Archiwa tagu: opowieść

Śpiąca Królewna

Po pracy do domu. Kucharzenie czeka. Głowa ciężka z niewyspania. Nadszarpnięte nerwy dają się we znaki. Wielu sądzi, że to z ich powodu, że to niekończące się amore pomidore stanowi powód rozedrgania ich znajomej Wiedźmy, czyli moje, kiedy tak naprawdę to potencjalna druga praca od dawna spędza mi sen z powiek. Sesja z nową klientką odhaczona. Kolejne spotkania w planie. Nowe osoby wchodzące na moją drogę życia coraz częściej mówią dzień dobry. Naprowadzają mnie na zupełnie inny tor myślowy. Podpowiadają rodzaj marketingu, po jaki Wiedźma winna sięgnąć. Stare przepowiednie z chwili na chwilę nabierają rozpędu. Ekscytacja męczy, stąd miewam coraz częstsze migreny.  Czytaj dalej Śpiąca Królewna

Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Epistolografia. Lubię to słowo. Wiele dla mnie znaczy. Stanowi część mojego wewnętrznego świata. Bez końca prowadzę na swój sposób jednostronny dialog. Ponieważ interlokutora nie widać, lubię sobie wyobrażać, że jest on po prostu czytelnikiem moich listów. Może dlatego z dużą łatwością przychodzi mi tworzenie monodramów. Monolog wewnętrzny, czyli słowotok jedynie imitujący dialog. Za każdym razem, kiedy chcę coś wyrazić, wypowiedzieć własne emocje, główne przesłanie ubieram w cudze fatałaszki i szmatki. Określone zjawisko przyodziewam w spodnie lub sukienkę, czepek, perukę lub kapelusz.  Czytaj dalej Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Szepnij choć słowo, zdradź o czym marzysz…

Nie lubię pisać w pierwszej osobie liczby pojedynczej, a czasami muszę. To irytujące. Już wolę stronę bierną lub całą masę imiesłowów i bezokoliczników. Ale czasami muszę odnieść się do jakiegoś wątku we własnym imieniu i wtedy najprostszym sposobem na wyślizganie się z przesadnie silnej dosłowności bywają dialogi. Pierwsze osoba liczby pojedynczej zostaje zachowana, ale cała reszta opisów, więc i refleksji, daje się wcisnąć pomiędzy kolejne zdania, jakby nieco zakamuflować…  Czytaj dalej Szepnij choć słowo, zdradź o czym marzysz…

Androgen

Nerwy. Po raz pierwszy od bardzo dawna szczerze nadpobudliwe odchrząkiwanie. Kręcenie się niczym dziecko, któremu chce się siusiu. Jedno wielkie – nie dam rady, no nie dam rady, to za dużo jak na jeden raz – by po chwili wrócić do przyswajania, dopuszczania do siebie kolejnych obrazów, plastycznych scen, pełnych emocji spojrzeń. Zaciskanie zębów. Przymykanie powiek. I nie odrywanie wzroku od ekranu komputera.  Czytaj dalej Androgen

Tanecznie

Gabi i te jej upierdliwe pytania: – Czy wiesz, co robisz? Czy się nie boisz konsekwencji? Co ludzie powiedzą? Dlaczego o tym czymś piszesz? Po co upiększasz brzydotę? Dlaczego niszczysz piękno mojego świata? – to jej ciągłe upewnianie się co do sensu mojego uporu. Zwykle jedynie kiwam głową, przytakuję kwitując jej wahanie krótkim: – Postanowiłam.   Czytaj dalej Tanecznie

Nie komedia, ale i nie pomyłka

Ostatnio rzadko się spotykamy. Obie z Gabi nieustannie biegamy w kółko goniąc za własnymi ogonami, oczywiście tymi myślowymi. Dlatego pogaduchy przy kawie stanowią dla nas cudowny wyjątek potwierdzający regułę. I tak było tym razem. Chwila odpoczynku od niechcianych obowiązków. Wymarzona cisza w eterze myślowym. Krótka odsapka od cudzych znaków zapytania.   Czytaj dalej Nie komedia, ale i nie pomyłka

Harlequinizacja

Pierwszy daje o sobie znać dzwonek Messengera. Zajęta malowaniem krzeseł i stołu nie zwracam na to uwagi. A niech se klika i popiskuje. Świat musi na mnie zaczekać. Pędzel umazany w emulsji „kość słoniowa” jest ważniejszy. Mruczę pod nosem. Od zawsze słynę z tego, że gadam sama do siebie. Zwykle pytana o powody tego odruchu złośliwie odwarkuję, że artyści i artystki już tak mają. Czytaj dalej Harlequinizacja

Kocia muzyka

– Nie lubię słodyczy – powiedziała ze złością. – Mdli mnie od ich smaku. – Mruknęła nieco ciszej. – To co gorzkie i kwaśne przynosi radość. Daje ulgę. Nawet pieprz i ostra papryka bywają ciekawsze od bitej śmietany pełnej bananów i agrestowej galaretki. Fuj – syknęła prawie. Czytaj dalej Kocia muzyka

