Archiwa tagu: autoportret

Lodziarnia

– Jak myślisz, kto robi wodę z tego mózgu?

– Chyba kto komu robi pranie mózgu…

– No właśnie. Kto resetuje właśnie te komórki mózgowe?

– Neurony?

– Elektrony. Plutony. Tetrisy. Co za różnica jak to nazwiesz? Po prostu mózg. Kto zarządza i manipuluje tym wszystkim… kto nieustannie mówi o różnicach pokoleniowych? Kto stara się zabarykadować ten teren i otoczyć go szczelną osłoną, żeby sztuczny zdrowy rozsądek wciąż funkcjonował zgodnie z fikcyjnymi zasadami przyzwoitości?

– A jakie ma to znaczenie kto? Ktoś. Nazwij go Strachem przed…

– Wiem.

– Strachem przed dojrzałością…

– Wiem.

– Przerażeniem na myśl o…

– Wiem.

– Utratą kontroli…

– Wiem. Zatraceniem się w…

– Owszem. A nawet więcej. To coś ma jeszcze inną nazwę…

– Uczucie. Więź… Miłość.

– Przestań więc pytać. Zacznij działać. Zrób porządek w tym burdelu.

– Domu uciech?

– Nie! W tym mózgu.

W krzywym zwierciadle, czyli autoportret

Każdemu może uderzyć palma do głowy. To stara prawda. Nie ma znaczenia wiek, ani funkcja społeczna jaką taka osoba pełni, kuku na muniu umie dopaść każdego. Czy to zmęczenie po intensywnych zajęciach fitness, czy też czekając w kolejce na poczcie lub sklepie, przychodni lekarskiej, w metrze lub na przystanku autobusowym ulega się chwili i zaczyna tworzyć najdziwniejsze nawet bzdury. Również teoretycznie dojrzałym kobietom przytrafiają się wyskoki. Szczególnie, że połączenie całej masy dziwacznych aplikacji pozwala na wiele i to nawet w przypadku słabej jakości zdjęć.

To trochę jak z pismem automatycznym. Surrealizm przeniesiony z odległych czasów na poziom obecnego sposobu tworzenia pozornych bzdur. Tu klikniesz, tam przyciśniesz, w inne miejsce zajrzysz i tak ostatecznie spod twoich palców wychodzi niezapomniane dzieło sztuk zwane auto-satyrą, czy nawet skretynieniem. Bywa!… Nowożytna sztuka dla sztuki, czyli produkowanie niewyobrażalnych ilości wizualnych śmieci, które po bardzo wielu latach zaczynają mile się kojarzyć. Tzw. przyszłe perełki z lamusa.

Książka

Porządkowanie starych zapisków niczym segregowanie starych szpargałów. Dotarcie do punktu, w którym ręce mimo woli zaczynają drżeć, głos więźnie w krtani, a łzy bez ostrzeżenia napływają do oczu. Serce wali jak oszalałe. Nie zdjęcia stanowią przyczynę, bo tym razem ani jedno nie pozostało niby przez przypadek upchane pomiędzy katalogami pełnymi śmieci. Nie filmy takie lub inne na YouTube’ie. Nawet nie własne monologi pełne liter. Emocje stają się przyczyną. Nowe sprawy tak spójnie korespondujące z przeszłością, że aż niemożliwe do oddzielenia od dawnego rozwoju wypadków.     Czytaj dalej Książka

Wyblakłe fotografie

Ludzie lubią w cudzych wypowiedziach doszukiwać się potencjału rozweselających ploteczek bądź pikantnych szczegółów podkradzionych z dawnych skoków na boki swoich nowych znajomych. Idąc tropem tej myśli, kiedy czasami odnosi się wrażenie, że przez ułamek chwili lokalna społeczność zauważa również nas samych, stajemy przed miniaturowym, ale jednak ważnym wyzwaniem. Co tu począć z niewypowiadanymi przez innych pytaniami? W jaki sposób zaradzić cudzym wątpliwościom wiążącym się z naszą własną codziennością, z czasem minionym, o którym my sami już zapomnieliśmy?

Czytaj dalej Wyblakłe fotografie

Autosatyra

2011_zmiana_KasiaJak to jest popłakać się ze śmiechu? Cudowne uczucie. Człowiek patrzy na samego siebie, w tym wypadku samą siebie, nieco z zewnątrz i nie jest w stanie uwierzyć, że właśnie tak wygląda teraz, a TAK wyglądał dawniej. Jak mawiali dziadowie – no po prostu można boki zrywać. Oczywiście jeśli się ma zdrowe podejście do samego siebie. Jeśli się wie, jakim się jest. W tym wypadku jedną wielką paskudą.

