Archiwa tagu: obawa

Lodziarnia

– Jak myślisz, kto robi wodę z tego mózgu?

– Chyba kto komu robi pranie mózgu…

– No właśnie. Kto resetuje właśnie te komórki mózgowe?

– Neurony?

– Elektrony. Plutony. Tetrisy. Co za różnica jak to nazwiesz? Po prostu mózg. Kto zarządza i manipuluje tym wszystkim… kto nieustannie mówi o różnicach pokoleniowych? Kto stara się zabarykadować ten teren i otoczyć go szczelną osłoną, żeby sztuczny zdrowy rozsądek wciąż funkcjonował zgodnie z fikcyjnymi zasadami przyzwoitości?

– A jakie ma to znaczenie kto? Ktoś. Nazwij go Strachem przed…

– Wiem.

– Strachem przed dojrzałością…

– Wiem.

– Przerażeniem na myśl o…

– Wiem.

– Utratą kontroli…

– Wiem. Zatraceniem się w…

– Owszem. A nawet więcej. To coś ma jeszcze inną nazwę…

– Uczucie. Więź… Miłość.

– Przestań więc pytać. Zacznij działać. Zrób porządek w tym burdelu.

– Domu uciech?

– Nie! W tym mózgu.

Ulubienica pani profesor

Zawroty głowy. Nieplanowana awaria błędnika. Poczucie oderwania od rzeczywistości. Banalne przeziębienie, ale trącające czymś dziwacznie wielowymiarowym. Zaburzenia percepcji spowodowane gorączką. Wizje wyższe, czyli coś kojarzące się z majakami sennymi dokuczającymi na jawie. Fatamorgana nie na afrykańskiej pustyni, ale w Europie Środkowej. Ostra migrena odziana w całun lodowatych dreszczy.  Czytaj dalej Ulubienica pani profesor

Kocimiętka

Johny przeczesał ręką włosy. Powinien przecież dobrze wypaść. O czym przypomniało mu lustro w windzie. Poprawił krawat i strzepnął ze swojego super modnego płaszcza nieistniejące paprochy. Westchnął. Spotkanie, na które zmierzał, uznał za bardzo ważne, bo zamykające trudne śledztwo.

Dziwaczny brzęk zasygnalizował, że winda właśnie zatrzymała się na wymaganym piętrze. John odwrócił się od lustra. Drzwi wolno rozsunęły się. Pan komisarz nieśpiesznie wysiadł. Rozejrzał się. Po obu stronach szklane drzwi blokowały przejście. – Bez pukania się nie obędzie – uśmiechnął się. – Oby warta tego była… – westchnął i nieśpiesznie podszedł do drzwi oznaczonych wielkim napisem „Biuro Analiz”.

Czytaj dalej Kocimiętka

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Oglądając się przez ramię

Kolejna dawka starych tekstów odhaczona. Głównie lata 2004-2006. Najgorszym czasem wydaje się 2006 rok, a właściwie jego druga połowa. Horror po operacji, jakiej został poddany mój mózg, wydaje się więcej niż zaledwie przygnębiający. Jasnym się również staje, dlaczego małżeństwo państwa Jesterostwa nie było w stanie przetrwać próby czasu. To nie kryzys wieku średniego zawinił, ale przykry, bo banalny standard dopadł oboje współmałżonków. Kontekst nieco podobny do schematu dwojga ludzi, których jedyne dziecko w przykry i bardzo bolesny sposób umiera. Oboje – mąż i żona – dręczeni bólem nieodwracalnej straty mimo woli, bo podświadomie, obwiniają się wzajemnie za cierpienie psychiczne, jakiemu zostali poddani.  Czytaj dalej Oglądając się przez ramię

Jej fochowata mość

Rozliczyć się z firmą. Podpisać wymagane papiery. Przez chwilę żartować z kumplem. Ruszyć w stronę szatni. Przekręcić magiczny kluczyk w zamku. Sięgnąć po własne rzeczy. Wyjąć okrycie wierzchnie. Położyć je obok siebie. Rozpocząć zdejmowanie z siebie tzw. ubrania służbowego i w tym samym momencie poczuć, jak z kieszeni wypada niewielka koperta. Mimo woli uśmiechnąć się. Odłożyć kopertę na bok starając się przy tym nie pozaginać jej rogów. Pozwolić by myśli swobodnie zaczęły płynąć.    Czytaj dalej Jej fochowata mość

Daj mi powód

Powrót do przeszłości. Reminiscencje pełne przykrych skojarzeń. Uczucie bycia stawianą pod ścianą. Cała masa tak naprawdę fikcyjnych znaków zapytania. Swoista tęsknota  za zgrabną Nowością nagle przyblokowana przez monotonną Przeszłość.

Zagwozdka. Tak mój kumpel lubił nazywać powątpiewanie, niepewność opartą na czymś z pozoru przypominającym pytanie retoryczne. Teza i następujący po niej dowód czyniący dane twierdzenie ostateczną zasadą. Kilka powtórzeń tego samego refrenu, poddanie się tym samym sentymentom, staje się nawykiem, czy nawet narkotykiem, bez którego nie można się już obyć. Uciążliwa słabość. Chęć prowokowania wiecznie tych samych czynników zewnętrznych by podjęły działanie. Odrobinę fikcyjnie rzucona rękawica bez ostrzeżenia podniesiona przez oponentkę.    Czytaj dalej Daj mi powód

Śmiała nieśmiałość

Skrzywienie zawodowe wszystkim lubi dokuczać. Lekarze mają swoje, mechanicy samochodowi własne odruchy. Jedni mimo woli analizują wygląd skóry i dźwięk oddechu osoby, z którą przychodzi im załatwiać jakieś sprawy. A mechanicy słysząc rzężenie silnika w samochodzie kumpla od razu stawiają diagnozę, że na złom z tym szmelcem, bo nie warto go już naprawiać. W moim przypadku taką chorobę stanowi analiza cudzych zachowań. Zaczęło się od pracy nad zrozumieniem, czym jest autyzm własnego syna, a skończyło na pokonywaniu własnych ograniczeń na poziomie percepcji wynikających z operacji mózgu, której zostałam poddana.    Czytaj dalej Śmiała nieśmiałość

Kim jesteś?

