Archiwa tagu: liryk

Złap mnie, jeśli potrafisz

Nie interesuje mnie, jak zarabiasz na życie. 

Chcę wiedzieć, za czym tęsknisz i o czym ośmielasz się marzyć wychodząc na spotkanie tęsknocie swego serca.

Nie interesuje mnie ile masz lat.

Chcę wiedzieć, czy dla miłości, dla marzenia, dla przygody życia zaryzykujesz, że wezmą cię za głupca.  Czytaj dalej Złap mnie, jeśli potrafisz

Nostalgia

Gadka szmatka. Dwie laski oddalone od siebie o blisko czterysta kilometrów marudzą o niczym, czyli o własnym życiu. Sentymenty jadą po bandzie. Szereg westchnień wydziera się z obu gardeł. Jedna marudzi, że chciałaby, ale i tak już pozamiatane. A druga, że wcale jej nie żal martwej przeszłości, że za chwil kilka planuje zacząć nową pracę i że przyjaźń nigdy się nie liczyła, skoro de facto przyjaźnią nie była.

Marudzą. Jak wszystkie inne kobiety, też i one, mają to do siebie, że lubią klepać ozorami po próżnicy. Twierdzą, iż zapomniały, że wywietrzało im z głowy, że już w innym kierunku spoglądają, że pod nowy adres kierują własne westchnienia, kiedy tak naprawdę w cichości ducha sentymentu nie wyzbyły się nigdy. Trudno i darmo. Drzazga wbita w serce jak tkwiła, tak nadal zanurzona w ropiejącej już ranie coraz silniej zwiększa ryzyko gangreny.  Czytaj dalej Nostalgia

Sentymentalny liryk

Wiatr szarpie gałęziami drzew. Wszystko wokół szumi. Słońce świeci. Jego blask poprawia nastrój. A mimo to chłód wciąż dokucza. Forsycje dodają światu piękna, sycą wzrok feerią cudownie ciepłych żółcieni. Jednak w sercu coraz silniej daje się we znaki dziwaczna tęsknota. Czas rocznic nieustannie dokucza. Wspomnienia dźgają ostrymi szpilkami prosto w serce.  Czytaj dalej Sentymentalny liryk

Lirycznie

aut. Michał Warecki

– Wiesz już jak potoczy się akcja tej opowieści? – cichy głos niczym refren powtarza to samo pytanie.

– Prawie w stu procentach – otrzymuje stanowczą odpowiedź.

– A co potem?

– Najpierw skończę pierwsze, potem zajmę się drugim – stanowczość nie ustępuje natrętnemu szeptowi.

– Posłużysz się dosłownością? – cisza nie przestaje rzucać znakami zapytania.

– RODO to RODO. Żadnych personaliów, za to cała masa dosłownych opisów. Sporo o uczuciach. Trochę o cudzej ślepocie. Zaburzeniach w patrzeniu własnym emocjom prosto w oczy.

– Co potem?

– Czemu powtarzasz ciągle to samo pytanie? – naburmuszenie zaczyna narastać.

– Bo lubię.

– Będzie o przyszłości. Będzie o nas. Będzie wiele. Calhoun, trybut dla niego i dla jego szczurów.

– A co z twoją codziennością?

– Jak była tak pozostanie piękna i… nieśmiała… powątpiewająca.