Archiwa tagu: ja

Jestem jaka jestem

____________________

Wyrosłam z krewnych, którzy często krytykują, lecz nie zaproponują żadnej pomocy.

Wyrosłam z myślenia, że muszę spełniać nierealistyczne życzenia mojej rodziny.

Wyrosłam ze wszystkich dziewczyn, które noszą maski i cieszą się potajemnie z moich porażek. 

Wyrosłam z zaniżania mojego poziomu dla facetów, których moja inteligencja i bezpośredniość zawstydza.

Wyrosłam ze wszystkich przyjaciół, którzy nie potrafią świętować moich sukcesów. I tych, którzy nie umieją przeciwstawić się niesprawiedliwości. 

Wyrosłam z ludzi, którzy nagle znikają, gdy w życiu pojawiają się problemy. 

Wyrosłam z rozsiewania negatywności.

Wyrosłam z prób stałego dogadzania innym. I z tego, że wszyscy dookoła starają się mi wmówić, ze nie jestem wystarczająco ładna, sprytna i dobra. 

Wyrosłam ze swojej skłonności do obaw i braku poczucia bezpieczeństwa.

Wyrosłam ze stałego szukania powodów do niekochania samej siebie. 

Wyrosłam ze wszystkiego, co nie karmi esencji mojej duszy.

Z tylu rzeczy wyrosłam. I nigdy do tej pory nie czułam się tak wolna.

Chanda Kaushik

www.mapowaniejoni.com

INSTAGRAM: www.instagram.com/kobietymocy_womenofpower/

Autostradą do Kodnia

Stare zapiski znów wzięte pod lupę. Cała masa ciekawostek czeka na odkrycie. Cudze i własne zdjęcia cieszą oczy. Osobiste perełki z lamusa zostają wygrzebane. Mimowolny uśmiech gości na twarzy. Cudowna dziecinada daje o sobie znać. – Nic się nie zmieniłam. Jak kolekcjonowałam dziwadła, tak nadal to robię. Pewnie dlatego parę dni temu widząc kolaż ustawiony przez kumpla jako awatar jedynie kiwnęłam głową mrucząc „mam to już”. Lubię kolekcjonować. Cały wirtualny strych mam zapchany tego typu pamiątkami. Fotosy z grillem dzierżonym pod pachą również tam już od roku spoczywają. – Tego dnia staje się jednak jasne, że z mojej kolekcji z niewiadomych powodów ubył jeden eksponat znany pod kryptonimem „z kubkiem”Czytaj dalej Autostradą do Kodnia

Ślepe przeznaczenie

Ależ ten czas leci, jak z bicza trzasnął. Wczoraj był początek kwietnia, a już mamy drugą połowę sierpnia. Jeszcze miesiąc… i będzie jesień. Dni gnają jak szalone. Jeśli się prowadzi skrupulatne zapiski w swoim tajemnym notatniku lub dzienniku, zawsze można swobodnie obejrzeć się za siebie i sprawdzić co i kiedy miało miejsce. Jak wspominamy szereg naszych poczynań? Czy żałujemy czegokolwiek” Czy chcielibyśmy coś zmienić lub powstrzymać samych siebie przed robieniem głupstw? Bawimy się starymi obrazami wyciąganymi z albumów i szepczemy pod nosem pytanie, jakie myśli i pragnienia właśnie wtedy gościły w naszej głowie.

O czym marzyliśmy? Jakie postanowienia udało nam się z czasem zrealizować? Czy pomysł na wielką miłość nabrał realnych kształtów, a jeśli tak, to ile razy? A na koniec jeszcze dopada nas pytanie, to najtrudniejsze, co jeszcze nas czeka i czego możemy się spodziewać. Życie przecież lubi zaskakiwać.    Czytaj dalej Ślepe przeznaczenie

O predykcji

Ostatnio zapytała mnie znajoma, jak to właściwie jest, widzieć przyszłe zdarzenia nie tylko na bazie kart, ale również tak po prostu w formie snu na jawie. Odruchowo wzruszyłam ramionami. Tak naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Znaczy talent miałam od zawsze, ale się nim nie posługiwałam zbyt często. Musiał zaistnieć w moim życiu katalizator, czynnik zewnętrzny bez którego proces nigdy na dobre by się nie uruchomił. Jedynym haczykiem kryjącym się za tego rodzaju opisem, jest jednak fakt, że nie mam pojęcia z jakiego powodu akurat z tym, a nie innym katalizatorem moje drogi się przecięły i co ważniejsze jeszcze, czemu po dziś dzień nie jestem w stanie tych dróg rozplątać.  Czytaj dalej O predykcji

