Archiwa tagu: młodość

Choróbsko

Do złych wieści można przywyknąć. Nawet tych dotyczących umierania. Jednego dnia stawia się sobie karty, żeby sprawdzić, jak minie kolejny dzień, o czym świat szepcze za naszymi plecami, czy sny nie kłamią, czy rzeczywiście wreszcie niemal czołowo przyjdzie nam zderzyć się z tzw. wielowymiarową wzajemności uczuć, a tu nagle pojawia się zupełnie inny anons karciany. Nagle powraca na scenę przez wielu nielubiana Dziesiątka Mieczy – karta Tarota, która często znamionuje chorobę lub kalectwo – do tego odwrócona, czyli sugerująca niemożliwą do usunięcia dolegliwość. Obok pojawia się też karta Śmierci i Giermek, czyli informacji, że złe wieści dotyczą kogoś młodego.  Czytaj dalej Choróbsko

Kocimiętka

Johny przeczesał ręką włosy. Powinien przecież dobrze wypaść. O czym przypomniało mu lustro w windzie. Poprawił krawat i strzepnął ze swojego super modnego płaszcza nieistniejące paprochy. Westchnął. Spotkanie, na które zmierzał, uznał za bardzo ważne, bo zamykające trudne śledztwo.

Dziwaczny brzęk zasygnalizował, że winda właśnie zatrzymała się na wymaganym piętrze. John odwrócił się od lustra. Drzwi wolno rozsunęły się. Pan komisarz nieśpiesznie wysiadł. Rozejrzał się. Po obu stronach szklane drzwi blokowały przejście. – Bez pukania się nie obędzie – uśmiechnął się. – Oby warta tego była… – westchnął i nieśpiesznie podszedł do drzwi oznaczonych wielkim napisem „Biuro Analiz”.

Czytaj dalej Kocimiętka

Krzyk kontra monolityczność

– I jak tam, historia wciąż kołem się toczy? – uśmiechnął się po swojemu, jakby połową ust.

– Właśnie odkrywam, że tak naprawdę pisaną teraz opowieść powołałam do życia niemal całe wieki wcześniej, ale dopiero teraz wiem, w jakie słowa chciałabym ubrać własne myśli i rozterki. Gawiedź mnie inspiruje – ona uśmiechnęła się w podobny sposób.

– Gawiedź? – wydał się zdziwiony.  Czytaj dalej Krzyk kontra monolityczność

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Sentymentalny liryk

Wiatr szarpie gałęziami drzew. Wszystko wokół szumi. Słońce świeci. Jego blask poprawia nastrój. A mimo to chłód wciąż dokucza. Forsycje dodają światu piękna, sycą wzrok feerią cudownie ciepłych żółcieni. Jednak w sercu coraz silniej daje się we znaki dziwaczna tęsknota. Czas rocznic nieustannie dokucza. Wspomnienia dźgają ostrymi szpilkami prosto w serce.  Czytaj dalej Sentymentalny liryk

Ex equo

Kiedy doświadcza się cudownego uczucia odniesionego zwycięstwa, pokonania własnych demonów wewnętrznych, coraz silniejsza potrzeba podzielenia się ze światem ważnymi przemyśleniami nie odpuszcza. Spotkanie. Ludzie, których ja sama uwielbiam tytułować reprezentantami bohemy artystycznej, inspirują w sposób ulotny choć jasno wyczuwalny zachęcając innych do działania, by pobudzili własną wyobraźnię, uwolnili zmysły, cieszyli się pięknem ich własnej rzeczywistości.    Czytaj dalej Ex equo

Zarwana noc, czyli motyli śpiew

Dzień pracy. Jak zawsze wszyscy zabiegani. Niby ruchu w biznesie jako takiego nie ma, ale i tak większość osób ze wszystkim się spieszy. Przyglądając się temu siedzi się więc, czy nawet trwa na własnym zawodowym posterunku i buja w obłokach. Bo co innego można byłoby robić, jeśli koncentracja nie dopisuje, więc i ilość błędów zaczyna przybierać astronomiczną skalę, nowe pomysły na życie prześladują, a pokryte śniegiem dachy widziane przez okno przypominają, że nadal trwa zima?     Czytaj dalej Zarwana noc, czyli motyli śpiew