Zakończenie wątku

Zwykle osoba decydująca się na wizytę u wróżki ma swoje powody, by chcieć spojrzeć w przyszłość. Wielu uważa, że ten zabieg pomoże im w załatwianiu niektórych spraw. Inni upierają się, że to umożliwi oszukanie przeznaczenia. Niektórzy twierdzą też, że wiedzieć, czego można się od życia spodziewać, pomoże im w przygotowywaniu się nawet do najgorszego. W każdym razie zdania bywają podzielone. Bowiem jest też wielu, którzy w ogóle nie odczuwają potrzeby bawienia się własną przyszłością. Odrzucają sens takich zabiegów, jakimi jest predykcja.  Czytaj dalej Zakończenie wątku

Dziesiątka Mieczy

Wyczerpanie, tzw. zmęczenie materiału. Wysiłek dużo większy od fizycznego. Kiedy to pada się niemal na twarz, migrena zaczyna dokuczać, koncentracja wysiada, serce łomocze, jak po długim biegu. Człowiek wskakuje do pościeli i jeszcze w czasie lotu ku poduszce szepce bezsilnie: „Nie dam już rady. Co za dużo, to nie zdrowo. Z motyką na słońce… tego właśnie mi się zachciało. Jeden wielki bezsens”. Tak właśnie potrafią dokuczać nam wszystkim emocje. Bez względu na powód rozdrażnienia i tzw. nadpobudliwości, na koniec każdy tak samo ma dość. Jak to Anglicy mawiają – enough is enough – po prostu wystarczy i tyle.  Czytaj dalej Dziesiątka Mieczy

Sprawiedliwy sprawiedliwemu nierówny

Sprawiedliwość, w talii Ridera Waita nosi numer XI, w tradycyjnym, czyli np. Marsylskim, VIII. Gdzie jednak by jej nie umiejscowić, nadal będzie oznaczać to samo – równowagę, wyważenie, dookreślenie granic i wartościowanie wszystkich za i przeciw. Często kojarzona z Ateną. Jednak w przeciwieństwie do klasycznego wizerunku wyższej instancji, czyli Sądu Najwyższego, w Tarocie nie ma przesłoniętych oczu, nie jest więc ślepa. Może to nieść ze sobą jedno skojarzenie, że w tym wypadku nie tylko litera prawa ma wpływ na nasze życie. Tarotowa Sprawiedliwość nie dzieli tak po prostu na pół, nie waży co do mikrogramu, tylko szacuje wszystkie za i przeciw, odrobinę w stylu amerykańskiej ławy przysięgłych, czyli czynnika ludzkiego.  Czytaj dalej Sprawiedliwy sprawiedliwemu nierówny

Dobre brzmienie dźwięków z dali

Byłam, widziałam i usłyszałam – nie kogo innego, ale Sinead O’Connor. Podobało mi się. Choć mojego ukochanego przeboju – Troy – nie było. Ale za to te inne hity zabrzmiały. Na żywo jest lepsza niż na płytach. Słowo – talent – nie oddaje jej brzemienia. Take off your shoes – to obecnie mój nr 1 z jej ostatniej płyty. I ten kawałek zabrzmiał wprost niesamowicie. To wspomnienie chyba długo nie wyblaknie w mojej pamięci.

Koncert miał stanowić dla mnie pewnego rodzaju odsapką od złych myśli. Stres nie daje mi spokoju. Rzucam się wewnątrz siebie nie mogąc określić kierunku, w którym moje życie płynie. Robiłam badania, ślepnę. Kiedyś wydawało się, że to potrwa nieco dłużej, niż się zadziało w rzeczywistości. Tracę wzrok w zastraszającym tempie. To miała być jaskra, ale pan docent specjalista powiedział, że to co innego, że rzeczywiście guz mózgu mógł mechanicznie uszkodzić nerw wzrokowy, a teraz to już domino samoistnie pędzi ku totalnej zagładzie, po ostatni klocek, ostatnie włókno nerwu pęknie niebawem.   Czytaj dalej Dobre brzmienie dźwięków z dali

Autobiografia nadal trwa

Istnieje taka teoria, która mówi o artystycznej naturze. Ci, których spojrzenie na świat odbiega od przyjętych standardów, po prostu muszą być utalentowani. W przeciwnym razie ich przebarwiony wgląd w codzienność stawałby się już tylko czystym szaleństwem, niczym innym.

Ponoć tak właśnie dawniej postrzegano wielu sławnych. Pewnego Holendra, który obciął sobie ucho. I ponoć równie nieudolnie próbował swego czasu czmychnąć z tego wymiaru. Jak i samego sławnego geniusza wynalazków, które nabrały sensu setki lat po śmierci autora. By w XXI wieku owego wynalazcę nawet sławny Terry Pratchett nie omieszkał powołać do życia literackiego w swoich historiach. On i oczywiście inni mu podobni. Czyniąc owego Vinciego jeszcze ciekawiej niezapomnianym.  Czytaj dalej Autobiografia nadal trwa

Autobiografia płynie wciąż

Dobry znajomy zapytał jak to jest, zatracać pewność wyciszenia wewnętrznego. Kiedy mimo upływu czasu, nadal bardzo boimy się krzywdy naszych bliskich. Kiedy śmierć znowu ociera się o naszą skórę. A wyobcowanie staje się codziennością. Ile można płakać, żeby wymusić jakiekolwiek wsparcie, no jak długo?

Przy tego rodzaju pytaniach odpowiedź nie od razu rodzi się w głowach pytanych. To raczej trudne znaki zapytania. I choćby starałoby się sięgać po naprawdę przyjemny spokój wewnętrzny, nie przychodzi tak łatwo.  Czytaj dalej Autobiografia płynie wciąż