Archiwum kategorii: Tańcząc na linie

Pytajnikowy sztorm

Morfeusz nie odpuszcza. Jak już sobie kogoś upatrzy, to łatwo nie daje za wygraną. Ze złośliwym uporem maniaka wciąż tymi samymi skojarzeniami kąsa serce, przypomina o pradawnych postanowieniach ucieczki przed tracącymi na znaczeniu obrazami. Cudzy uśmiech koniec końców wraca jednak na swoje miejsce. 

Matrix wciąż rządzi się tymi samymi prawami. Główny programista swoje wie, więc białego królika lub czarnego kota śle, by zanieśli śniącej kolejne ostrzeżenie. By inaczej, innymi słowami, ale wciąż to samo zasugerowali…    Czytaj dalej Pytajnikowy sztorm

Zalać robala

Przyłapałam samą siebie na niechęci do dalszego przeglądania starych zapisów. A jednocześnie czytając je dookreśliłam schemat, jaki chciałabym przyjąć przy tworzeniu prawdziwej prozy, czegoś zgoła różnego od blogowych wprawek, uromantycznionych liryków. Nadal poetyka i pewna żartobliwość składać się będą na mój styl pisania, ale już dużo większa dosłowność zajmie miejsce zaledwie sugestii dotyczących wielu osób. Na scenę wejdzie realny żal i szereg rozczarowań ubranych w nieco mniej barokowe złocenia, niż to miało miejsce dotychczas. Raczej secesja wolno sunąca w stronę modernizmu zacznie dominować, choć oczywiście odległa od pełnej nowoczesności, by i tak na koniec przybrać kształt futuryzmu, czy nawet fantasmagorii.  Czytaj dalej Zalać robala

Gryzmoły

Nawał pracy, a jednocześnie brak chęci skupienia się na nie swoim temacie. Zmęczenie materiału. Zbieranie do kupy wszystkich wniosków i na ich gruncie budowanie już bardzo konkretnego planu gry. Kilka spraw na jeden raz. Trochę tego i odrobina tamtego nie w pełni pomaga w porządkowaniu zebranych materiałów. Dodatkowo nauka wciąż nie w pełni skończona. WordPress i Photoshop jeszcze niedokończone. A czas nagli. Do kwietnia własny projekt trzeba przygotować. A do lipca cudzą promocję.  
Czytaj dalej Gryzmoły

Podsumowanie

Krótko i na temat. Zabawnie zwięzłe i bardzo konkretne pytanie:

– Co dokładnie postrzega pani za przejaw odwagi?

– W moim pojęciu wstęp do nauki heroizmu stanowi umiejętność przyznawania się do własnych słabości. Tym od lat zajmuję się zawodowo. Oczywiście posługuję się nietypowymi metodami, ale co do których skuteczności przez lata zyskałam blisko stuprocentową pewność.

Moje działania przypominają proces wpuszczania światła do ciemnego pokoju. Mają na celu uchylanie drzwi lub okiennic blokujących dostęp wspomnianego światła, czyli osoby poddawane tego rodzaju terapii zachęcam do pracy nad przyjmowaną przez nich formą wyrazu lub ekspresji  jako takiej.    Czytaj dalej Podsumowanie

Pożegnanie

Pragnienie wyrażenia złości lubi dokuczać. Ma się za sobą długą rozmowę z dobrą przyjaciółką. Czuje się smutek przemieszany z radością wynikającą z cudzych zwierzeń. W efekcie chce się dołączyć do koleżeńskiego czyszczenia starych kanałów relacyjnych i zaserwować swojej własnej odległej Przeszłości sporo dobitnych słów:   Czytaj dalej Pożegnanie

Zarwana noc, czyli motyli śpiew

Dzień pracy. Jak zawsze wszyscy zabiegani. Niby ruchu w biznesie jako takiego nie ma, ale i tak większość osób ze wszystkim się spieszy. Przyglądając się temu siedzi się więc, czy nawet trwa na własnym zawodowym posterunku i buja w obłokach. Bo co innego można byłoby robić, jeśli koncentracja nie dopisuje, więc i ilość błędów zaczyna przybierać astronomiczną skalę, nowe pomysły na życie prześladują, a pokryte śniegiem dachy widziane przez okno przypominają, że nadal trwa zima?     Czytaj dalej Zarwana noc, czyli motyli śpiew

Melodia z przeszłości

Rozsiąść się na kanapie z wielkim kubkiem cappuccino w ręku i słuchawkami w uszach. Nie słuchać muzyki. Po prostu rozmawiać z kuzynką przez telefon. Śmiać się, choć jakby odrobinę w sentymentalnym tonie. Wymieniać się z nią nowinkami prasowymi. Słyszeć rodzinne ploteczki. Wróżyć. Samej dostawać mało ważne przepowiednie. Po prostu cieszyć się chwilą.    Czytaj dalej Melodia z przeszłości

