Archiwa tagu: film

Tembr

Jego głos mnie hipnotyzuje. Od wielu lat jest moim absolutnym numerem jeden. Przy nim wszyscy inni wokaliści rejterują. Ten facet jest genialny. Możliwość usłyszenia jego głosu na żywo, szczególnie wystąpienia w studiu, to jedno z moich największych marzeń.

Kim jest ów On?

Oczywiście to Ed Sheeran. Od pierwszej nuty, jaką usłyszałam płynącą z głośników w kinie, zakochałam się w jego głosie. Ludzie schodzili, mijali mnie, mówili o Hobbicie, o nowej kreacji i formie przedstawienia opowieści Tolkiena, a ja po prostu trwałam niewzruszenie pod ścianą i słuchałam. Po powrocie do domu od razu zaczęłam na sieci szukać jego innych kawałków. Kilka z nich udało mi się wygrzebać na rosyjskich stronach z mp3’kami.  Czytaj dalej Tembr

Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Epistolografia. Lubię to słowo. Wiele dla mnie znaczy. Stanowi część mojego wewnętrznego świata. Bez końca prowadzę na swój sposób jednostronny dialog. Ponieważ interlokutora nie widać, lubię sobie wyobrażać, że jest on po prostu czytelnikiem moich listów. Może dlatego z dużą łatwością przychodzi mi tworzenie monodramów. Monolog wewnętrzny, czyli słowotok jedynie imitujący dialog. Za każdym razem, kiedy chcę coś wyrazić, wypowiedzieć własne emocje, główne przesłanie ubieram w cudze fatałaszki i szmatki. Określone zjawisko przyodziewam w spodnie lub sukienkę, czepek, perukę lub kapelusz.  Czytaj dalej Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Buddyjskie rady

Twierdzi się, że kiedy jesteśmy przywiązani do Jidama, on przemienia się z bóstwa w kajdany; jeśli przywiązujemy się do naszych urzeczywistnień, zamieniają się w przeszkody. Wielu ludzi myśli: “Mój Lama jest stary. Z powodu jego podeszłego wieku i oddalenia już nigdy więcej go nie zobaczę. Nie mogę otrzymać jego błogosławieństwa, ponieważ jest tak daleko”. Wielu ludzi naprawdę tak myśli. Błędem jest nie wiedzieć, że umysł Lamy jest jak niebo.    Czytaj dalej Buddyjskie rady

Podsumowanie

Krótko i na temat. Zabawnie zwięzłe i bardzo konkretne pytanie:

– Co dokładnie postrzega pani za przejaw odwagi?

– W moim pojęciu wstęp do nauki heroizmu stanowi umiejętność przyznawania się do własnych słabości. Tym od lat zajmuję się zawodowo. Oczywiście posługuję się nietypowymi metodami, ale co do których skuteczności przez lata zyskałam blisko stuprocentową pewność.

Moje działania przypominają proces wpuszczania światła do ciemnego pokoju. Mają na celu uchylanie drzwi lub okiennic blokujących dostęp wspomnianego światła, czyli osoby poddawane tego rodzaju terapii zachęcam do pracy nad przyjmowaną przez nich formą wyrazu lub ekspresji  jako takiej.    Czytaj dalej Podsumowanie

Melodia z przeszłości

Rozsiąść się na kanapie z wielkim kubkiem cappuccino w ręku i słuchawkami w uszach. Nie słuchać muzyki. Po prostu rozmawiać z kuzynką przez telefon. Śmiać się, choć jakby odrobinę w sentymentalnym tonie. Wymieniać się z nią nowinkami prasowymi. Słyszeć rodzinne ploteczki. Wróżyć. Samej dostawać mało ważne przepowiednie. Po prostu cieszyć się chwilą.    Czytaj dalej Melodia z przeszłości

Pozorne wahanie

Siadam i piszę. Tak po prostu. Bez inspiracji. Bez bodźca. Bez potrzeby. Ot, just like that. A jednocześnie czuję, że gdzieś tam w oddali funkcjonuje powód. Jest żywy. Czasami radosny, a innym razem nadąsany. Nie fikcyjny. Nie nijaki. Nie żaden. Ani jakiś tam. Bardzo konkretny powód. Inspiracja oraz jej brak.

Od dobrych kilku dni zastanawiam się skąd ta zmiana. Dlaczego nieustannie wydaje mi się, że coś we mnie umarło, by wolne miejsce mogło zająć inne coś? Co takiego wydarzyło się, czego odwrócić się już nie da? Jaki rodzaj transformacji dokonał się gdzieś blisko a jednocześnie daleko ode mnie? Czego lub kogo dotyczyła niedopowiedziana transformacja, którą i ja poczułam? Coś w rodzaju cudzego oddechu. A może szeptu? Czym to coś było?     Czytaj dalej Pozorne wahanie

Nie komedia, ale i nie pomyłka

Ostatnio rzadko się spotykamy. Obie z Gabi nieustannie biegamy w kółko goniąc za własnymi ogonami, oczywiście tymi myślowymi. Dlatego pogaduchy przy kawie stanowią dla nas cudowny wyjątek potwierdzający regułę. I tak było tym razem. Chwila odpoczynku od niechcianych obowiązków. Wymarzona cisza w eterze myślowym. Krótka odsapka od cudzych znaków zapytania.   Czytaj dalej Nie komedia, ale i nie pomyłka

