Archiwa tagu: satyra

Sztuka konsumpcyjna

Poczuć życzliwy uśmiech płynący z oddali. Mieć wrażenie, że pod naporem przychylnej energii wszystko wokół niemal pulsuje. Wiedzieć, że ktoś o nas myśli. Zdawać sobie sprawę z tego, że znajome oczy cieszą się zerkając na nasze fotografie. Z ulgą budzić się rano i z podobnym uczuciem wieczorem przykładać głowę do poduszki.

Mieć świadomość obcej zazdrości… chęci zdławienia naszego uśmiechu… sprawienia, by każde z naszych marzeń okazało się zaledwie mrzonką…    Czytaj dalej Sztuka konsumpcyjna

W krzywym zwierciadle, czyli autoportret

Każdemu może uderzyć palma do głowy. To stara prawda. Nie ma znaczenia wiek, ani funkcja społeczna jaką taka osoba pełni, kuku na muniu umie dopaść każdego. Czy to zmęczenie po intensywnych zajęciach fitness, czy też czekając w kolejce na poczcie lub sklepie, przychodni lekarskiej, w metrze lub na przystanku autobusowym ulega się chwili i zaczyna tworzyć najdziwniejsze nawet bzdury. Również teoretycznie dojrzałym kobietom przytrafiają się wyskoki. Szczególnie, że połączenie całej masy dziwacznych aplikacji pozwala na wiele i to nawet w przypadku słabej jakości zdjęć.

To trochę jak z pismem automatycznym. Surrealizm przeniesiony z odległych czasów na poziom obecnego sposobu tworzenia pozornych bzdur. Tu klikniesz, tam przyciśniesz, w inne miejsce zajrzysz i tak ostatecznie spod twoich palców wychodzi niezapomniane dzieło sztuk zwane auto-satyrą, czy nawet skretynieniem. Bywa!… Nowożytna sztuka dla sztuki, czyli produkowanie niewyobrażalnych ilości wizualnych śmieci, które po bardzo wielu latach zaczynają mile się kojarzyć. Tzw. przyszłe perełki z lamusa.

Własne znaki zapytania

Gnam siedząc i siedzę maszerując. Już tak mam. Nigdy statyczna i nigdy rozbiegana. Takie ze mnie odrobinę pół na pół – fifty fifty – nie wiadomo co. Zwykle w ten sposób samą siebie lubię opisywać. Bo przecież tylko to mi wolno robić, czyli opisywać samą siebie, a o innych nawet nie wspominać. Nielzia (нельзя) – nie wolno. Nie nada (не надо) – nie trzeba, nie powinno się. Ludzie lubią tylko, żeby ich chwalić bez żadnych „ale” lub „czyżby”. Głównie dlatego na moim blogu brakuje czystego obgadywania innych. Czytaj dalej Własne znaki zapytania

Pratchettowskie wychlapywanie wody z misy

Lobsang wile się nauczył. Nauczył się, że każdy pokój ma co najmniej cztery kąty. Nauczył się, że sprzątacze zaczynają pracę, kiedy niebo jest dostatecznie jasne, by widzieć kurz i kończą z zachodem słońca.

Jako mistrze, Lu-tze był raczej łagodny. Zawsze uprzejmie wskazywał miejsca, których Lobsang nie sprzątał należycie.

Po początkowej irytacji i drwinach byłych kolegów Lobsang odkrył, że praca ma pewien urok. Dni przepływały mu pod miotłą…

…aż raz, z niemal słyszalnym kliknięciem w mózgu, postanowił, że już dość. Dokończył swój odcinek korytarza i odszukał Lu-tze, w zadumie popychającego miotłę wzdłuż tarasu.  Czytaj dalej Pratchettowskie wychlapywanie wody z misy

Domowa płaskorzeźba

Na kuchennej ścianie mam nowe dzieło sztuki. Czasami nie ma się wyboru, wyższa konieczność zmusza do podejmowania artystycznego wyzwania. Tym razem uszkodzona gładź tynkowa wystarczyła za pretekst.

Kilka miesięcy wstecz usiłowałam przymocować do kuchennej ściany tablicę korkową. To jeden z pomysłów na radzenie sobie z codzienną dezorganizacją i brakiem pamięci do terminów. Żelbetonowe ściany skutecznie opierały się naszej starej wiertarce – bez udaru, czy też z nadpsutym udarem – więc postanowiłam przykleić ramę bezpośrednio do ściany. Skoro na reklamach ośmiorniczka jest w stanie przytwierdzać krzesła do ścian… – jednym słowem dałam się nabrać.  Czytaj dalej Domowa płaskorzeźba