Zmęczenie materiału, tak temu czemuś na imię, dziwacznemu uczuciu senności, ciągłemu odjeżdżaniu myślami w nieznane. Słaba kondycja przemieszana z osłabieniem emocjonalnym. Chwila odsapki kiedy wciąż nierozpoznana stacja nadawcza cichnie, kiedy eter zamiera, bo fale już nie płyną. Nie zmienia to jednak faktu, że jakiś cichy głosik wewnątrz głowy nieustannie powtarza ten sam refren – stara, to długo nie potrwa, naciesz się świętym spokojem, póki możesz, bo z dnia na dzień pioruny kuliste rzucane prosto w twój splot słoneczny znowu popłyną – więc siada się na własnej kanapie i czeka na niekoniecznie chciany ciąg dalszy.     Czytaj dalej Kim jesteś?

Młoda pani ciocia

Wspomnień czar. Urocze określenie. A właściwie banalne i obstukane. A mimo wszystko…

Już kilka dni temu źle się czułam i to bardzo, ale zbagatelizowałam ten fakt. Mruczałam jedynie, że tzw. odloty zaczynają mi o sobie dawać znać i na tym poprzestawałam. Sądziłam, że wina leży po stronie niedoboru cudów nowoczesnej medycyny. Po kilku dniach, kiedy ostatecznie stało się jasne, że farmakologia nie ma z tym nic wspólnego, przyszło mi ostatecznie zadać sobie pytanie skąd może się brać ta upierdliwa powtórka z rozrywki. Już kiedyś mi to dokuczało. Dawno i nieprawda, ale boleśnie, więc wgryzło się owo „coś” w moją pamięć. Ostatni raz problem zaistniał blisko trzy lata temu.    Czytaj dalej Młoda pani ciocia

Warto przeczytać i przemyśleć

„Ryk lwa” to pełne nieustraszoności obwieszczenie, że każdy stan umysłu wraz z jego emocjami, jest nadającą się do obróbki i przydatną sytuacją. Jest upomnieniem w praktyce medytacji – uświadamiamy sobie, że nie ma potrzeby odrzucać chaotycznych sytuacji, ani też uważać je za regresywne i prowadzące ku pomieszaniu. Musimy szanować każdy nastrój, jaki tylko się nam przydarza. Chaos powinniśmy uznać za wyjątkowo dobrą nowinę.    Czytaj dalej Warto przeczytać i przemyśleć

Kłamczucha

Cała masa słów nie daje spokoju. Od wielu dni nosi się w sobie przyjemne zdziwienie okraszone radością nowego odkrycia. Własna banalna codzienność staje się zadziwiająco wygodna. Tzw. zawodowe relacje interpersonalne zaczynają brać górę ponad wszystkim innym, co można byłoby nazwać romantyką. Dziwna prawda wychodzi na jaw, że nawet z natury samotnikom zdarza się chcieć zbliżyć do osób, tych ciałem i duchem prawdziwych, i to już całkowicie bez konieczności podpierania się literą pisaną, do tego jeszcze nawet nie ocierając się o mury jakichkolwiek muzeów lub galerii sztuki. Czytaj dalej Kłamczucha

Naprawiony błąd

Obróbka wspomnień z 2007 roku dopełniona. Brak korekty robi swoje. Jednak stary kłopot warto pozostawić na swoim miejscu. Niech będzie widać to, czego dawniej inni zobaczyć nie chcieli. Całą masę potknięć słownych i literowych.

Czytaj dalej Naprawiony błąd

Głuchy telefon

Zdarza się, że przez cały dzień dokucza mi jakaś myśl, że nie daje spokoju ten sam wątek nieustannie powracający do mnie. Ale kiedy ostatecznie siadam już przy komputerze, pomysł nagle jakby ucieka, znika nie pozostawiając po sobie śladu. Zwykle wtedy długo trwam gapiąc się gdzieś bezmyślnie lub po prostu w sufit i zastanawiam od czego by tu zacząć… Czytaj dalej Głuchy telefon

Refleksyjnie

Ile jest prawdy w tym o czym piszesz? Uporczywe echo nie swoich własnych pytań dokucza mi już od pewnego czasu. Bohaterowie pełniący rolę aktorów w moich miniaturach rzadko to komentują. Nie chce im się czytać. Znają fakty. Te wyzbyte poetyki reminiscencje. Nie czują potrzeby spoglądania na własne życie nie własnymi oczami. Zwykle jeśli ktoś jedynie zerka przez szybę ekranu komputera, widzi to co zobaczyć chce. Kiedy jednak jako realna znajoma wchodzi na scenę i sama się staje aktorką, dużo mniejszą przyjemność zaczyna sprawiać jej przyglądanie się samej sobie z bliskiej oddali. Czytaj dalej Refleksyjnie