Archiwa tagu: artyzm

Saturday Night Life of Old Witch

Dużo pracy. Zbieranie materiałów. Kolekcjonowanie pomysłów. Przygotowywanie ilustracji. Podsumowywanie wcześniejszych wniosków oraz postanowień. Monotonna praca u podstaw, czyli segregowanie wcześniejszych koncepcji, aby spośród nich móc wygrzebać najcenniejsze perełki i diamenciki.

Pięć tematów do „ogarnięcia”. Począwszy od wiedźmińskiego czary mary, skończywszy na wątku ewolucji i degradacji środowiska. Wachlarz pełen najdziwaczniejszych nawet pomysłów. Znaki zapytania postawione jeszcze w 2002 roku wraz z wnioskami, które samoistnie nasunęły się w 2019 roku. Szmat czasu, ale wart spożytkowania na szukanie nowych koncepcji. Cudowna kolorystyka dziwactw i dziwadeł. Zaskakująco sensownych okropieństw i mało śmiesznej satyry dotyczącej ludzkiej głupoty i bezmyślności. Czytaj dalej Saturday Night Life of Old Witch

Krzyk kontra monolityczność

– I jak tam, historia wciąż kołem się toczy? – uśmiechnął się po swojemu, jakby połową ust.

– Właśnie odkrywam, że tak naprawdę pisaną teraz opowieść powołałam do życia niemal całe wieki wcześniej, ale dopiero teraz wiem, w jakie słowa chciałabym ubrać własne myśli i rozterki. Gawiedź mnie inspiruje – ona uśmiechnęła się w podobny sposób.

– Gawiedź? – wydał się zdziwiony.  Czytaj dalej Krzyk kontra monolityczność

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Teatralnie

Byłam w teatrze. Już kolejny raz mi się to przytrafiło i to w zastraszająco krótkim czasie. Zaczynam się realnie bać popadnięcia w uzależnienie. Szczególnie, że tym razem trąciło to wszystko miłością od pierwszego wejrzenia.

Cały zespół aktorski był – i nadal jest – po prostu genialny. Jak to ja, nie miałam pojęcia, że któraś z tych osób grywała tam i ówdzie, bo w ogóle nie pamiętam, że poza mętnym określeniem – teatr – istnieje coś takiego jak telewizja i kino, nie wspominając o jakiejkolwiek innej formie przekazu. Zamknięta w swoim świecie, szczelnie okryta grubą warstwą głębokiego lęku przed realnym światem, grzecznie sobie od lat siedziałam we własnym neurotycznym kokonie, aż tu ni z tego ni z owego Tomasz Raczek powiódł mnie na pokuszenie, wskazał kuszące światełko w tunelu mojego uciekania od świata uśmiechniętych ludzi i tak się zaczęło… ruszyła lawina czegoś niemożliwego już chyba do zatamowania.    Czytaj dalej Teatralnie

Jej Fejsowa Mość

Naprawdę potrzebujesz odpoczynku, Ralph.

Za oknem panuje przygnębiający półmrok. Niby dopiero południe, a już trwa wieczór. Zupełnie jakby to była północna Skandynawia, a nie kraj Lechitów mlekiem i miodem płynący. Czas laby zbiera się ku końcowi. Praca u podstaw czeka. Świadomość konieczności pełnienia własnych obowiązków w czasie równoległym do niekoniecznie chcianych znajomości nieco przeszkadza. Ale cóż… jak się nie ma, co się lubi… Kultura osobista wymaga, by zachować fason i jak dawniej uśmiechać się z pozoru zalotnie.     Czytaj dalej Jej Fejsowa Mość

Pozorne wahanie

Siadam i piszę. Tak po prostu. Bez inspiracji. Bez bodźca. Bez potrzeby. Ot, just like that. A jednocześnie czuję, że gdzieś tam w oddali funkcjonuje powód. Jest żywy. Czasami radosny, a innym razem nadąsany. Nie fikcyjny. Nie nijaki. Nie żaden. Ani jakiś tam. Bardzo konkretny powód. Inspiracja oraz jej brak.

