Archiwa tagu: książka

…i na to zasmażka

Siedzenie nad stertą papierów. Nieudolne poprawianie starych zapisków. Ciągłe, nieco bezmyślne gapienie się w stronę okna. Uciążliwy lęk przed zmianami, a jednocześnie pełna świadomość, że lawiny przyszłych zdarzeń nie da się już zatrzymać. Inna praca. Nowa codzienność. Konieczność pamiętania, że nie wszystko tylko od nas zależy. Z trudem trzymanie w ryzach własnej chęci ujawnienia światu, co ów Świat czeka”. Wiedzieć, że niektórzy wreszcie poczują się naprawdę szczęśliwi, a jednocześnie żyć w przeświadczeniu, że zapowiadanie zdarzeń przyszłych to karalny sport, czy nawet szatański hazard.   Czytaj dalej …i na to zasmażka

Kiedy życie nas przerasta

Bolesna prawda jest taka, że kiedy odrzucamy coś lub kogoś, to zarazem praktykujemy odrzucenie. Kiedy zachowujemy się szorstko – praktykujemy szorstkość.

Powiedziano, że niemożliwe jest osiągnięcie oświecenia, odczuwanie radości i zadowolenia, jeśli nie pozna się samego siebie i nawykowych schematów swoich zachowań. Pomaga w tym “maitri” – rozwijanie miłującej życzliwości i bezwarunkowej przyjaźni wobec siebie. Niekiedy mylimy ten proces z doskonaleniem i kreowaniem samego siebie. Do tego stopnia dajemy się pochłonąć odczuwaniu dobroci wobec samych siebie, że przestajemy zauważać, jak oddziałujemy na innych.  Czytaj dalej Kiedy życie nas przerasta

Gryzmoły

Nawał pracy, a jednocześnie brak chęci skupienia się na nie swoim temacie. Zmęczenie materiału. Zbieranie do kupy wszystkich wniosków i na ich gruncie budowanie już bardzo konkretnego planu gry. Kilka spraw na jeden raz. Trochę tego i odrobina tamtego nie w pełni pomaga w porządkowaniu zebranych materiałów. Dodatkowo nauka wciąż nie w pełni skończona. WordPress i Photoshop jeszcze niedokończone. A czas nagli. Do kwietnia własny projekt trzeba przygotować. A do lipca cudzą promocję.  
Czytaj dalej Gryzmoły

Własna próżnia doskonała

Spotkanie pod gołym niebem. Słońce świeci. Nisko zawieszone chmury suną ponad głową. Na szczęście bardzo wolno, bo wiatr słaby. Ludzie wokół uśmiechają się. Obserwują, co wyczyniają mijane przez nich dwie oszołomki. Jedna tańczy, druga ją filmuje. Bawią się, choć nie mają już nastu lat. Przechodnie swoje przypuszczenia analizują odchodząc w nieznane. Snują domysły: – Pewnie jakiś powód istnieje, że te panie w coś takiego się bawią, ale dlaczego akurat tutaj to robią? Przecież to Starówka. Wszyscy widzą… Czytaj dalej Własna próżnia doskonała

Na przednówku

Mimo daty widniejącej w kalendarzu powietrze zaczyna pachnieć wiosną. Pani Janina wyrokuje szybkie odejście zimy. W jej ogródku już zaczynają kwitnąć pierwiosnki. Proces zmiany klimatu trwa. Jedno wielkie ocieplenie. Jeszcze trochę i zaczną u nas rosnąć drzewa pomarańczowe i oliwki. Na szczęście do ery lodowcowej jeszcze daleko, więc karę ze te zmiany poniosą dopiero następne pokolenia. Co prawda w kraju mlekiem i miodem płynącym może tego lata wszystkim znowu dokuczyć susza, ale za to chyba cieplutko będzie. Nie ma tego złego, co by się na dobre nie obróciło.    Czytaj dalej Na przednówku

Zabawa wspomnieniami

Trzeba przyznać, że mam talent. Sposób w jaki przeinaczam dawne fakty tworząc z nich bardzo plastyczny obraz pozwala mi na mieszanie opisu schematu zachowań określonej grupy społecznej z cudownie romantycznymi sugestiami przyszłych zdarzeń. Dawno temu już zaczęłam samą siebie podejrzewać o ów talent, jednocześnie nie próbując go uaktywnić.   Czytaj dalej Zabawa wspomnieniami

