Archiwum kategorii: Voy

Voys and my story

Starocie w nowej wersji właśnie zawisły pod określoną datą. Drobna dawka świntuszenia wygrzebana z odzyskanego dysku zewnętrznego. Nic pasjonującego, ot, niby sztubackie wygłupy. Pikanteria pełna dziwacznej fantasmagorii nijak mającej się do codziennej nudy obojga autorów.  Współautor pan Voy i Blogerka, kiedyś znana jako Szara, przedstawili swoje chyba na dobre minione poplątanie.    Czytaj dalej Voys and my story

Samiec alfa

Telefon pika rzewnie. Sprawdzam kto to. Na ekranie pojawia się przystojna twarz Voya i napis poniżej. – Porozmawiamy? – znak zapytania świeci żarówiastą czerwienią. Uśmiecham się. Na Messengerze naciskam symbol słuchawki i czekam aż piękny Wojciech odbierze. Pada krótka wymiana cześć-cześć i zaczyna się pełna radości pogawędka. Od słowa do słowa przenosimy się na grunt moich bazgrołów. Oczywiście wszystko w kontekście krytyki serwowanej mi przez pana specjalistę w pewnych kwestiach.  Czytaj dalej Samiec alfa

Zwrot akcji

Podobnie jak poprzednio poniżej zamieszczone są teksty, które zostały powołane do życia na przestrzeni listopada i grudnia 2017 roku. Dotyczą nie tylko mojej codzienności, ale również pewnego rodzaju refleksji dotyczących ludzkich zachowań. Ponieważ w moim pojęciu użycie dialogu jako opisu konkretnego tematu najskuteczniej i najtrafniej jest w stanie oddać poruszany temat, bądź kontekst konkretnych zdarzeń, głównie w tej formie skonstruowany jest poniższy tekst.

Opisane zdarzenia jak najbardziej miały miejsce w tzw. tu i teraz. Dialogi dotyczą więc tzw. faktów dokonanych i nie zawierają w sobie przekłamań. Czytaj dalej Zwrot akcji

Dziękuję, mam się dobrze…

Trochę się gubię w labiryncie własnych lęków. Z jednej strony kawałek mnie niemal wrzeszczy na całego gardło “Pomocy! Pomocy! Pomocy!”, ale inny kawałek mnie karci tę krzyczącą strofując świętym “NIE wypada, moja droga.” A głowa jak płatała figle, tak nadal dokucza. Im ciocia Stasia częściej i bardziej otwarcie na mnie krzyczy, tym gorzej się czuję, bo sprzężenie zwrotne daje w kość. Jeszcze mi się oberwało od Voya, Lucky Luke też strofował. A wizja tête-à-tête z nieplanowanym wcześniej obiektem niemal przeraziła. Bo z mówieniem NIE nadal miewam kłopot. Krzywdzenie bywa trudne. Przynajmniej w moim pojęciu.  Czytaj dalej Dziękuję, mam się dobrze…

Biedaczysko

Zadzwonił Voy z Anglii. Gadaliśmy przeszło godzinę albo i lepiej. Po raz pierwszy od dawna krzyczałam na całe gardło, a on cierpliwie słuchał. To święty człowiek i niewiarygodnie wprost cierpliwy. Takiego to ze świecą szukać. Dzięki niemu udało mi się wywalić z siebie wielotygodniową złość.

Bo jak to jest, że czegokolwiek bym nie robiła, zderzam się z konsekwencją postrzegania mnie wg dziwacznych i bardzo cudzych (nie moich własnych) zasad. Naginam się, uczę elastyczności oraz zrozumienia. A otoczenie i tak nieustannie mnie krytykuje. Dlaczego? W czym niby jestem taka “nieudana” i dlaczego?  Czytaj dalej Biedaczysko

O Annie – czyli Voy vs ja

To nie był udany dzień. Chmury szczelnie okrywały niebo. Mimo białego puchu za oknem i tak panował przygnębiający półmrok. Co z tego, że był już koniec lutego, zima ani przez chwilę nie rozluźniała swojego uścisku. A to działało Annie mocno na nerwy. Nigdy nie lubiła tej pory roku. Zima źle jej się kojarzyła. Z czymś w rodzaju spowolnienia, czy też po prostu zamrożenia.  Czytaj dalej O Annie – czyli Voy vs ja

Wyspiarze – czyli opowieść Voya vs moje wstawki

 

Czy płakanie miałoby sens, gdyby było wyzbyte powodu? Czasami zastanawiam się nad tym. No bo, po co płyną łzy, jeśli w głowie trwa pustka? Jeśli nic strasznego nie działo się i nadal się nie objawia.