Nie lata na miotle

Dużo rzeczy lubi zaskakiwać. Czasami jednak nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ubezpieczyć się przed tąpnięciem, przed powodującym bezdech zdziwieniem. Niemal każdy odruchowo spodziewa się od życia wielu niespodzianek i stara się na nie przygotować. Ale czym byłaby prawdziwa niespodzianka, gdyby można się było obudować grubym murem i schować dla ochrony przed zbyt zaskakującym obrotem spraw.

Jej! Wstęp jakbym co najmniej chciała opowiedzieć o czymś powalającym na kolana, może trochę przerażającym, albo podnoszącym ciśnienie. A miało być tylko o książce przeczytanej chybcikiem, przy wirtualnej świeczce i pod stołem, żeby mama nie wiedziała, a tata nie przyłapał. O czymś, co uroczo zatytułowano „Małe Ptaszki”. Czytaj dalej Nie lata na miotle

Nowe wczoraj

„Kiedy wszystko stracisz, najpierw musisz oszaleć, żeby odzyskać sens życia.”

Zasłyszane na AXN.

 __________________ 

Są chwile, kiedy czas płynie jak szalony. Są też momenty, kiedy wlecze się jak flaki z olejem. Poczucie komfortu zależy wtedy od tego, na czym nam w danym momencie zależy  najbardziej. U mnie różnie bywa.

Na dobre wywaliłam sporo notek z tego bloga. Zupełnie jakbym chciała się pozbyć dwóch lat ze swojego życia. Koszmarnych dwudziestu czterech miesięcy, kiedy desperacko usiłowałam się wyzbyć całej masy parszywych wspomnień.    Czytaj dalej Nowe wczoraj

Grzęzawisko emocji

Jeśli zabawa w codzienność przybiera na sile, czas wspomnień się kumuluje. Nie ma ucieczki od spraw minionych. Rocznice mocno potrafią dokuczyć. Nawet te nie związane ze świętą pamięcią. Segregując stare zapiski, można dojść do wniosku, że znowu się wchodzi do tego samego basenu. A skoro to nie rzeka, woda stoi i tęchnie. Jeśli trwa to zbyt długo, hmmm, ostatecznie kawałek tam i kiedyś zalatuje stęchlizną. Komfort żaden, a i wspomnienia zaczynają przeszkadzać. Często nawet kiedy chciało by się stare sprawy wykasować, nie zawsze okazuje się to możliwe. Za to równie przykre, co dawniej.   Czytaj dalej Grzęzawisko emocji

Po przerwie

Zabieganie to miłe sercu hobby. Nie siedzi się w jednym miejscu, nie tkwi się w dziwacznej stałości. A za sprawą tego „hobby” moim bliskim chyba niczego już nie brakuje; przynajmniej na poziomie codziennych potrzeb.

Lektura porzuconych w pół zdania książek zaczyna przynosić satysfakcję. Człowiek lepiej się od tego czuje. No i mniej tęskni za dziwacznym kalejdoskopem emocji. Tych nie zasłużonych oskarżeń. Innych domniemywań lub pomówień. Według innych nagle człowiek się staje, a to dziwadłem, a to szaloną „niby” wróżką, a to jeszcze pokręconą istotą, skrzętnie ukrywającą własny brak zdrowego rozsądku.    Czytaj dalej Po przerwie

W zamrożeniu

Zimowa pora nie sprzyja długim spacerom. Nos odmarza zbyt szybko, więc ochota na marsz równym krokiem słabnie do zera. Telewizja nie cieszy. Za muzyką się nie tęskni. Książki nie wodza na pokuszenie. Kulinarne wyskoki nudzą. Pozostaje jeszcze ciche i płynne mruczenie mantr. Serwowanie zaufanym nauczycielom, przyjaciołom na drodze, tym, którzy wspierają, głębokich ukłonów. Można też bawić się w robienie – setny już raz – porządków wokół siebie i innych.  Czytaj dalej W zamrożeniu

Wyjałowiona wielobarwność

Umysł ma to do siebie, że pracuje zgodnie z własnym rytmem. Smutki na lewo, radości na prawo. A ni to, ni tamto rusza prostą drogą – idealnie po środku. Wszelkie odruchy bywają bezwarunkowe. Nawet te wynikające z dziwacznych przyzwyczajeń.