Różany płomień

Wróżkowy zlot czarownic. Klasyczne pogaduchy, które ostatecznie przybierają kształt istnej burzy mózgów. Pomocne dłonie, te wirtualne i prawdziwe, oferują wsparcie w przygotowywaniu potrzebnych materiałów. Dyskusja dotycząca kolejnych etapów tworzenia już bardzo wyraźnie naszkicowanej historii. Dookreślanie sensu tworzenia wątków pobocznych. Zastanawianie się jakie dawki dialogów zaserwować ciekawskim, a co podarować sobie już na wstępie. Które elementy włożyć pod lupę, by móc później odrobinę poroztkliwiać się nad nimi, a co jedynie musnąć słownym pędzlem.   Czytaj dalej Różany płomień

Ona i On o snach

Porządki robione na dysku. Konsekwentne segregowanie starych materiałów. Selekcja tekstów powołanych do życia całe lata wcześniej. Jedno wielkie kopiuj wklej i zamieszczanie tego na własnej imiennej stronie. Wszystko z zachowaniem dat i miejsc zapisu. Aż tu nagle dopada nieprzewidziana niespodzianka. Dawniej nieznane nazwisko razi po oczach. Stary cytat z książki, która dawno temu bardzo pomogła mi wiele zrozumieć. Masa liter, które wyszły spod palca naprawdę fajnego faceta. Kolesia, który przyśnił mi się kilka lat przed tym, zanim zyskałam szansę poznania go osobiście. Czytaj dalej Ona i On o snach

Cicha melodia

Zaczęło się od buntu przeciwko poezji. Postanowiłam rozstać się z moim poetyckim, urojonym światem. Zadałam gwałt moim marzeniom, poddawałam je analizie, uczyłam się języka Henry’ego, wkraczałam w jego świat. Chciałam pozbyć się mojej nadwrażliwości, moich urojeń, moich skłonności do fantazjowania, poddając je brutalnym, niszczycielskim zabiegom. Było to coś w rodzaju samobójstwa. Otrząsnęłam się dopiero, kiedy uświadomiłam sobie, że samobójstwo to po prostu porażka. I właśnie wtedy zjawiła się June, obudziła moją wyobraźnię i uratowała mnie. A może mnie zabiła. Bo teraz przez nią znalazłam się na prostej drodze do szaleństwa”.  Czytaj dalej Cicha melodia

Autobiografia nadal trwa

Istnieje taka teoria, która mówi o artystycznej naturze. Ci, których spojrzenie na świat odbiega od przyjętych standardów, po prostu muszą być utalentowani. W przeciwnym razie ich przebarwiony wgląd w codzienność stawałby się już tylko czystym szaleństwem, niczym innym.

Ponoć tak właśnie dawniej postrzegano wielu sławnych. Pewnego Holendra, który obciął sobie ucho. I ponoć równie nieudolnie próbował swego czasu czmychnąć z tego wymiaru. Jak i samego sławnego geniusza wynalazków, które nabrały sensu setki lat po śmierci autora. By w XXI wieku owego wynalazcę nawet sławny Terry Pratchett nie omieszkał powołać do życia literackiego w swoich historiach. On i oczywiście inni mu podobni. Czyniąc owego Vinciego jeszcze ciekawiej niezapomnianym.  Czytaj dalej Autobiografia nadal trwa

Wasiliew

Opowiadanie, które wyszło spod pióra Voya:

*

Wasiliew Woronin Aleksiejewicz zacisnął mocniej dłoń na niedźwiedzim futrze, którym towarzystwo, z którym dzielił sanie na królewskim kuligu, okryło sie przed mrozem. Z naprzeciwka jechał, bowiem na koniu bielszym niż nieskazitelna biel śniegowych czap on – widziany wczoraj przelotnie na balu u baronessy Nadjeżdy Romanownej potężny nieznajomy.  Czytaj dalej Wasiliew

Ciepłe powitanie

Nie ma pracy w pracy. Siedzę gapiąc się bezmyślnie na chmury leniwie sunące po niebie i dumam, a to u mnie bardzo niebezpieczne, czy nawet niezdrowe. Bo tak naprawdę ten tego pies… że też czas musi się zawsze tak wlec, kiedy najbardziej zależy nam na oswobodzeniu z jakiejś sytuacji. Tym bardziej, że za jedyną rozrywkę mam własne fantazje i nie podokańczane opowieści, a trochę się już tego nazbierało.  Czytaj dalej Ciepłe powitanie