Oni kochają inaczej

Wszystko wokół nieustannie otula półmrok, a mimo to w głowie ptaszki ćwierkają. Niepoprawne optymistki już tak mają, że wszystko biorą za dobrą monetę. Nawet kiedy inni marszczą czoło chcąc tym samym zamanifestować własną złość lub nawet wstęp do nienawiści podszytej pogardą, nawiedzone buddystki starają się ich zachowanie zinterpretować jako zaledwie emocjonalne zagubienie oraz lęk przed ujawnieniem własnych (w Rosji karalnych) upodobań. Naiwnie przyjmuje się założenie, że jeśli ktoś staje się właśnie świadomy istnienia niewygodnych pytań, które świat może coraz częściej zacząć mu zadawać, podejmie ów ktoś pracę nad przyjętą formą własnej ekspresji, np. zacznie się inaczej ubierać i zachowywać.    Czytaj dalej Oni kochają inaczej

Mrużąc jedno oko

Lubię ludzi. Wysoko cenię znane mi osoby. Właściwie każdego bliźniego swego postrzegam jako ważną istotę. Oczywiście będąc po prostu człowiekiem często wkurzam się na innych, bywam niemiła lub opryskliwa, nie zmienia to jednak faktu, że te same cechy oraz zachowania staram się szanować u innych. Wielu jednak mi nie wierzy. Ponieważ sami nie wszystkich kochają, przyjmują założenie, że ja również nieustannie oszukuję.     Czytaj dalej Mrużąc jedno oko

Ze łzami w oczach

Ból. Ciągle to samo uczucie chwilami doprowadzające do szału. Paradoksalnie bardzo cenny dar rozpoznawania rodzaju energii, która ów ból powoduje. Świadomość, że tylko kobiety potrafią czymś takim bombardować, mężczyźni tej zdolności nie posiadają. Ekscytacja w męskim wydaniu w inny czakram uderza, nie ten „sercowy”.   Czytaj dalej Ze łzami w oczach

Czterdzieści plus

Maki Małe – zabawna nazwa. Niewielka miejscowość pełna pól i lasów, wzdłuż i wszerz obsiana czerwonymi kwiatami i jaskrawo żółtym rzepakiem. Horyzont wokół nie jest płaski. Trochę górek, odrobina dołków, nawet własne jezioro – piękne i czyste, jak mawiają mądrzy – wytopiskowe, czyli jeszcze z czasów ery lodowcowej. Gęsty las wokół. Również spory kamieniołom i niewielka gorzelnia w pobliżu. Ot, turystyczna atrakcja czasami nieco złośliwie nazywana prawdziwą Mekką dla ćpunów.   Czytaj dalej Czterdzieści plus

Zafrapowana

Wyjątkowy dzień, bo wolny od pracy. Konieczność zaliczenia wizyty u lekarza. Nie z powodu własnego zdrowia, ale z tytułu załatwienia dla rodzonego syna papierów poświadczających niepełnosprawność. Brzydka pogoda zniechęca do maszerowania przez świat z uniesionym czołem. Dwa dni podrząd muszą wystarczyć. Zaledwie i aż po pięć kilometrów za każdym razem. Dlatego zapada decyzja o własnym lenistwie. Czytaj dalej Zafrapowana

Warsaw welcomes to… Mr Zajęcze Serce

No i nawiedził nas powiew z Poznania… Muszę chyba więc opowiedzieć teraz o nauce tolerancji, jaka miała miejsce w praktyce.

Otóż mój małżonek, jak to rasowy heteryk chowany pod kloszem przez zaborczą mamusię, w życiu nigdy nie miał kumpla geja, ani nawet jago życiowe drogi nie skrzyżowały się z “kimsiś takim”. Heh.  Czytaj dalej Warsaw welcomes to… Mr Zajęcze Serce