Archiwa tagu: ona i on

Limit

– Nic ci się ostatnio nie śni. – Z uśmiechem on inicjuje dialog.

– Śni się, ale nie zapamiętuję obrazów. Puszczam je mimo. – Ona również się uśmiecha. – Wystarczą mi te, które wcześniej widziałam. I tak na nic już nie czekam. Unikam łopotu serca. Brak odpoczynku czyha tuż za rogiem, u szczytu schodów. W słońcu. Na jawie. Bez kolejnych znaków zapytania. Poza niepewnością. Tam gdzie nawet zasieki już nie są w stanie powstrzymać szarży cudzych gestów i słów. DO NOT CROSS błyszczy w jaskrawym świetle dnia, a i tak plastik puszcza za jednym szarpnięciem. Bez wysiłku. – Ona wciąż się uśmiecha. – Tak może się stać w każdej chwili. Nie ode mnie zależy kiedy i jak. Na co więc czekać?

– Właśnie. Na co? – on poprawia jej włosy opadające na czoło. – I o tym piszesz?  Czytaj dalej Limit

Apage indicium

Telefon zadzwonił. Zaledwie dwa sygnały. Symbol zielonej słuchawki został naciśnięty.

– Słucham… cię jak radia. – Żartobliwe słowa zastąpiły sztampowe cześć.

– Jak było z dala od miasta? – podobny brak cześć stał się męską odpowiedzią.

– Wspaniale.  Czytaj dalej Apage indicium

Nostalgia

Gadka szmatka. Dwie laski oddalone od siebie o blisko czterysta kilometrów marudzą o niczym, czyli o własnym życiu. Sentymenty jadą po bandzie. Szereg westchnień wydziera się z obu gardeł. Jedna marudzi, że chciałaby, ale i tak już pozamiatane. A druga, że wcale jej nie żal martwej przeszłości, że za chwil kilka planuje zacząć nową pracę i że przyjaźń nigdy się nie liczyła, skoro de facto przyjaźnią nie była.

Marudzą. Jak wszystkie inne kobiety, też i one, mają to do siebie, że lubią klepać ozorami po próżnicy. Twierdzą, iż zapomniały, że wywietrzało im z głowy, że już w innym kierunku spoglądają, że pod nowy adres kierują własne westchnienia, kiedy tak naprawdę w cichości ducha sentymentu nie wyzbyły się nigdy. Trudno i darmo. Drzazga wbita w serce jak tkwiła, tak nadal zanurzona w ropiejącej już ranie coraz silniej zwiększa ryzyko gangreny.  Czytaj dalej Nostalgia

Voys and my story

Starocie w nowej wersji właśnie zawisły pod określoną datą. Drobna dawka świntuszenia wygrzebana z odzyskanego dysku zewnętrznego. Nic pasjonującego, ot, niby sztubackie wygłupy. Pikanteria pełna dziwacznej fantasmagorii nijak mającej się do codziennej nudy obojga autorów.  Współautor pan Voy i Blogerka, kiedyś znana jako Szara, przedstawili swoje chyba na dobre minione poplątanie.    Czytaj dalej Voys and my story

Krasnolud i jego elfka

„Papiery rozwodowe złożone”. – Krótko i na temat. Jeden mail i w ślad za nim płynące skojarzenia. Mimowolny odruch prowokujący ledwie słyszalny szept: – „Od wielu dni czułam cię, jakbyś stał tuż obok mnie. Obstawiałam, że właśnie z tego powodu, że bardzo chcesz mi o czymś powiedzieć, ale nie wiesz jak”. – Ledwo widoczny uśmiech pojawia się na twarzy. Pan Intuicja to naprawdę dobry kumpel, a nawet przyjaciel. Nie kłamał – to już teraz, w tym roku (sic!) stan cywilny Katarzyny z domu Gawełdy ulegnie zmianie.    Czytaj dalej Krasnolud i jego elfka

Czarowny świat bajkowej Alicji

Ostatnio sporo było o snach. O tym, jak to nasza podświadomość lubi nam podsuwać najprzeróżniejsze rozwiązania albo opisywać czyjeś intencje kierowane ku nam, czy też przedstawiać otaczające nas realia, np. pokazywać nam, czego ktoś od nas chciał lub chce, albo co blokuje nasze własne życiowe poczynania. To dobra metoda na życie. Jest bowiem wiele pytań, które można zadać przed zaśnięciem. Sen to bardzo tajemniczy, niemal magiczny świat Alicji, po którym wędrując sporo możemy dowiedzieć się sami o sobie i o innych.  Czytaj dalej Czarowny świat bajkowej Alicji

Wieszcz wieszczy

Świat nie stoi w miejscu. Czas płynie. Zmienia się otoczenie. Zmieniamy się my. Niepostrzeżenie kolory tracą na znaczeniu, transformują.

Bla, bla, bla…

Lici zaczęła flirtować z jednym ze swoich eksów. Koleś ożenił się. Jego żona zaszła w ciążę. Kupił mieszkanie i zaczął je remontować. A w międzyczasie nie potrafił zapomnieć o Lici . Zainicjował kontakt. Od słowa do słowa zaczęli flirtować. Lici wybaczyła mu dawniejsze spory i kłótnie. Ona zapragnęła jakiejś zmiany, zapełnienia pustki. On zamarzył o wspólnym czuciu bluesa. Lici bodaj zrobiło się wszystko jedno co do dobrych obyczajów. On – mimo swojej żoniatości – zyskał w jej oczach, bo cokolwiek zainicjował; ot, kiedyś jej się podobał i to bardzo.    Czytaj dalej Wieszcz wieszczy

Zabawa słowem pisanym

Zabawiliśmy się z Voyem, moim ukochanym Jesionem, w powołanie do życia kilku tekstów. Postanowiłam je zamieścić. To była ciekawa zabawa, która zajęła nam dobre kilkanaście dni. Kawałek on, inny fragment ja i tak bez końca. Zabawna historia z tego wyszła. Długo się z tego śmialiśmy.

