Archiwa tagu: lgbt

Fikcyjna prawda

Wielu zapomina o sensie sformułowań – „fikcja literacka” lub „na motywach autobiograficznych”. Banalne określenie – w oparciu o… – stanowi definicję określonego scenariusza: Pan Iks istniał. Pani Igrek miała wielokrotnie z nim styczność. Była to wielobarwna znajomość, która jednak na poziomie realnym nigdy nie stała się żarliwym romansem. Albo dla odmiany Pani Zet pracowała w sklepie, jednak w scenariuszu zostało to zmienione, stała się więc sanitariuszką. Pan Kowalski za to z dyrektora został przerobiony na dozorcę więziennego.

Dla potrzeb określonego utworu przyjmuje się różne rozwiązania. Na tym właśnie polega artyzm, na zakamuflowanym kłamstwie. Im skuteczniej daje się z „bujdy na resorach” uczynić opis domniemanych „faktów z życia wziętych”, tym lepszym artystą staje się scenarzysta lub pisarka. Stąd określenie „na motywach” lub „na kanwie”, czyli wspomniane „w oparciu o” – użyte w zastępstwie słowa „kłamstwo”.

Banalny banał…

Pseudo pamiętnik to jedno, a zwierzenia intymne to już zupełnie różna para kaloszy. Na kartach książki postać przypominająca autorkę umiera z miłości do własnej sąsiadki, a na planie dnia realnie codziennego ma spełniony romans z własnym szefem – urodzonym samcem alfa. Tak właśnie działa budowanie fikcji literackiej.

…i na to zasmażka

Siedzenie nad stertą papierów. Nieudolne poprawianie starych zapisków. Ciągłe, nieco bezmyślne gapienie się w stronę okna. Uciążliwy lęk przed zmianami, a jednocześnie pełna świadomość, że lawiny przyszłych zdarzeń nie da się już zatrzymać. Inna praca. Nowa codzienność. Konieczność pamiętania, że nie wszystko tylko od nas zależy. Z trudem trzymanie w ryzach własnej chęci ujawnienia światu, co ów Świat czeka”. Wiedzieć, że niektórzy wreszcie poczują się naprawdę szczęśliwi, a jednocześnie żyć w przeświadczeniu, że zapowiadanie zdarzeń przyszłych to karalny sport, czy nawet szatański hazard.   Czytaj dalej …i na to zasmażka

Sztuka konsumpcyjna

Poczuć życzliwy uśmiech płynący z oddali. Mieć wrażenie, że pod naporem przychylnej energii wszystko wokół niemal pulsuje. Wiedzieć, że ktoś o nas myśli. Zdawać sobie sprawę z tego, że znajome oczy cieszą się zerkając na nasze fotografie. Z ulgą budzić się rano i z podobnym uczuciem wieczorem przykładać głowę do poduszki.

Mieć świadomość obcej zazdrości… chęci zdławienia naszego uśmiechu… sprawienia, by każde z naszych marzeń okazało się zaledwie mrzonką…    Czytaj dalej Sztuka konsumpcyjna

Tembr

Jego głos mnie hipnotyzuje. Od wielu lat jest moim absolutnym numerem jeden. Przy nim wszyscy inni wokaliści rejterują. Ten facet jest genialny. Możliwość usłyszenia jego głosu na żywo, szczególnie wystąpienia w studiu, to jedno z moich największych marzeń.

Kim jest ów On?

Oczywiście to Ed Sheeran. Od pierwszej nuty, jaką usłyszałam płynącą z głośników w kinie, zakochałam się w jego głosie. Ludzie schodzili, mijali mnie, mówili o Hobbicie, o nowej kreacji i formie przedstawienia opowieści Tolkiena, a ja po prostu trwałam niewzruszenie pod ścianą i słuchałam. Po powrocie do domu od razu zaczęłam na sieci szukać jego innych kawałków. Kilka z nich udało mi się wygrzebać na rosyjskich stronach z mp3’kami.  Czytaj dalej Tembr

Ogarnij się

Zastanowienie nie daje spokoju. Co i raz te same obrazy dokuczają. Wiecznie to nie inne podwórko. Bardzo stare, bo przedwojenne. Cukiernia tuż za rogiem, zaraz obok bramy. Goła cegła. Żydowskie korzenie. Dawne widoki. Coś, czego już nie ma, ale kiedyś tam funkcjonowało… Myśl o tym, że starych ławek się miasto wyzbyło, nieco dokucza. Rozkopali wzniesienie. Wywieźli całe masy ziemi, a wraz z nią odległe wspomnienia, które lata temu się w te hałdy wgryzły.  Czytaj dalej Ogarnij się

Krzyk kontra monolityczność

– I jak tam, historia wciąż kołem się toczy? – uśmiechnął się po swojemu, jakby połową ust.

