Archiwa tagu: dialog

Nowa Tradycja

– Kiedy ujawnisz, kto w twoim kryminale zabił?

– Nigdy…

– Dlaczego?

– Po co? Kogo szukałam, tego znalazłam. Przed kim niczym piskorz nie uciekam, bo już nie muszę.

– Księżyc rośnie…

– Owszem. Nów już dobiegł końca…

– Złożysz życzenia swojemu tacie?

– Pytasz, czy zapalę na jego grobie świeczkę, skoro urodził się pierwszego października?

– Tak. Czy planujesz…

– A jak ci się wydaje?

– Rozumiem. To przecież jego dziewięćdziesiąte szóste urodziny…

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Sztuka konsumpcyjna

Poczuć życzliwy uśmiech płynący z oddali. Mieć wrażenie, że pod naporem przychylnej energii wszystko wokół niemal pulsuje. Wiedzieć, że ktoś o nas myśli. Zdawać sobie sprawę z tego, że znajome oczy cieszą się zerkając na nasze fotografie. Z ulgą budzić się rano i z podobnym uczuciem wieczorem przykładać głowę do poduszki.

Mieć świadomość obcej zazdrości… chęci zdławienia naszego uśmiechu… sprawienia, by każde z naszych marzeń okazało się zaledwie mrzonką…    Czytaj dalej Sztuka konsumpcyjna

Nostalgia

Gadka szmatka. Dwie laski oddalone od siebie o blisko czterysta kilometrów marudzą o niczym, czyli o własnym życiu. Sentymenty jadą po bandzie. Szereg westchnień wydziera się z obu gardeł. Jedna marudzi, że chciałaby, ale i tak już pozamiatane. A druga, że wcale jej nie żal martwej przeszłości, że za chwil kilka planuje zacząć nową pracę i że przyjaźń nigdy się nie liczyła, skoro de facto przyjaźnią nie była.

Marudzą. Jak wszystkie inne kobiety, też i one, mają to do siebie, że lubią klepać ozorami po próżnicy. Twierdzą, iż zapomniały, że wywietrzało im z głowy, że już w innym kierunku spoglądają, że pod nowy adres kierują własne westchnienia, kiedy tak naprawdę w cichości ducha sentymentu nie wyzbyły się nigdy. Trudno i darmo. Drzazga wbita w serce jak tkwiła, tak nadal zanurzona w ropiejącej już ranie coraz silniej zwiększa ryzyko gangreny.  Czytaj dalej Nostalgia

Epistoła

Siedzieli na trawie. Oboje lubili właśnie to miejsce w parku, te nie inne drzewo. Ona – zmęczona życiem czterdziecha, stara Raszpla – i on – wiecznie tak samo przystojny, choć już nie młody, pan wielkolud. Człowiek czynu. Pan Jan we własnej osobie.

– Kryzys twórczy daje mi się we znaki – urocza Raszpla mruknęła zmęczonym tonem, kiedy jej najlepszy przyjaciel właśnie rozkładał się na trawie. Wyciągnął długie nogi i obracając się na bok, by móc patrzeć w stronę swojej ulubionej przyjaciółki, rzucił w jej stronę uśmiech. – Mam oczywiście całą masę starych zapisków. Redaguję je. Przygotowuję do puszczenia w obieg i to mimo niezmiennego braku pewności co do sensu własnych działań.  Czytaj dalej Epistoła

Ich dialog

Usiadła i mówiła. Rozmawiała. Ten sam co zawsze nie młody już rozmówca słuchał, zagajał, prowokował. Stary dobry pan Podświadomość często nazywany Janem lub Johnem. Postać powołana w oparci o piosenkę często słyszaną przez autorkę w dzieciństwie:

Panie Janie, Panie Janie

Rano wstań, rano wstań

Wszystkie dzwony biją

Wszystkie dzwony biją

Bim, bam, bom

Bom, bam, bom      Czytaj dalej Ich dialog

Dotyk i szept

– Co ci się podoba najbardziej? – spytała.

– Ty – padła krótka odpowiedź.

– Dlaczego akurat ja? – uśmiechnęła się. – Przecież nie jestem w twoim typie.

– Skąd wiesz?

– Bo mówiłaś… – zawahała się.

– Kobieta zmienną jest.

– Nie jestem taka… – wciąż wahała się – jak mówiłaś, że… – ściszyła głos – dookreślona.

– Co z tego? Każde pół na pół bywa ciekawe.

– Pewnie masz rację. – Uśmiech powrócił na jej twarz. – Żeby życie miało…

– Nie kończ…

Gwałtowny szept zatrzymał ją w pół słowa.

– Dlaczego? – mimo woli odszepnęła.

– Bo jeszcze ktoś usłyszy…

Westchnęła. Nie zdążyła się poruszyć. Przyjemnie ciepła cisza  odgoniła słowa. Zamilkła więc na bardzo długą chwilę.

Lirycznie

aut. Michał Warecki

– Wiesz już jak potoczy się akcja tej opowieści? – cichy głos niczym refren powtarza to samo pytanie.

– Prawie w stu procentach – otrzymuje stanowczą odpowiedź.

– A co potem?

– Najpierw skończę pierwsze, potem zajmę się drugim – stanowczość nie ustępuje natrętnemu szeptowi.

– Posłużysz się dosłownością? – cisza nie przestaje rzucać znakami zapytania.

– RODO to RODO. Żadnych personaliów, za to cała masa dosłownych opisów. Sporo o uczuciach. Trochę o cudzej ślepocie. Zaburzeniach w patrzeniu własnym emocjom prosto w oczy.

– Co potem?

– Czemu powtarzasz ciągle to samo pytanie? – naburmuszenie zaczyna narastać.

– Bo lubię.