Życie płynie dalej

Pracuję nad własnym samopoczuciem. Stopień wahań skutecznie maleje, a tęsknota za mamą gaśnie. Można się przyzwyczaić do bycia sierotą. Tym bardziej, że z przyrodnim rodzeństwem zyskałam dużo lepszy kontakt.

A w naszym małżeństwie całą parą ruszył kryzys. Częste podenerwowanie nie opuszcza obojga partnerów. Nieustająco słychać warkot obu stron. Co najgorsze nie wiedzieć dlaczego. Może taki etap partnerstwa albo dawniej ukryte żale samoistnie wypływają na powierzchnię, bo inne kłopoty umarły już śmiercią naturalną. Nie wiem i pewnie długo się nie dowiem.   Czytaj dalej Życie płynie dalej

Wspomnienia ze starego (pierwszego) bloga

Bo tradycyjnie w niedzielę…

– Przesuń się, chcę się przytulić – mówiłam łagodnie czekając aż przewróci się na wznak.

– Eeeee tam, tylko tak mówisz, zaraz znowu się odsuniesz albo gdzieś pójdziesz… nie wierzę ci – miał wesoły głos, ale dobrze wiedziałam, że nie żartuje.

Wtuliłam się więc w jego ramię najmocniej jak umiałam i głośno wciągnęłam powietrze.  Czytaj dalej Wspomnienia ze starego (pierwszego) bloga

Amorowato

Zakochać można się w każdym, kto nam na to pozwoli. W ostatnich Charakterach można sporo na ten – dla mnie nadal jeszcze odrobinę gorący – temat przeczytać. Oto fragment wstępniaka:

„Miłość to jest to, co przytrafia się mężczyznom i kobietom, którzy się nie znają” – mówi Somerset Maugham o iluzji będącej udziałem nie tylko internautów. Co więcej, takim związku druga osoba jest mi potrzebna, bym mogła pokochać samą siebie. Mówi się o narcystycznym rysie współczesnej kultury. Tak jak Narcyz, który patrzył na swoje odbicie w wodzie, wiele osób przegląda się w tafli Internetu z nadzieją na znalezienie miłości idealnej, a tak naprawdę w poszukiwaniu samych siebie.    Czytaj dalej Amorowato

Obiektywne pocieszanie

Przywykłam do jego spokojnego tonu. Właściwie chyba nie było sposobu, żeby go tak naprawdę wyprowadzić z równowagi. Kiedy się złościł, po prostu nagle smutniał, mówił, że musi to, czy tamto przemyśleć, a potem następowała przerwa niezbędna, żeby ode mnie odpoczął. Zwykle omawialiśmy tylko jego życie, jego kłopoty sercowe, jego porażki i wzloty. Byłam deserem i to nie zawsze słodkim. Od czasu do czasu na siłę wtrącałam coś z mojego ogródka, albo piekliłam się teatralnie dla zrzucenia trosk z wątroby, wtedy słuchał i niezmiennie mówił – „jak mam ci cokolwiek doradzić, przecież i tak jesteś mądrzejsza. Śmialiśmy się z tego, a czas płynął dalej”.  Czytaj dalej Obiektywne pocieszanie

Rozleniwiony sentyment

Praca nie smakuje tak jak dawniej. Teraz składając zdania mam zupełnie inny cel. Z konsekwencją i samozaparciem jak chwasty wyrywam te treści, które z historią nigdy nie miały wiele wspólnego. To coś w rodzaju oczyszczającego rytuału palenia niepotrzebnych wspomnień. Wszystko zmieniam i przeinaczam, kasuję całe strony i dopisuję nowe. Ma być inaczej, zupełnie inaczej – powtórek z rozrywki nie będzie. Amen.  Czytaj dalej Rozleniwiony sentyment

Schaboszczak

Schab pieczony w sosie z pesto i oliwkami, do tego młode ziemniaki posypane koperkiem i świeże pomidory. Ukochany jadł tylko mu się uszy trzęsły. Dawno nie pochłaniał równie łapczywie podetkniętego pod nos posiłku. Co prawda nie mamine, ale zawsze żarło.

Heh, bo u nas w „magicznym domku” nawet psy miały dzisiaj ucztę. Dostały ugotowany z jajkiem, rybą i warzywami ryż, który na koniec „wzbogaciłam” oliwą z oliwek dzięki czemu mniej im będzie jechało z pysków, a sierść rozbłyśnie niczym wypomadowana czupryna Żabczyńskiego.  Czytaj dalej Schaboszczak

Warsaw welcomes to… Mr Zajęcze Serce

No i nawiedził nas powiew z Poznania… Muszę chyba więc opowiedzieć teraz o nauce tolerancji, jaka miała miejsce w praktyce.

Otóż mój małżonek, jak to rasowy heteryk chowany pod kloszem przez zaborczą mamusię, w życiu nigdy nie miał kumpla geja, ani nawet jago życiowe drogi nie skrzyżowały się z “kimsiś takim”. Heh.  Czytaj dalej Warsaw welcomes to… Mr Zajęcze Serce