Dziś przyłapałam samą siebie na przykrym przyzwyczajeniu. Tłum zwykle przejmuje nade mną władzę. Jeśli wszyscy śmieją się i dystansują od problemu, przejmuję ich styl i punkt widzenia. To podobno iście kobieca postawa. Skoro grupa uważa, że będzie o’kay, trzeba im przytakiwać. Tego wymaga dobre wychowanie oraz praca nad pozytywnym myśleniem.  Czytaj dalej Wyjałowiona wielobarwność

Brak szeptu

Już listopad. Późna jesień robi swoje. Liście znikają z drzew. Noc zapada w ciągu dnia, świt wstaje przed wieczorem. Polska normalka – brak światła, czyli słonecznego uśmiechu. Ludzie z wolna przestają się szczerzyć. Markotne miny dryfują poprzez mrok. To smutne, ale prawdziwe.

Co u mnie słychać? Angielski śpiew przez 24-y godziny na dobę. Mężysko się denerwuje, że mu żona mruczy pod nosem „I don’t know, I’m not sure. Maybe it is possible. I’ll check it. I’ll do my best. I promise.”

Efekt motyla

Padaczka ma to do siebie, że bywa uporczywa i namolna. Z bliżej nieokreślonych powodów odlot goni za odlotem. Medykamenty nie pomagają. Lekarze rozkładają ręce. Mózg płata figle. Niekończąca się rozrywka.

W takich chwilach zastanawiam się jakby to było, gdybym swego czasu obrała inne zaułki życiowe. Istny efekt motyla. Do lekarzy goniono by mnie dużo, dużo prędzej, niż to uczyniłam w tym życiu. Byłabym pouczana katolickimi naukami. Pewnie dopilnowano by abym dokończyła studia z odpowiednią oceną. Nie wiem, czy kiedykolwiek zaczęłabym wróżyć za pieniądze. A wtedy pewnie nigdy nie trafiłabym do banku – na stanowisko nieśmiałej pani referent.    Czytaj dalej Efekt motyla

Rodzinny wątek

Zaliczyłam spotkanie rodzinne. Mimo wszystko nadal to dla mnie nowość. Po niemal dziesięciu latach posuchy otrzymałam w prezencie rodzinę. Jest siostra, kochający brat, siostrzenica chrzcząca syna. I kuzynka przypominająca mi eSeMeSami o swoim istnieniu. Nowość – nie byle jaka. Uwielbiam ten stan rzeczy.

Wciąż pamiętam pustkę, totalną nicość. Od 2002’go wokół byli tylko znajomi – pierwotnie obcy ludzie. Głównie panowie, ci z sieci. Jak wszystko potrafi zmieniać się w naszym życiu. Nic nie stoi w miejscu. Warto o tym pamiętać.  Czytaj dalej Rodzinny wątek

Skupiona

I oto nastała jesień. Wbrew własnym podejrzeniom, nadal kocham tę porę roku. Liście szeleszczą pod stopami. Wokół miesza się czerwień z pomarańczą. Zieleń odchodzi w niepamięć, niczym cień wspomnień – tych ciężkich do udźwignięcia.

Po bez mała siedmiu latach, nareszcie obcięłam włosy. Dziewiątego października warkocz sięgający pośladków poszedł nie tyle pod młotek, co nożyczki. Niewiele był wart. Ważył zaledwie dziewięćdziesiąt deko. Wyceniony na dziewięćdziesiąt złoty za kilogram. Pięćdziesiąt to koszt fryzjerki, a dwadzieścia pięć do ręki. Niewiele, ale zawsze coś.

Jak to się mawiało w Królestwie Warszawskim za dawnych czasów? Adieu c’est la vie. Teraz jestem już krótkowłosą Szarą.

Ale kino

Wizyty w kinie przynoszą najróżniejsze skutki. Czasami dość dobrze wspomina się wrażenia odciśnięte podprogowo w naszej pamięci. Innym razem szybko zapomina się, że w ogóle coś było przez nas oglądane. Absolutna reguła nie istnieje.   Czytaj dalej Ale kino