Samiec alfa

Telefon pika rzewnie. Sprawdzam kto to. Na ekranie pojawia się przystojna twarz Voya i napis poniżej. – Porozmawiamy? – znak zapytania świeci żarówiastą czerwienią. Uśmiecham się. Na Messengerze naciskam symbol słuchawki i czekam aż piękny Wojciech odbierze. Pada krótka wymiana cześć-cześć i zaczyna się pełna radości pogawędka. Od słowa do słowa przenosimy się na grunt moich bazgrołów. Oczywiście wszystko w kontekście krytyki serwowanej mi przez pana specjalistę w pewnych kwestiach.  Czytaj dalej Samiec alfa

Bajdurzenie

Odpoczynek od normalności. Ot, przyjemne z pożytecznym. W sobotę późnym wieczorem odwalone dwadzieścia jeden kilometrów, to w niedzielę czas na wypoczynek. Od poniedziałku być może sport wróci do łask, ale to nic pewnego. W sumie… cały tydzień przed nami i kolejny tydzień, i miesiąc, i kwartał, a potem półrocze… lub inne i tak dalej. Nie ma się po co spieszyć, ani gonić też nie ma za czym. Czytaj dalej Bajdurzenie

Oksymoron

Lubię bawić się słowami. Czarny blask lub świetlista czerń. Płytka głębia versus głęboka prostota. Sucha wilgoć albo wilgotna pustynia. I tak dalej oraz temu podobne. Wszelkie gierki słowne mnie naprawdę kręcą. Nie pamiętam już kto mnie tego nauczył. Być może Jester i Furiat razem wzięci, w każdym razie na trzysta procent faceci, bo stety bądź niestety statystycznie właśnie oni w tym bywają najlepsi, czyli w żartach na stojąco zwanych obecnie stand up’em.

Czytaj dalej Oksymoron

Prawie artystka

Hobby, czy też pasje lubią się zmieniać. A właściwie Pasje, bo w moim przypadku to zazwyczaj osoby i osobowości. Raz pani Fotografia. Innym razem Mrs Litera Pisana bądź Lady Fantasy. Czasami panowie spod znaku – Odmienne Upodobania – dołączają do wymienionych pań. A to Mr Warhammer – fatygant starej daty – bryluje na moich wewnętrznych salonach. Od czasu do czasu młodzian Marszobieg przejmuje ster mojej codzienności. Nawet z doskoku pojawia się młody Gigolo piękny Gigolo Jogging. Wszyscy oni jednak prędzej czy później tracą na urodzie, więc ich miejsce zajmują inne Zjawiskowe Pasje. Czytaj dalej Prawie artystka

Pacykowanie

Spacery. Przyjemne rozglądanie się wokół. Pewnego rodzaju relaks. Kiedy sprawy domowe utrudniają napawanie się znajomą i naprawdę ulubioną formą ruchu, pozostaje wieczorową porą popatrzeć na minione chwile zatrzymane okiem aparatu fotograficznego. Uśmiechnąć się do wielu wspomnień, nie tylko tych widocznych na wirtualnym papierze. Również do tych sprzed lat. Obrazów bez uzasadnienia dopadających. Scen sprzed dwóch lat. Twarzy, o których się zapomniało, że miało się je okazję widzieć. Brzmienia cudzego śmiechu, tego radosnego. Czuć się wirtualnie obserwowaną. Nieco bez powodu, ale jakby odrobinę w określonym celu. Czytaj dalej Pacykowanie

Magia kłamstwa

Fajny film wczoraj widziałem. A momenty były?”. Kiedyś od tego zaczynał się całkiem miły dla ucha skecz w „Powtórce z rozrywki”. Dlatego pewnie tak powinnam zacząć swój wywód. Bo naprawdę fajny film był wczoraj na Dwójce. A że uwielbiam Tima Rotha, tym bardziej mi się podobało.

Patrząc, jak pewien pan ekspert rozpracowuje rozmówców na podstawie oceny ich zachowania, mimiki i mimowolnych odruchów, dobrze się bawiłam. I choć cała opowieść była nieco przejaskrawiona, nosiła w sobie ziarno prawdy. Bo rzeczywiście sposób zachowania ludzie wiele o nich mówi.    Czytaj dalej Magia kłamstwa

Avatar

Zakochałam się. Nie od razu, ale jednak zdecydowanie. Trudno to nawet określić mianem utraconej głowy. Po prostu, bardzo wolno, acz stanowczo zapadłam się w dziką czeluść pełną zieleni, błękitu i elfów. I tak mi już pewnie – na całkiem długo – zostanie. Z czystym sumieniem mogę, więc podziękować panu James’owi Cameron’owi.

Widziałam ten film już dwa razy. W wersji klasycznej oraz 3D. Przy pierwszym podejściu, pewna doza nieśmiałości (plus dziki lęk przed marudzeniem Mężyska), przyblokowała mi możliwość szczerej oceny własnych wrażeń. Ale za drugim razem poszły konie po betonie. Już nikt i nic się nie liczyło. Tylko zieleń, błękit i cała masa elfów, bo właśnie tak Na’vi wyglądają, niczym Tolkienowskie istoty. I mam tu na myśli nie tylko ich wygląd, ale również silny związek z naturą.

Twórcy bardzo często miewają to do siebie, że korzystają z czyichś pomysłów. Rozwijają cudze obrazy, nieco je transformując na miarę własnych potrzeb. Miłe, że właśnie tak działa ludzkie psyche. Dzięki temu, w ogólnym rozrachunku, człowiek nie czuje się sam.

Nie tylko ja dałam się uwieźć elfom…

Ale kino

Wizyty w kinie przynoszą najróżniejsze skutki. Czasami dość dobrze wspomina się wrażenia odciśnięte podprogowo w naszej pamięci. Innym razem szybko zapomina się, że w ogóle coś było przez nas oglądane. Absolutna reguła nie istnieje.   Czytaj dalej Ale kino