– Właśnie odkrywam, że tak naprawdę pisaną teraz opowieść powołałam do życia niemal całe wieki wcześniej, ale dopiero teraz wiem, w jakie słowa chciałabym ubrać własne myśli i rozterki. Gawiedź mnie inspiruje – ona uśmiechnęła się w podobny sposób.

– Gawiedź? – wydał się zdziwiony.  Czytaj dalej Krzyk kontra monolityczność

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Ich dialog

Usiadła i mówiła. Rozmawiała. Ten sam co zawsze nie młody już rozmówca słuchał, zagajał, prowokował. Stary dobry pan Podświadomość często nazywany Janem lub Johnem. Postać powołana w oparci o piosenkę często słyszaną przez autorkę w dzieciństwie:

Panie Janie, Panie Janie

Rano wstań, rano wstań

Wszystkie dzwony biją

Wszystkie dzwony biją

Bim, bam, bom

Bom, bam, bom      Czytaj dalej Ich dialog

Sentymentalny liryk

Wiatr szarpie gałęziami drzew. Wszystko wokół szumi. Słońce świeci. Jego blask poprawia nastrój. A mimo to chłód wciąż dokucza. Forsycje dodają światu piękna, sycą wzrok feerią cudownie ciepłych żółcieni. Jednak w sercu coraz silniej daje się we znaki dziwaczna tęsknota. Czas rocznic nieustannie dokucza. Wspomnienia dźgają ostrymi szpilkami prosto w serce.  Czytaj dalej Sentymentalny liryk

Voys and my story

Starocie w nowej wersji właśnie zawisły pod określoną datą. Drobna dawka świntuszenia wygrzebana z odzyskanego dysku zewnętrznego. Nic pasjonującego, ot, niby sztubackie wygłupy. Pikanteria pełna dziwacznej fantasmagorii nijak mającej się do codziennej nudy obojga autorów.  Współautor pan Voy i Blogerka, kiedyś znana jako Szara, przedstawili swoje chyba na dobre minione poplątanie.    Czytaj dalej Voys and my story

Gryzmoły

Nawał pracy, a jednocześnie brak chęci skupienia się na nie swoim temacie. Zmęczenie materiału. Zbieranie do kupy wszystkich wniosków i na ich gruncie budowanie już bardzo konkretnego planu gry. Kilka spraw na jeden raz. Trochę tego i odrobina tamtego nie w pełni pomaga w porządkowaniu zebranych materiałów. Dodatkowo nauka wciąż nie w pełni skończona. WordPress i Photoshop jeszcze niedokończone. A czas nagli. Do kwietnia własny projekt trzeba przygotować. A do lipca cudzą promocję.  
Czytaj dalej Gryzmoły

Dulszczyzna vs amore pomidore

Dziś dzień kobiet. Super okazja do marketingu sprzedażowego. A to kwiaty w lepszej cenie. Bombonierki cudownie obwiązane czerwonymi wstążeczkami. Kubki pełne uroczych napisów i romantycznych rysunków. Wino z najlepszych winnic. Odrobinę tańsze likiery i nalewki. Czego dusza zapragnie – tylko brać i płacić. Odhacza się cudze polecenia pokonując kolejne wyzwania. Pogłębia własną wiedzę na temat handlu drogą internetową, żeby podnieść statystykę oglądalności strony, co by tylko wszyscy byli zadowoleni. Jedno wielkie – klient nasz pan.  Czytaj dalej Dulszczyzna vs amore pomidore

Androgen

Nerwy. Po raz pierwszy od bardzo dawna szczerze nadpobudliwe odchrząkiwanie. Kręcenie się niczym dziecko, któremu chce się siusiu. Jedno wielkie – nie dam rady, no nie dam rady, to za dużo jak na jeden raz – by po chwili wrócić do przyswajania, dopuszczania do siebie kolejnych obrazów, plastycznych scen, pełnych emocji spojrzeń. Zaciskanie zębów. Przymykanie powiek. I nie odrywanie wzroku od ekranu komputera.  Czytaj dalej Androgen

Ex equo

Kiedy doświadcza się cudownego uczucia odniesionego zwycięstwa, pokonania własnych demonów wewnętrznych, coraz silniejsza potrzeba podzielenia się ze światem ważnymi przemyśleniami nie odpuszcza. Spotkanie. Ludzie, których ja sama uwielbiam tytułować reprezentantami bohemy artystycznej, inspirują w sposób ulotny choć jasno wyczuwalny zachęcając innych do działania, by pobudzili własną wyobraźnię, uwolnili zmysły, cieszyli się pięknem ich własnej rzeczywistości.    Czytaj dalej Ex equo