Monodramatyczna miniatura

Zmęczenie dokuczało jej już od samego rana. Monotonia dnia codziennego miała z tym wiele wspólnego, jak i półmrok nieustannie panujący za oknem. Nie było na kogo i po co czekać. Drzwi zaryglowała szczelnie całe wieki wcześniej. Okna pokryte całą masą kropel wody przypominały magiczną barierę, przez którą nic nie mogło się przedrzeć. Uwięziona we własnym potrzasku. Wolna od lęku przed cudzą napaścią, ale i przetrzymywana w kazamatach dziwacznych obaw.   Czytaj dalej Monodramatyczna miniatura

Errata czyli drobnym drukiem

aut. Michał Warecki

Niemal tysięczny raz sen dotyczący tego samego wątku. Gwałtowne przebudzenie i powrót to realnej rzeczywistości, a jednocześnie zachowane wspomnienie chwilę wcześniej widzianych obrazów. Kilka nocy pod rząd ten sam rytm tematyczny. Jedno się kończy, a drugie trwa niezmiennie od lat z tą samą siłą. Nic się nie zmieniło. Tak naprawdę Reiki to ugruntowało. Ale również pomogło dookreślić własny upór.    Czytaj dalej Errata czyli drobnym drukiem

Znienawidzona śmieszność

Święta, święta i po świętach. Stare dobre powiedzenie. Na całe szczęście kiedy we własnym grafiku ma się zapisany jeszcze jeden dzień wolny od pracy, z ulgą może się człowiek obudzić dopiero o dziewiątej rano. Długi sen bywa przecież bardzo istotny, szczególnie jeśli w środku nocy człowieka wybudził rozdzierający ból w klatce piersiowej – na wysokości mostka – i przez naprawdę długą chwilę nie pozwalał zasnąć. Niemiłe wspomnienie. Co prawda jeśli się już przywykło do tego typu sytuacji, po prostu czeka się aż skrzynka nadawcza nie do końca życzliwej energii odpuści i przestanie o Wiedźmie myśleć, jednak niedogodność i tak irytująco silnie doskwiera.     Czytaj dalej Znienawidzona śmieszność

Jej Fejsowa Mość

Naprawdę potrzebujesz odpoczynku, Ralph.

Za oknem panuje przygnębiający półmrok. Niby dopiero południe, a już trwa wieczór. Zupełnie jakby to była północna Skandynawia, a nie kraj Lechitów mlekiem i miodem płynący. Czas laby zbiera się ku końcowi. Praca u podstaw czeka. Świadomość konieczności pełnienia własnych obowiązków w czasie równoległym do niekoniecznie chcianych znajomości nieco przeszkadza. Ale cóż… jak się nie ma, co się lubi… Kultura osobista wymaga, by zachować fason i jak dawniej uśmiechać się z pozoru zalotnie.     Czytaj dalej Jej Fejsowa Mość

Pozorne wahanie

Siadam i piszę. Tak po prostu. Bez inspiracji. Bez bodźca. Bez potrzeby. Ot, just like that. A jednocześnie czuję, że gdzieś tam w oddali funkcjonuje powód. Jest żywy. Czasami radosny, a innym razem nadąsany. Nie fikcyjny. Nie nijaki. Nie żaden. Ani jakiś tam. Bardzo konkretny powód. Inspiracja oraz jej brak.

Od dobrych kilku dni zastanawiam się skąd ta zmiana. Dlaczego nieustannie wydaje mi się, że coś we mnie umarło, by wolne miejsce mogło zająć inne coś? Co takiego wydarzyło się, czego odwrócić się już nie da? Jaki rodzaj transformacji dokonał się gdzieś blisko a jednocześnie daleko ode mnie? Czego lub kogo dotyczyła niedopowiedziana transformacja, którą i ja poczułam? Coś w rodzaju cudzego oddechu. A może szeptu? Czym to coś było?     Czytaj dalej Pozorne wahanie

Przy stole wigilijnym

To samo kółko wzajemnej adoracji co zawsze. Dwóch synów. Jeden wielki, drugi mały. Ale obaj tak samo pulchni. Babcia i mama siedzące tuż obok, w równym stopniu rozgadane i rozmawiające o wszystkim, poza polityką, na której się nie znają. Kolejne porcje tradycyjnie polskiej kuchni są pochłaniane. Panom aż się uszy trzęsą. Tylko babcia z mamą dość ostrożnie dawkują sobie jedzenie. Nie ważne, że to święta, przejedzenie nie należy do przyjemnych, więc po co bawić się w masochizm? Po jakimś czasie następuje przerwa w nadawaniu. Każdy na swój własny sposób odpoczywa, żeby po blisko godzinie wrócić do stołu.    Czytaj dalej Przy stole wigilijnym