Konieczność przygotowywania reklamówki kosztuje więcej niż tylko trochę wysiłku. Człowiek ciemny, jak tabaka w rogu, więc i sporo czasu potrzebuje, żeby się wszystkiego nauczyć. Ale krok za krokiem… czy nawet kroczkiem… najpierw dla zabawy robiąc niby to teledyski, potem mini reportaże, a na koniec film promujący określony produkt, żeby na koniec móc zacząć przygotowywać już całkiem na serio filmy instruktażowe. Czytaj dalej Autosatyra

Autoekspresja

Stolarska_1Słitfocie to w obecnym czasie modna zabawa. Technika idzie do przodu, więc i poszerza własną ofertę. Kiedyś trzeba było wszystko robić przy użyciu statywu lub przy współudziale innej osoby, a teraz wystarczy selfie shutter i, jak mawiają młodzi ludzie, styknie.

Człowiek sięga po nowomodne zabawki. Ogląda własne dzieła wiekopomne. Uśmiecha się sam do siebie. A na koniec zaczyna się śmiać. Niemal opętańczo szydzić z samego siebie, w tym wypadku z samej siebie. Czytaj dalej Autoekspresja

Jesienna nostalgia

Są sprawy, które zaprzątają nam głowę bardziej, niż byśmy się tego spodziewali na wstępie realizacji własnych zamierzeń. Mimo woli ustalamy sobie tzw. deadline, czyli ostateczny termin realizacji. Zgodnie z normami rynkowymi przyjęte zamierzenia realizuje się krok po kroku, zdecydowanie i konsekwentnie. Wszystko jedno, czy dotyczy to przygotowywania dzieci przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, remontu mieszkania lub wyjazdu poza granice naszego kraju, zawsze tak samo trzeba się trzymać wyznaczonych zasad. Oczywiście w sferze zawodowej ten schemat bywa dużo silniej narzucany przez tzw. czynniki zwierzchnie. Tyle tylko, że w tym zakamarku naszej codzienności tworzymy na papierze realny zapis kolejnych etapów wprowadzania w życie naszych postanowień. Plan musi być wtedy bardzo konkretny i dookreślony. Zazwyczaj szef dokładnie nas z tego rozlicza, szczególnie jeśli pracujemy w korporacji. Zaś w życiu prywatnym jedynie przyjmujemy założenia i zazwyczaj czynimy to jedynie umownie, rozliczając się z tego głównie sami przed sobą.  Czytaj dalej Jesienna nostalgia

O predykcji

Ostatnio zapytała mnie znajoma, jak to właściwie jest, widzieć przyszłe zdarzenia nie tylko na bazie kart, ale również tak po prostu w formie snu na jawie. Odruchowo wzruszyłam ramionami. Tak naprawdę nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Znaczy talent miałam od zawsze, ale się nim nie posługiwałam zbyt często. Musiał zaistnieć w moim życiu katalizator, czynnik zewnętrzny bez którego proces nigdy na dobre by się nie uruchomił. Jedynym haczykiem kryjącym się za tego rodzaju opisem, jest jednak fakt, że nie mam pojęcia z jakiego powodu akurat z tym, a nie innym katalizatorem moje drogi się przecięły i co ważniejsze jeszcze, czemu po dziś dzień nie jestem w stanie tych dróg rozplątać.  Czytaj dalej O predykcji

Auto-nijakość

Przychodzi czas, kiedy trzeba zakasać rękawy i się czegoś nauczyć, wziąć do pracy. Terminy gonią, zleceniodawcy wymagają, klienci oczekują, audytorium czeka, a tu nic, pustka w głowie. Nowości nie wychodzą spod drżącej ręki.