– Będzie o przyszłości. Będzie o nas. Będzie wiele. Calhoun, trybut dla niego i dla jego szczurów.

– A co z twoją codziennością?

– Jak była tak pozostanie piękna i… nieśmiała… powątpiewająca.

Siostrzany dialog

– Dziś Mikołajki – Gabi jeszcze w wejściu wręcza mi do ręki ozdobną papierową torebkę pełną kolorowych pudełeczek – masz. To ode mnie. – Uśmiecha się.

– Ojej, zapomniałam. Nie mam ci nic innego poza cappuccino do zaoferowania. – Marszczę brwi w wyrazie zakłopotania.

– Już mi dałaś kalendarz, pamiętasz? – Gabi uśmiecha się zdejmując buty. – Gdzie są moje kapcie? – pyta jakby odruchowo. – A! Tak. W szafce.  Czytaj dalej Siostrzany dialog

O nowej misji

Gabol jak zwykle na parę dni emigruje z Warszawki. Małopolska tęskni za nią, więc musi zaliczyć odwiedziny. Przez chwilę spotkania tête-à-tête przestają być możliwe. Siostrzana tęsknota robi jednak swoje. Telefon. Wybrany numer. Naciśnięty guzik. Kilka sygnałów. I tak oto dźwięk miłego dla ucha głosu szanownej kuzynki koi rozedrgane nerwy. Czytaj dalej O nowej misji

Magiczny kłamca

MAGKażdy kłamie inaczej. Intelekt to podręczna i bardzo poręczna broń. Pozwala na przyjemną żonglerkę nie tylko słowem, ale i prawdą. Splatanie wielu wątków w jedno bardzo spójne malowidło, mieszanie prawdy z wyssanymi z palca bzdurami, w odpowiednich dawkach może zdziałać prawdziwe cuda. Dlatego nadal książki tak dobrze się sprzedają. Nawet jeśli nie są już drukowane na prawdziwym papierze, to jednak wciąż dają się czytać.

Mag. Stara dobra karta Tarota. Zwykle numerowana jako pierwsza. Bo Głupiec to zero. Ten początkujący. Ten nijaki. Naiwny dzieciak, który na swojej drodze ma spotkać Matrixowego agenta Smitha. Własnego czarodzieja uprawiającego słowną woltyżerkę. Dlatego Mag to prawdziwy facet numer jeden. Umie kłamać. Umie zwodzić i uwodzić, głównie literą niekoniecznie pisaną. Może być też mówiona, śpiewana lub deklamowana. Czytaj dalej Magiczny kłamca

Z Siorą i u Siory

Znowu nocowałam u Siory. Dużo gadałyśmy o jej codzienności. Miłostkom nie ma końca. W jednym czasie aktywnie podrywa ją trzech facetów, wszystko na uczelni. To doktoranci, jak i ona, razem studiują i prowadzą zajęcia dla studentów. Siora jest w tym dobra i lubi się tym zajmować. Niektórzy mają dryg do czegoś, ona jest świetna w dawaniu wykładów.

Lubię słuchać jej opowieści. Życie uczelniane jawi się jako ciekawe. Może to z powodu plotek i ploteczek? Ten smali chlewy do tej, a tamta spotyka się z tamtym, choć on jest żonaty, więc wszystko na boku. Tyle tylko, że o owym boku wie połowa uczelni. Takiemu samemu oplotkowywaniu podlegają miłosne podboje Siory. Choć ją akurat wszyscy bardzo lubią i trzymają kciuki za jej szczęście. Dziewczyna nieświadomie uwodzi swoich fatygantów, jednocześnie wściekając się na nich, że tylko żonaty ma odwagę głośno przyznawać, że się w niej kocha.   Czytaj dalej Z Siorą i u Siory

Obiektywne pocieszanie

Przywykłam do jego spokojnego tonu. Właściwie chyba nie było sposobu, żeby go tak naprawdę wyprowadzić z równowagi. Kiedy się złościł, po prostu nagle smutniał, mówił, że musi to, czy tamto przemyśleć, a potem następowała przerwa niezbędna, żeby ode mnie odpoczął. Zwykle omawialiśmy tylko jego życie, jego kłopoty sercowe, jego porażki i wzloty. Byłam deserem i to nie zawsze słodkim. Od czasu do czasu na siłę wtrącałam coś z mojego ogródka, albo piekliłam się teatralnie dla zrzucenia trosk z wątroby, wtedy słuchał i niezmiennie mówił – „jak mam ci cokolwiek doradzić, przecież i tak jesteś mądrzejsza. Śmialiśmy się z tego, a czas płynął dalej”.  Czytaj dalej Obiektywne pocieszanie

…nie tylko Bożym Ciałem…

Miałam nadzieję, że nikt nie zauważył. Szybko podniosłam głowę i oparłam ją na ręku. Oczy same mi się zamykały. Ze słowa na słowo zaczynałam mówić głupoty, a Mistrz Gry nie powinien się tak zachowywać, główny demiurg powinien być czujny i sprawować aktywnie pieczę nad stwarzanym przez siebie światem. Ja zaś wolniutko acz zdecydowanie zapadałam w sen.  Czytaj dalej …nie tylko Bożym Ciałem…

Na rozstań moście

Siedziałam w niewielkim pokoiku z jednym oknem i czekałam. Niewielki stolik przede mną chybotał się za każdym razem kiedy sięgałam po filiżankę z kawą. Promienie słoneczne wpadały przez uchylone okno i rozświetlały nierówny prostokąt na parkiecie nieopodal. Gdzieś daleko słychać było śmiech dzieci i ptasi świergot. Drzewo rosnące za oknem jadowicie zielonymi liśćmi pukało w szyby. Piękny dzień, za piękny na takie spotkania.  Czytaj dalej Na rozstań moście