Archiwa tagu: choroba

Ulubienica pani profesor

Zawroty głowy. Nieplanowana awaria błędnika. Poczucie oderwania od rzeczywistości. Banalne przeziębienie, ale trącające czymś dziwacznie wielowymiarowym. Zaburzenia percepcji spowodowane gorączką. Wizje wyższe, czyli coś kojarzące się z majakami sennymi dokuczającymi na jawie. Fatamorgana nie na afrykańskiej pustyni, ale w Europie Środkowej. Ostra migrena odziana w całun lodowatych dreszczy.  Czytaj dalej Ulubienica pani profesor

Oglądając się przez ramię

Kolejna dawka starych tekstów odhaczona. Głównie lata 2004-2006. Najgorszym czasem wydaje się 2006 rok, a właściwie jego druga połowa. Horror po operacji, jakiej został poddany mój mózg, wydaje się więcej niż zaledwie przygnębiający. Jasnym się również staje, dlaczego małżeństwo państwa Jesterostwa nie było w stanie przetrwać próby czasu. To nie kryzys wieku średniego zawinił, ale przykry, bo banalny standard dopadł oboje współmałżonków. Kontekst nieco podobny do schematu dwojga ludzi, których jedyne dziecko w przykry i bardzo bolesny sposób umiera. Oboje – mąż i żona – dręczeni bólem nieodwracalnej straty mimo woli, bo podświadomie, obwiniają się wzajemnie za cierpienie psychiczne, jakiemu zostali poddani.  Czytaj dalej Oglądając się przez ramię

Uprzejmie donoszę

– Mówiłaś, że zdarzy się coś przykrego, jakiś dziwaczny zwrot akcji. Pamiętasz?

– Może. Nie wiem. Opisz. Zdarzyło się coś?

– Boję się, że tak. Zdaje się, że babcia Marianna… Ona znowu mi się przyśniła. Jak zawsze na nowy rok zadałam pytanie, co przyniesie najbliższy czas. Zobaczyłam trzy sceny…     Czytaj dalej Uprzejmie donoszę

Matrix czyli kod źródłowy

Smutki i smuteczki. Lici zadzwoniła. Opowiedziała o własnych wynikach badań, o chemii, o samopoczuciu, o mężu i dzieciach, czyli o wszystkim co wielu trapi, co chcieliby uczynić łatwiejszym. Słuchałam. Opowiadałam i odpowiadałam. Próbowałam przywołać z pamięci stare – tak naprawdę już nieistotne – przepowiednie i podnieść Licieńkę na duchu. Nie do końca mi się udało.    Czytaj dalej Matrix czyli kod źródłowy

Fortuna czy fatum?

Pod wpływem dziwacznego impulsu nieco bezmyślnie sięgnęłam dziś po książkę Mustafy Jussufa Mustafy „Pamiętnik Jasnowidza”, czyli własną lekturę podstawową z dawnych lat. Otworzyłam na byle jakiej stronie i tak po prostu zaczęłam czytać. Już po kilku słowach, czyli w pierwszym akapicie, padło magiczne zdanie, które wyjaśniło sens moich działań.    Czytaj dalej Fortuna czy fatum?

Gdzie raki zimują

Chaos myśli – coś okropnego. Głowa paruje. Żołądek pobolewa. Cała masa przeróżnych tematów i kontekstów nie daje spokoju. Nawał spraw. A na tle tego wszystkiego rozdzierający serce smutek. Ból niemożliwy do uśmierzenia. Świadomość minusów własnego fachu. Brak zdolności wyłączenia stacji odbiorczej przerażająco dobrze funkcjonującej, dziwny szum w głowie i ból serca.    Czytaj dalej Gdzie raki zimują

Kiedy pan Śmierć staje w drzwiach

Zwykle osoba decydująca się na wizytę u wróżki ma swoje powody, by chcieć spojrzeć w przyszłość. Wielu uważa, że ten zabieg pomoże im w załatwianiu niektórych spraw. Inni upierają się, że to umożliwi oszukanie przeznaczenia. Niektórzy twierdzą też, że wiedzieć, czego można się od życia spodziewać, pomoże im w przygotowywaniu się nawet do najgorszego. W każdym razie zdania bywają podzielone. Bowiem jest też wielu, którzy w ogóle nie odczuwają potrzeby bawienia się własną przyszłością. Odrzucają sens takich zabiegów, jakimi jest predykcja.    Czytaj dalej Kiedy pan Śmierć staje w drzwiach

Pomiędzy wymiarami

Oswajam się z myślą o nowym ja. Wolno mi to idzie. Ostatnio sprawdzałam co Zakład Transportu Miejskiego ma mi do zaoferowania. Podobno ludzie na rencie mniej płacą za bilety. Okazało się, że ja w ogóle nie muszę nic płacić, bo… jestem niewidoma.

