cudze fatałaszki i szmatki. Określone zjawisko przyodziewam w spodnie lub sukienkę, czepek, perukę lub kapelusz.  Czytaj dalej Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Nostalgia

Gadka szmatka. Dwie laski oddalone od siebie o blisko czterysta kilometrów marudzą o niczym, czyli o własnym życiu. Sentymenty jadą po bandzie. Szereg westchnień wydziera się z obu gardeł. Jedna marudzi, że chciałaby, ale i tak już pozamiatane. A druga, że wcale jej nie żal martwej przeszłości, że za chwil kilka planuje zacząć nową pracę i że przyjaźń nigdy się nie liczyła, skoro de facto przyjaźnią nie była.

Marudzą. Jak wszystkie inne kobiety, też i one, mają to do siebie, że lubią klepać ozorami po próżnicy. Twierdzą, iż zapomniały, że wywietrzało im z głowy, że już w innym kierunku spoglądają, że pod nowy adres kierują własne westchnienia, kiedy tak naprawdę w cichości ducha sentymentu nie wyzbyły się nigdy. Trudno i darmo. Drzazga wbita w serce jak tkwiła, tak nadal zanurzona w ropiejącej już ranie coraz silniej zwiększa ryzyko gangreny.  Czytaj dalej Nostalgia

Monodramatyczna miniatura

Zmęczenie dokuczało jej już od samego rana. Monotonia dnia codziennego miała z tym wiele wspólnego, jak i półmrok nieustannie panujący za oknem. Nie było na kogo i po co czekać. Drzwi zaryglowała szczelnie całe wieki wcześniej. Okna pokryte całą masą kropel wody przypominały magiczną barierę, przez którą nic nie mogło się przedrzeć. Uwięziona we własnym potrzasku. Wolna od lęku przed cudzą napaścią, ale i przetrzymywana w kazamatach dziwacznych obaw.   Czytaj dalej Monodramatyczna miniatura

Jej Fejsowa Mość

Naprawdę potrzebujesz odpoczynku, Ralph.

Za oknem panuje przygnębiający półmrok. Niby dopiero południe, a już trwa wieczór. Zupełnie jakby to była północna Skandynawia, a nie kraj Lechitów mlekiem i miodem płynący. Czas laby zbiera się ku końcowi. Praca u podstaw czeka. Świadomość konieczności pełnienia własnych obowiązków w czasie równoległym do niekoniecznie chcianych znajomości nieco przeszkadza. Ale cóż… jak się nie ma, co się lubi… Kultura osobista wymaga, by zachować fason i jak dawniej uśmiechać się z pozoru zalotnie.     Czytaj dalej Jej Fejsowa Mość

Trochę po męsku i odrobinę po babsku

W trakcie przygotowywania zapisków Robiego do „druku”, czyli zamieszczenia na mojej stronie, przeczytałam kilka akapitów jego sławetnych wpisów. Na śmierć zapomniałam o czym on tak naprawdę pisał. Używał tych swoich prześwintuszonych słów i sformułowań, a tak naprawdę pomiędzy nimi wtykał bardzo trafne wnioski i sugestie. Szczególnie w odniesieniu do polityki i obyczajowości Polaków. Fajny facet. Na jawie, czyli w realnym świecie, a nie tylko na własnym blogu, bardzo inteligentny i uroczy, bo w sposób subtelny bardzo rubaszny i misiowaty. Kobiety go uwielbiały, a on je akceptował i potrafił wysłuchać. U gejów to raczej bardzo rzadka cecha. Mam na myśli umiejętność poświęcania swojej uwagi innym osobom, czyli niekoniecznie podrywanym przez siebie facetom.   Czytaj dalej Trochę po męsku i odrobinę po babsku

Kobieta cień, czyli ona w niej

A jednak udało mi się wygrzebać jeszcze kilka pradawnych wpisów. Ponieważ przez te wszystkie lata prowadziłam jednocześnie trzy strony WWW, było w czym grzebać. Co prawda „Podglądaczka” umarła już po roku prowadzenia, ale „Intymnik” zajął jej miejsce, a potem „Kasbar” i „Tańcząc na Linie” dość długo wisiały na sieci. Udało mi się więc jeszcze trochę staroci odszukać, zredagować i puścić w świat, czyli zamieścić na tej stronie. Jednocześnie bawiąc się własnymi słowami osiągnęłam absolutne oświecenie, czy też niczym Pomysłowy Dobromir doznałam olśnienia.    Czytaj dalej Kobieta cień, czyli ona w niej

Zgrabny tyłek jak Safarnia

Wiele godzin grzebania w starociach powoduje, że lato za oknem zaczyna dziwić, jakby jeszcze chwilę temu go tam nie było. Na papierze słowa ciągle opowiadają o zimie. A to grudzień, za chwilę styczeń, a zaraz po nim luty. Jedynie przez ułamek chwili odrobina kwietnia sprzed zaledwie kilku lat. Reszta staroci to czas nudy, smutku, nijakości i szukania ciekawostek takich lub innych, które mogłyby zapchać dziury pełne papki zwanej brakiem kierunku.  Czytaj dalej Zgrabny tyłek jak Safarnia

Echo płynące z oddali

Zabawa. Każdy to słowo postrzega nieco odmiennie, rozumie po swojemu. Osobiście uwielbiam igrać z własnym panem Wyobraźnią. Niewiele potrzeba, żebym weszła w zawody również z panem Intuicją. YouTube bywa w tym bardzo pomocny. Całe masy dźwięków ściągam obecnie właśnie z tego blatu sklepowego. Tania oferta, bo wszystko kosztuje zaledwie równowartość abonamentu za stałe łącze. Czytaj dalej Echo płynące z oddali

Z Tobą lub bez Ciebie

way

 

Babcia Marysia lubiła herbatę miętową. Co prawda lekarz powiedział, że nadmiar tego płynu bardzo obciąża nerki, w których lubią się przez to odkładać kamienie, ale mimo wszystko nie umiała sobie odmówić aromatu i cudownie świeżego smaku tego naparu. Dlatego jak co wieczór przygotowała dzbanek pełen gorącej, zaparzonej mięty, takiej prawdziwej, ogrodowej. Chciała nacieszyć się tym smakiem jeszcze przed snem. Czytaj dalej Z Tobą lub bez Ciebie

Czerwona Nić

Legenda mówi: istnieje nieuchwytna nić, pewien ciąg zdarzeń, który wiąże dwie dusze przeznaczone sobie, że będą razem. Pozostają związane ze sobą niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności.

Czytaj dalej Czerwona Nić

Senny uśmiech Mony Lisy

Praca nad reklamą, nad autoprezentacją. Uczenie się od innych, jak najlepiej pokonać wstyd. Czym tak naprawdę jest zażenowanie i z czego może wynikać. Przyglądanie się własnemu onieśmieleniu lub obawie przed ośmieszeniem. Praca nad własną walecznością, zwiększeniem śmiałości w likwidowaniu uszkodzeń i zarysowań na swoim poczuciu wartości.

Jak to jest móc zobaczyć siebie cudzymi oczami? Dostać w prezencie sposobność do autentycznego wyjścia z siebie i stanięcia obok, spojrzenia samemu sobie prosto w oczy i poznania, co inni mogą w nich zobaczyć. Oddanie się prawdziwej zabawie w szukanie sensu własnych poczynań i odruchów.

Czy taka umiejętność to dar, czy przekleństwo? Czytaj dalej Senny uśmiech Mony Lisy