Podobno oświecenie ma to do siebie, że stanowi zgodność z wszelkimi przejawami rzeczywistości wszelakiej i niekończący się uśmiech, często nie tylko wewnętrzny. Mawiają też, że prawdziwy Budda to ten, który nie tylko unika chwalenia się oświeceniem, ale też nadprzyrodzonymi walorami. Jeśli to prawda, warto być czujnym z kim los krzyżuje nasze ścieżki. Nigdy nie wiadomo, czy mędrzec wyciągający ku nam rękę, aby na pewno jest stąd…  Czytaj dalej Wyspiarze – czyli opowieść Voya vs moje wstawki

Wasiliew

Opowiadanie, które wyszło spod pióra Voya:

*

Wasiliew Woronin Aleksiejewicz zacisnął mocniej dłoń na niedźwiedzim futrze, którym towarzystwo, z którym dzielił sanie na królewskim kuligu, okryło sie przed mrozem. Z naprzeciwka jechał, bowiem na koniu bielszym niż nieskazitelna biel śniegowych czap on – widziany wczoraj przelotnie na balu u baronessy Nadjeżdy Romanownej potężny nieznajomy.  Czytaj dalej Wasiliew

Obiektywne pocieszanie

Przywykłam do jego spokojnego tonu. Właściwie chyba nie było sposobu, żeby go tak naprawdę wyprowadzić z równowagi. Kiedy się złościł, po prostu nagle smutniał, mówił, że musi to, czy tamto przemyśleć, a potem następowała przerwa niezbędna, żeby ode mnie odpoczął. Zwykle omawialiśmy tylko jego życie, jego kłopoty sercowe, jego porażki i wzloty. Byłam deserem i to nie zawsze słodkim. Od czasu do czasu na siłę wtrącałam coś z mojego ogródka, albo piekliłam się teatralnie dla zrzucenia trosk z wątroby, wtedy słuchał i niezmiennie mówił – „jak mam ci cokolwiek doradzić, przecież i tak jesteś mądrzejsza. Śmialiśmy się z tego, a czas płynął dalej”.  Czytaj dalej Obiektywne pocieszanie

…nie tylko Bożym Ciałem…

Miałam nadzieję, że nikt nie zauważył. Szybko podniosłam głowę i oparłam ją na ręku. Oczy same mi się zamykały. Ze słowa na słowo zaczynałam mówić głupoty, a Mistrz Gry nie powinien się tak zachowywać, główny demiurg powinien być czujny i sprawować aktywnie pieczę nad stwarzanym przez siebie światem. Ja zaś wolniutko acz zdecydowanie zapadałam w sen.  Czytaj dalej …nie tylko Bożym Ciałem…

Jak dobrze mieć sąsiada

Zdarza się, że o poranku bogowie nam błogosławią, żeby przekląć z wieczora. Nie wiem, czy dobrze sparafrazowałam słowa Hektora z Troi, ale nie w tym rzecz. Rozrechotana i rozszczebiotana jeszcze po południu planowałam spisanie wesołej powiastki o komedii pomyłek, jakiej od kilku dni bywam główną koordynatorką, ale zdaje się, że bóstwo, z którym od dawien dawna wojuję – Los – chciało inaczej.  Czytaj dalej Jak dobrze mieć sąsiada

Moja codzienna wędrówka

Oj! miałam Ci ja chandrulca wczoraj, oj miałam. Sądząc po komentarzach jakie zostawiałam to tu, to tam, heh! Teraz jednak powoli przywykam do pustki w głowie. Tam, gdzie dotąd były głosy, szepty, obrazy – naraz zapanowała cisza. Nie martwa, nie przygnębiająca, tylko całkiem zwyczajna cisza. Widać Anioł ulitował się nade mną i zabrał mi dar. Już nie ma czarów, nie ma magii – jest za to dzień Bzika i psychologii. Jest comiesięczne szczepienie Pietruchy na roztocza, jest jeżdżenie z nim na terapię, jest życie! Czytaj dalej Moja codzienna wędrówka