HEJ! Jakiś kawałek mnie krzyknął. Nie traktowałam samej siebie jako skrajnie niepełnosprawnej. Ja tylko chciałam złapać trochę luzu, bo nie radziłam sobie ze wszystkim równie łatwo jak inni. Dlatego złożyłam papiery do ZUSu. Ale absolutna kaleka? Taka całkowicie niepełnosprawna ona? Ja jeszcze przecież coś widzę…! Jeszcze jestem młoda.   Czytaj dalej Pomiędzy wymiarami

Wiosenna nowalijka

I tak oto stałam się rencistką. Przyznali mi pierwszą grupę. Ślepnę na dobre. Brzmi makabrycznie. Tak naprawdę zupełnie nie uświadamiam sobie jaki kłopot mi dokucza. Planuję założyć firmę. Zbieram materiały potrzebne do umieszczenia na nowej stronie internetowej. Powołałam do życia profil na fejsie. Całkiem fajne zdjęcie tam umieściłam. Ciągle piszę coś o kartach. Bawię się w bycie zauważaną. A jednocześnie opinia lekarska nieco mnie przybiła. Jak to tak pierwsza grupa…? Jak to tak do niczego się już nie nadaję. Odrobinę mnie to podłamało, ale tylko odrobinę.

Świątecznym okiem

Noc z pierwszego na drugi dzień świąt Bożego Narodzenia to specyficzna rocznica. Tego dnia po raz pierwszy w życiu widziałam, jak ktoś umiera, jak oddaje ostatnie tchnienie. To był bardzo głośny i wyraźny oddech, jakby gwizd anonsujący ostateczny koniec życia. Tak umarł mój tata. Zmarł we śnie. Byłam przy tym.

Minęły już nie miesiące, ale lata od tamtej chwili. Dwa lata później na tym samym łóżku skonała w męczarniach pewna młoda dziewczyna. Wtedy niczego nie usłyszałam – spałam. Tak po prostu pozostałam głucha. Zmęczenie wzięło górę nad organizmem. Płacz jej matki przywrócił mi świadomość, wyrwał ze snu, przywołał do tragicznej rzeczywistości. To był okropny widok i równie przerażający dźwięk. Kiedy kobieta wyje z bólu i rozpaczy, coś jakby rozdziera nas samych od środka. Jakby ktoś i nam wyrywał serce.    Czytaj dalej Świątecznym okiem

Wiadomo kogo zabili i uciekł

Ciężki dzień. Ale na koniec udało mi się odsłuchać nareszcie do końca „Milczącą Dziewczynę” Tess Gerritsen. Rzeczywiście książkowa Sifu pociągała za sznurki, ale nie w pełni. Fajne wielowątkowe story. Godne polecenia, oczywiście amatorom kryminałów, w których brak „zabili go i uciekł”.

Ale zanim zagrzałam siodełko roweru, na którym przez półtorej godziny słuchałam ostatnich rozdziałów tej książki, wypełniłam dzień masą czego innego.    Czytaj dalej Wiadomo kogo zabili i uciekł

Senne bla bla bla…

Po dziewięciu godzinach spędzonych w pracy wróciłam zmęczona. Siedzenie w pracy nie zawsze sprawia przyjemność, szczególnie jeśli wokoło panuje chaos. A tak właśnie dziś było. Wszyscy biegali, denerwowali się, sprawdzali czy inni mają co robić. Z ulgą opuszczałam korporacyjne podwoje. Szefowa podwiozła mnie do domu.

W domu już na dzień dobry czekała mnie bura, bo za długo szlajałam się po cudzych kontach. Ktoś za mną tęsknił, to miłe. Jednak za sprawą nieśmiałej prośby pozostawiono mnie sam na sam z rowerkiem. Musiałam odreagować cały dzień nerwów. Półtorej godziny pedałowania dobrze robi. Tysiąc kalorii pęka, licznik pokazuje trzydzieści sześć kilometrów, na twarzy znowu pojawia się uśmiech. Grunt to umieć się dobrze zmęczyć.    Czytaj dalej Senne bla bla bla…

Strach i jego oczy

Miałam ciężki dyżur. Siedzenie w pracy prawie do jedenastej w nocy to nic fajnego. Wraca się do domu jak już jest ciemno – nawet latem. A tym razem było ciężko nie tylko z powodu ilości zleceń. Pod koniec pracy miałam naprawdę dość.

Siedziałyśmy we dwie – Lici i ja. O 18:00 wszyscy już wyszli i zostałyśmy same. My i niekończące się ilości zleceń do zrobienia. Nie było czasu podrapać się po nosie. Nawet na zrobienie kawy brakowało wolnej chwili. Czytaj dalej Strach i jego oczy

Rak nieborak

Kiedy ma się kłopot, każdy radzi sobie z nim inaczej. Czasami ucieka się w pracę, innym razem hobby ratuje przed nerwicą. Wszyscy budują własne sposoby. Gorzej bywa, jeśli zrządzenie losu wciela się w kata, kiedy nic nie można zaradzić na przeciwności losu.

Złe wieści zadają ból na wiele sposobów. Czasami to tylko muskają po nadgarstkach skalpelem przeczuć, innym razem wbijają się ostrzem w sam środek przegubów. Sposobów bywa wiele, każdy tak samo okrutny.   Czytaj dalej Rak nieborak

Na bezdechu

Różne miejsca różnie się kojarzą. Wszystko zależy od kontekstu. Rodzaj emocji bywa niejednoznaczny. Mieszane uczucia, tak to nazywają. Kiedy trafia się na stare ścieżki, skojarzenia nie zawsze okazują się miłe.

Stanie na korytarzu, żeby przeczekać obchód, przyciąga wspomnienia. Człowiek zaczyna mimo woli wirtualnym kątem oka widzieć skrzętnie pochowane obrazy. Nawet zapachy wracają i dźwięki. Ręce atakuje gęsia skórka. Uczucie wyczekiwania znowu podchodzi do gardła.   Czytaj dalej Na bezdechu