Od dobrych kilku dni zastanawiam się skąd ta zmiana. Dlaczego nieustannie wydaje mi się, że coś we mnie umarło, by wolne miejsce mogło zająć inne coś? Co takiego wydarzyło się, czego odwrócić się już nie da? Jaki rodzaj transformacji dokonał się gdzieś blisko a jednocześnie daleko ode mnie? Czego lub kogo dotyczyła niedopowiedziana transformacja, którą i ja poczułam? Coś w rodzaju cudzego oddechu. A może szeptu? Czym to coś było?     Czytaj dalej Pozorne wahanie

Samiec alfa

Telefon pika rzewnie. Sprawdzam kto to. Na ekranie pojawia się przystojna twarz Voya i napis poniżej. – Porozmawiamy? – znak zapytania świeci żarówiastą czerwienią. Uśmiecham się. Na Messengerze naciskam symbol słuchawki i czekam aż piękny Wojciech odbierze. Pada krótka wymiana cześć-cześć i zaczyna się pełna radości pogawędka. Od słowa do słowa przenosimy się na grunt moich bazgrołów. Oczywiście wszystko w kontekście krytyki serwowanej mi przez pana specjalistę w pewnych kwestiach.  Czytaj dalej Samiec alfa

Prawie artystka

Hobby, czy też pasje lubią się zmieniać. A właściwie Pasje, bo w moim przypadku to zazwyczaj osoby i osobowości. Raz pani Fotografia. Innym razem Mrs Litera Pisana bądź Lady Fantasy. Czasami panowie spod znaku – Odmienne Upodobania – dołączają do wymienionych pań. A to Mr Warhammer – fatygant starej daty – bryluje na moich wewnętrznych salonach. Od czasu do czasu młodzian Marszobieg przejmuje ster mojej codzienności. Nawet z doskoku pojawia się młody Gigolo piękny Gigolo Jogging. Wszyscy oni jednak prędzej czy później tracą na urodzie, więc ich miejsce zajmują inne Zjawiskowe Pasje. Czytaj dalej Prawie artystka

Diabłem podszyty

Tarot ma to do siebie, że składa się z bardzo wielu symboli. Siedemdziesiąt osiem kart to całkiem spora ilość obrazków. A ponieważ temat tych symboli stał się dość modny w ostatnich latach, nawet wielcy artyści polubili zabawę w powoływanie do życia tarotowych kolaży. A wiadomo, że od tego jak ktoś postrzega dany symbol, zależy jak go maluje. Malarska licentia poetica.

Wielkich Arkanów jest dwadzieścia dwa. To tak jakby czołówka talii tarota, myśl przewodnia. Każda nosi inną nazwę, stanowi potencjalny archetyp. Jest więc Głupiec, pan rozpoczynający swoją wędrówkę, często przyrównywany do dziecka. Jest Mag, prawdziwy czarodziej uwodzący słowem. Jest też Kapłanka i Cesarzowa – podwójny symbol kobiecości, a po nich Cesarz i Kapłan – faceci widziani na różne sposoby – i tak aż po kartę Świat. Można byłoby przyrównać te ikony do krętych schodów prowadzących w dół albo fresków zdobiących ściany labiryntu. Sporo o tym pisał Carl Gustav Jung. Właśnie o archetypach. Najpierw ścieżka w głąb, czyli do własnej podświadomości, potem wyłanianie z tych głębin naszych podprogowych pragnień. Czytaj dalej Diabłem podszyty

Domowa płaskorzeźba

Na kuchennej ścianie mam nowe dzieło sztuki. Czasami nie ma się wyboru, wyższa konieczność zmusza do podejmowania artystycznego wyzwania. Tym razem uszkodzona gładź tynkowa wystarczyła za pretekst.

Kilka miesięcy wstecz usiłowałam przymocować do kuchennej ściany tablicę korkową. To jeden z pomysłów na radzenie sobie z codzienną dezorganizacją i brakiem pamięci do terminów. Żelbetonowe ściany skutecznie opierały się naszej starej wiertarce – bez udaru, czy też z nadpsutym udarem – więc postanowiłam przykleić ramę bezpośrednio do ściany. Skoro na reklamach ośmiorniczka jest w stanie przytwierdzać krzesła do ścian… – jednym słowem dałam się nabrać.  Czytaj dalej Domowa płaskorzeźba