Zaczęłam czytać, tj. przeglądać, strony pań wróżek tytułujących się wiedźmami. Poczułam się źle. Niektóre z tych pań powołują do życia spore ilości artykułów i artykulików, czyli mają zainteresowania. A ja? Wycofana, zalękniona, przyblokowana i mądrząca się tylko na temat nerwic, snów i podświadomości. To trochę za mało na rynku tarociarskim. Trzeba umieć się sprzedać, jeśli się chce odnieść choćby i mini sukces, tzw. sukcesik.   Czytaj dalej Auto-nijakość

Wiatr zmian

Codzienność zdominowało podenerwowanie. Stało się jasne, że źle widzę. Zaczęłam popełniać karczemne błędy. Nie dostrzegam tego, co inni. Mam uszkodzony wzrok. Po przerwie poszłam do lekarza. Wyniki badań pogorszyły się. Jest źle, chyba nawet bardziej, niż mi się wydawało jeszcze kilka miesięcy temu. Zasugerowano wzięcie pod uwagę przejścia na rentę. Zawahałam się. Zalecono sporo badań. Poddałam się sugestii. Znajomi pozapisywali mnie do różnych sławnych lekarzy. Kto wie co ostatecznie zawyrokują owe (na rynku medycznym) słynne postacie.  Czytaj dalej Wiatr zmian

Wspomnienia

Świeżość spojrzenia na stare sprawy to cenna umiejętność. Zwykle w tej dziedzinie korepetycji udziela czas. Dni mijają, na człowieka spływa zapomnienie, głęboki oddech braku nacisku faktami. Ani się człowiek obejrzy i zerkając na stare zapiski odkrywa, że dawny koszmar na dobre stracił na znaczeniu. Nie przeraża, nie potrząsa już dreszczem emocjonalnej grozy.   Czytaj dalej Wspomnienia

Moja szafa

Postanowiłam na dobre wrócić do szafy. Mam dość. Jestem tak zmęczona obrywaniem po splocie słonecznym, że nie da się tego wręcz opisać. Chcę wziąć urlop od wróżkowania, buddyzmu, czary mary, nadinterpretacji, kopania pań po brzuchach, kłania się w pas mistrzyniom Kung Fu i wiele, wiele innych atrakcji.

Wczorajszy trening naprawdę dał mi w kość, ale nie fizycznie, tylko emocjonalnie. A na tzw. dodatek oberwałam dziś prosto w przeponę, przez co zajrzałam na stronę stowarzyszenia. A tam… że jest spotkanie m.in. dla terapeutów. Czyli jeśli pójdę na spacer w tym czasie, to znając mój sposób funkcjonowania wewnętrznego… jeszcze bardziej oberwę po splocie słonecznym. Czyli… jak już wspomniałam… wracam do swojej szafy.  Czytaj dalej Moja szafa

Wiadomo-że-homo

Dziwna myśl mnie dzisiaj dopadła. Temat dręczący mnie od dawien dawna, a dotyczący cech charakterystycznych dla określonych grup społecznych. Elementów z pozoru oczywistych, ale niekoniecznie nazywanych przez wszystkich po imieniu, składających się na podstawowy wzorzec tzw. wiadomo-że-homo. Istnieją opisy, czyli po prostu postacie w książkach i na filmach, które postrzegane są przez wszystkich jako bardzo klarownie ujednoznacznione wzorce, a mimo to z powodu silnych sugestii dotyczących braku akceptacji, więc i aprobaty, wszelkie słowa hasła dotyczące tej grupy społecznej uznawane są za obraźliwe.    Czytaj dalej Wiadomo-że-homo

Między nami autystykami

Cały dzień świeciło słońce. Rok temu nie było tak ładnie. Pewnie dlatego w lutym i marcu 2008 ludzie masowo i chętnie odchodzili z tego świata. Zresztą nie tylko w 2008. Podobno przedwiośnie mało komu dobrze się kojarzy. Przynajmniej tak czytałam.

Tego wieczora na dobre poddałam się wspomnieniom. Po raz pierwszy od przeszło dwudziestu lat zaparzyłam sypaną herbatę. Niczym na reklamie, odsunęłam na bok torebki z Earl Greyem i zaparzyłam cały dzbanek prawdziwego czarnego Yunana. To był ciekawy eksperyment. Posmakowało.  Czytaj dalej Między nami autystykami

Gruba ja

To zabawne jak bardzo efekt yo-yo potrafi dokuczać. Przedświąteczne porządki zmusiły mnie do przejrzenia wszystkich szuflad, szafek i szafeczek. Różnorodność rozmiarów wydała mi się niemal zabawna. Do wyboru, do koloru, od 38 po 44.

Chwilę zastanawiałam się, na jakim etapie znajduję się teraz. Ostatecznie postanowiłam nie sprawdzać. Po co psuć sobie humor przed świętami? W sumie efekt yo-yo to efekt yo-yo, ciężko uciec od nałogu.  Czytaj dalej Gruba ja