Archiwum kategorii: parabola

Choróbsko

Do złych wieści można przywyknąć. Nawet tych dotyczących umierania. Jednego dnia stawia się sobie karty, żeby sprawdzić, jak minie kolejny dzień, o czym świat szepcze za naszymi plecami, czy sny nie kłamią, czy rzeczywiście wreszcie niemal czołowo przyjdzie nam zderzyć się z tzw. wielowymiarową wzajemności uczuć, a tu nagle pojawia się zupełnie inny anons karciany. Nagle powraca na scenę przez wielu nielubiana Dziesiątka Mieczy – karta Tarota, która często znamionuje chorobę lub kalectwo – do tego odwrócona, czyli sugerująca niemożliwą do usunięcia dolegliwość. Obok pojawia się też karta Śmierci i Giermek, czyli informacji, że złe wieści dotyczą kogoś młodego.  Czytaj dalej Choróbsko

Miałam rację

Ciągłe gryzmolenie. Jedno wielkie przeskakiwanie, prześlizgiwanie się na brzegu słów oraz ich znaczeń. Coś przypominającego powoływania do życia romansów na zamówienie wydawnictwa Harlequin, opowieści podpisywanych pseudonimem, żeby ukryć to, czym się człowiek dorywczo para.

Przy okazji jednych spraw pojawiają się zupełnie inne. Organizm wciąż odmawia posłuszeństwa, więc gdzieś od środka własnego wewnętrznego świata narzeka się. Głowa nie pobolewa już, ale za to daje do wiwatu ucisk na poziomie mostka oraz zaburzony dobowy rytm snu. Dziwaczne obrazy wyrywają z czegoś na wzór drzemki. Raz na dwie godziny człowiek zrywa się na równe nogi, żeby po chwili uświadomić sobie, że to jeszcze nie czas na pobudkę, że do świtu wciąż brakuje np. dwóch godzin.  Czytaj dalej Miałam rację

Handel wymienny

Zapanował spokój i cisza. Głównie w mojej głowie, ale jest szansa, że zarażając tym stanem innych spowoduję, że również nieco się wyciszą i przestaną ciągle fukać. Mnie samej stan spowolnienia wewnętrznego pomógł w doznania olśnienia. Skorupa ulepiona z gliny, którą na sobie nosiłam przez wiele lat, kawałkami zaczyna odpadać. Płat za płatem ukazuje się moje prawdziwe oblicze, mała dziewczynka wychodzi z ciemnego pokoju i zaczyna się uśmiechać. Bite dziewięć lat naprawdę ciężkiej pracy nad sobą zaczyna przynosić oczekiwane efekty. Już nie przypominam golema. Nie działam pod wpływem nakazów i zakazów czynnika zewnętrznego. Wiem czego chcę, a czego sobie nie życzę.    Czytaj dalej Handel wymienny

Krzyk kontra monolityczność

– I jak tam, historia wciąż kołem się toczy? – uśmiechnął się po swojemu, jakby połową ust.

– Właśnie odkrywam, że tak naprawdę pisaną teraz opowieść powołałam do życia niemal całe wieki wcześniej, ale dopiero teraz wiem, w jakie słowa chciałabym ubrać własne myśli i rozterki. Gawiedź mnie inspiruje – ona uśmiechnęła się w podobny sposób.

– Gawiedź? – wydał się zdziwiony.  Czytaj dalej Krzyk kontra monolityczność

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Szarada

Zmęczenie dokucza. Sny też dają do wiwatu. Głównie Cate Blanchett i Tilda Swinton wcielają się w główne role. Tą samą postać inscenizują. Obie niczym wyuczony na pamięć wiersz ciągle klepią te same kwestie. Cate jako filmowa Carol od niechcenia rzuca banalną frazę – wciąż zapominam wykasować to zdjęcie, ale uczynię to, jeśli nie przestaniesz mnie zaczepiać, niechybnie zrobię to. – Tilda dla odmiany zaprasza do samochodu, żeby ruszyć w podróż w kierunku praskiej cerkwi i dalej Inżynierską w stronę nie tylko Stalowej. – Muszę ci o czymś powiedzieć – szepcze w wyrazie zakłopotania – do czegoś ci się przyznać.  Czytaj dalej Szarada

Apage indicium

Telefon zadzwonił. Zaledwie dwa sygnały. Symbol zielonej słuchawki został naciśnięty.

– Słucham… cię jak radia. – Żartobliwe słowa zastąpiły sztampowe cześć.

– Jak było z dala od miasta? – podobny brak cześć stał się męską odpowiedzią.

– Wspaniale.  Czytaj dalej Apage indicium

Platynowa brunetka

Bywa, że człowiek już od pewnego czasu nosi w sobie jakąś myśl. Stara się nazwać natrętne skojarzenia, które dokuczają mu nieustannie, ale jego wysiłki spełzają na niczym. Fakt, że ma się chęć wsparcia innych i zaserwowanie im kilku życzliwych rad, w niczym nie pomaga. Często osiąga się coś kompletnie przeciwnego, pozostaje się niezrozumiałym lub nie w pełni komunikatywnym. Czytaj dalej Platynowa brunetka

Czerwona Nić

Legenda mówi: istnieje nieuchwytna nić, pewien ciąg zdarzeń, który wiąże dwie dusze przeznaczone sobie, że będą razem. Pozostają związane ze sobą niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności.

