Archiwa tagu: melodia

Tembr

Jego głos mnie hipnotyzuje. Od wielu lat jest moim absolutnym numerem jeden. Przy nim wszyscy inni wokaliści rejterują. Ten facet jest genialny. Możliwość usłyszenia jego głosu na żywo, szczególnie wystąpienia w studiu, to jedno z moich największych marzeń.

Kim jest ów On?

Oczywiście to Ed Sheeran. Od pierwszej nuty, jaką usłyszałam płynącą z głośników w kinie, zakochałam się w jego głosie. Ludzie schodzili, mijali mnie, mówili o Hobbicie, o nowej kreacji i formie przedstawienia opowieści Tolkiena, a ja po prostu trwałam niewzruszenie pod ścianą i słuchałam. Po powrocie do domu od razu zaczęłam na sieci szukać jego innych kawałków. Kilka z nich udało mi się wygrzebać na rosyjskich stronach z mp3’kami.  Czytaj dalej Tembr

Mruczanka

– Wyrok zapadł? – spytał on.

– A jak ci się wydaje? – odpowiedziała ona.

– Od jak dawna o tym wiesz? – zdziwił się on.

– Niemal od zawsze – zdziwieniem na jego zdziwienie odpowiedziała ona. – To nigdy nie miało trwać po kres naszych dni – z poirytowaniem dodała ona.  Czytaj dalej Mruczanka

Lirycznie

aut. Michał Warecki

– Wiesz już jak potoczy się akcja tej opowieści? – cichy głos niczym refren powtarza to samo pytanie.

– Prawie w stu procentach – otrzymuje stanowczą odpowiedź.

– A co potem?

– Najpierw skończę pierwsze, potem zajmę się drugim – stanowczość nie ustępuje natrętnemu szeptowi.

– Posłużysz się dosłownością? – cisza nie przestaje rzucać znakami zapytania.

– RODO to RODO. Żadnych personaliów, za to cała masa dosłownych opisów. Sporo o uczuciach. Trochę o cudzej ślepocie. Zaburzeniach w patrzeniu własnym emocjom prosto w oczy.

– Co potem?

– Czemu powtarzasz ciągle to samo pytanie? – naburmuszenie zaczyna narastać.

– Bo lubię.

– Będzie o przyszłości. Będzie o nas. Będzie wiele. Calhoun, trybut dla niego i dla jego szczurów.

– A co z twoją codziennością?

– Jak była tak pozostanie piękna i… nieśmiała… powątpiewająca.

Stań się moim błędem

Praca na wielu poziomach, analiza przede wszystkim cudzej codzienności, dodawania otuchy, wspierania w działaniu. Zabieganie. Wszystko w intencji okazania wsparcia. A jednocześnie gdzieś tam pomiędzy jednym a drugim światem poświęcanie uwagi osobom bliskim, tym, które nawet nie wiedzą, wciąż nie zdają sobie sprawy z tego, że niczym otwarta księga pozwalają zaprzyjaźnionej wiedźmie czytać w ich oczach, zyskiwać pewność co do tego, czego wypatrują i za czym coraz silniej tęsknią. Uśmiechać się już nie sobie a muzom. Widzieć w cudzych spojrzeniach wyraz życzliwości, akceptacji i chęci okazania wsparcia. „Trzymam kciuki, ale jakby coś jednak nie wyszło… pamiętaj, że ja też istnieję. O mnie też kiedyś napisałaś. Zauważyłaś mnie. Pamiętaj więc, że ja też cię nieustannie widzę i już nie omijam wzrokiem, coraz odważniej wymieniam spojrzenia”.  Czytaj dalej Stań się moim błędem

Nowa Supernowa

Zerwać się na równe nogi. Niczym Robbie Williams na teledysku „The Road To Mandalay” nagle wybudzić się z przerażającego snu. Wykonać kilka nerwowych ruchów. Niczym palacz głodny nikotyny biegać po domu szukając ostatniego papierosa. Po kilku głębokich wdechach ostatecznie usiąść przy kuchennym stole. Postawić przed sobą kubek pełen gorącego cappuccino. Westchnąć z rezygnacją. Mruknąć – nic z tego nie rozumiem – włączyć radio w poszukiwaniu ucieczki od niechcianych myśli.    Czytaj dalej Nowa Supernowa

Wypłowiałe pocztówki sprzed lat

Prawie wszystkie starocie już uzupełnione. Jeszcze została odrobina 2010-go i może też 2011-go, ale nic poza tym nie zdołałam wygrzebać spomiędzy pradawnych plików i pliczków. Być może coś cudzego udałoby się wyszukać, ale na tyle mało ciekawego, że mijałoby się to z celem, tj. podjęcie próby rozbawienia potencjalnych ciekawskich.

Oczywiście przyjemnie jest wiedzieć, że jednak mój ulubiony erotoman gawędziarz – czyli Robi Onanista – zaczął się nareszcie cieszyć nieco większą popularnością pośród czytelników tego bloga. To znak, aby kolejne części jego zapisków również tu zamieścić. Bo owych „archaików” jeszcze trochę mam – ciurkiem od 2001 do 2010-go, kiedy na dobre pożegnał się ze swoją blogową publicznością.   Czytaj dalej Wypłowiałe pocztówki sprzed lat

Natrętne myśli

Prawie sto kartek zapisane. Wszystko w ramach odreagowywania. Nie mieści się w planach zawieszanie tych słów na wirtualnych słupach ogłoszeniowych. Ot, po prostu pragnienie uwolnienia się od niechcianych obrazów zmusza do klepania w klawiaturę. Głowę rozsadzają obrazy, a splot słoneczny silne uderzenia cudzej energii stricte kobiecej. Chwilami robi mi się od tego aż ciemno przed oczami. Uśmiech kota z Alicji w Krajnie Czarów znowu zaczyna dokuczać, wręcz prześladować. Nie non stop. Zaledwie od czasu do czasu, ale i to wystarczy. Czyj to uśmiech? Bo przecież tak naprawdę nie kota.   Czytaj dalej Natrętne myśli

Praca czeka

Przychodzą chwile, kiedy wena zaczyna dokuczać. Jednocześnie wahanie narasta. Czy aby na pewno warto próbować? Czy ma sens opowiadanie o własnych perypetiach? Czy kogokolwiek może zająć ten temat? A jeśli tak, to ile dosłowności można tam przemycić, a ile poprzerabiać na drobne nie wiadomo co.

Zabawa słowem trochę kosztuje. Choć nie zawsze nie zawsze wiele. Na szczęście nie wymaga wysiłku. Zwykle stanowi formę zabawy, przyjemnej rozrywki. Takie coś nie boli. Choć do Pratchetta daleka droga.   Czytaj dalej Praca czeka