Czytaj dalej Czerwona Nić

Anons prasowy

– Nareszcie ciepło i słonecznie. Wiosna. A niech tylko spróbuje spaść śnieg. No niech tylko spróbuje. To z Polkami będzie miał do czynienia.

– Z Warszawiankami – kuzynka poprawia.

– Mieszkankami stolicy.

Kuzynka uśmiecha się po swojemu. – Fakt. Ja na ten przykład przyjezdna jestem.

– Otóż to. – Obrywa ode mnie spojrzeniem spode łba. Czytaj dalej Anons prasowy

Surrealizm normalności

salvador-dali-cytatWłasny surrealizm. Kiedy siada się przy stole niedzielnym, żeby po chwili swobodnie móc od niego odejść. Położyć się w jednym z wielu pokoi. Pozwolić by prawie syn zajął się własnymi internetowymi sprawami lub grzebaniem pod maską samochodu. Prawie mama drzemała przed telewizorem. A rodzony syn dwie dzielnice dalej oddawał się swobodzie, jaką daje pławienie się w świętym spokoju, bo dom nareszcie powiał pustkami. Wtedy różne koncepcje zaczynają się zlatywać niczym muchy do lepu. Czytaj dalej Surrealizm normalności

Królująca kobiecość, czy uciekająca panna młoda?

WładczyniNagle szafa zaczyna pękać w szwach. Z jednej pary spodni robi się dwadzieścia jeden. Z dwóch kurtek dwanaście, czy coś koło tego.  Z kilku par butów kilkanaście. I tak można byłoby wymieniać w nieskończoność. Świat złośliwie szepcze pod nosem. Ech, ten kryzys wieku średniego. I przy tym wszystkim człowiek, tj. kobieta, wiedząca, że w pewnych bardzo określonych warunkach przełożono by ją przez kolano i spuszczono całkiem spore manto za rozrzutność. Ale… póki co król małżonek nie podziela zdania owych innych i rozpieszcza. Czytaj dalej Królująca kobiecość, czy uciekająca panna młoda?

Zimowa pogoda

Jesień na dobre rozgościła się w Polsce. Temperatura z dnia na dzień spada. Zima zaczyna nam przesyłać telegramy z dalekiej północy, że niebawem zagości w naszych progach. Tak to już bywa o tej porze roku. Po świętym Michale można chodzić i po powale. Stare dobre powiedzenie mówiące o przymrozkach. Ziemia twardnieje. Trawa zaczyna więdnąć. Wszystko zamiera. Czas snu zimowego nie tylko dla niedźwiedzi. Również aktywność ludzka nieco słabnie. Mniej nam się chce rano wstawać, bo za oknem coraz ciemniej, nawet o poranku. Coraz szybciej zapada zmrok. Zmiana czasu tuż, tuż. Zima panie Dzieju, zima idzie.    Czytaj dalej Zimowa pogoda

Jesienna nostalgia

Są sprawy, które zaprzątają nam głowę bardziej, niż byśmy się tego spodziewali na wstępie realizacji własnych zamierzeń. Mimo woli ustalamy sobie tzw. deadline, czyli ostateczny termin realizacji. Zgodnie z normami rynkowymi przyjęte zamierzenia realizuje się krok po kroku, zdecydowanie i konsekwentnie. Wszystko jedno, czy dotyczy to przygotowywania dzieci przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, remontu mieszkania lub wyjazdu poza granice naszego kraju, zawsze tak samo trzeba się trzymać wyznaczonych zasad. Oczywiście w sferze zawodowej ten schemat bywa dużo silniej narzucany przez tzw. czynniki zwierzchnie. Tyle tylko, że w tym zakamarku naszej codzienności tworzymy na papierze realny zapis kolejnych etapów wprowadzania w życie naszych postanowień. Plan musi być wtedy bardzo konkretny i dookreślony. Zazwyczaj szef dokładnie nas z tego rozlicza, szczególnie jeśli pracujemy w korporacji. Zaś w życiu prywatnym jedynie przyjmujemy założenia i zazwyczaj czynimy to jedynie umownie, rozliczając się z tego głównie sami przed sobą.  Czytaj dalej Jesienna nostalgia

Ślepe przeznaczenie

Ależ ten czas leci, jak z bicza trzasnął. Wczoraj był początek kwietnia, a już mamy drugą połowę sierpnia. Jeszcze miesiąc… i będzie jesień. Dni gnają jak szalone. Jeśli się prowadzi skrupulatne zapiski w swoim tajemnym notatniku lub dzienniku, zawsze można swobodnie obejrzeć się za siebie i sprawdzić co i kiedy miało miejsce. Jak wspominamy szereg naszych poczynań? Czy żałujemy czegokolwiek” Czy chcielibyśmy coś zmienić lub powstrzymać samych siebie przed robieniem głupstw? Bawimy się starymi obrazami wyciąganymi z albumów i szepczemy pod nosem pytanie, jakie myśli i pragnienia właśnie wtedy gościły w naszej głowie.

O czym marzyliśmy? Jakie postanowienia udało nam się z czasem zrealizować? Czy pomysł na wielką miłość nabrał realnych kształtów, a jeśli tak, to ile razy? A na koniec jeszcze dopada nas pytanie, to najtrudniejsze, co jeszcze nas czeka i czego możemy się spodziewać. Życie przecież lubi zaskakiwać.    Czytaj dalej Ślepe przeznaczenie