Archiwum kategorii: parabola

Handel wymienny

Zapanował spokój i cisza. Głównie w mojej głowie, ale jest szansa, że zarażając tym stanem innych spowoduję, że również nieco się wyciszą i przestaną ciągle fukać. Mnie samej stan spowolnienia wewnętrznego pomógł w doznania olśnienia. Skorupa ulepiona z gliny, którą na sobie nosiłam przez wiele lat, kawałkami zaczyna odpadać. Płat za płatem ukazuje się moje prawdziwe oblicze, mała dziewczynka wychodzi z ciemnego pokoju i zaczyna się uśmiechać. Bite dziewięć lat naprawdę ciężkiej pracy nad sobą zaczyna przynosić oczekiwane efekty. Już nie przypominam golema. Nie działam pod wpływem nakazów i zakazów czynnika zewnętrznego. Wiem czego chcę, a czego sobie nie życzę.    Czytaj dalej Handel wymienny

Krzyk kontra monolityczność

– I jak tam, historia wciąż kołem się toczy? – uśmiechnął się po swojemu, jakby połową ust.

– Właśnie odkrywam, że tak naprawdę pisaną teraz opowieść powołałam do życia niemal całe wieki wcześniej, ale dopiero teraz wiem, w jakie słowa chciałabym ubrać własne myśli i rozterki. Gawiedź mnie inspiruje – ona uśmiechnęła się w podobny sposób.

– Gawiedź? – wydał się zdziwiony.  Czytaj dalej Krzyk kontra monolityczność

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Szarada

Zmęczenie dokucza. Sny też dają do wiwatu. Głównie Cate Blanchett i Tilda Swinton wcielają się w główne role. Tą samą postać inscenizują. Obie niczym wyuczony na pamięć wiersz ciągle klepią te same kwestie. Cate jako filmowa Carol od niechcenia rzuca banalną frazę – wciąż zapominam wykasować to zdjęcie, ale uczynię to, jeśli nie przestaniesz mnie zaczepiać, niechybnie zrobię to. – Tilda dla odmiany zaprasza do samochodu, żeby ruszyć w podróż w kierunku praskiej cerkwi i dalej Inżynierską w stronę nie tylko Stalowej. – Muszę ci o czymś powiedzieć – szepcze w wyrazie zakłopotania – do czegoś ci się przyznać.  Czytaj dalej Szarada

Apage indicium

Telefon zadzwonił. Zaledwie dwa sygnały. Symbol zielonej słuchawki został naciśnięty.

– Słucham… cię jak radia. – Żartobliwe słowa zastąpiły sztampowe cześć.

– Jak było z dala od miasta? – podobny brak cześć stał się męską odpowiedzią.

– Wspaniale.  Czytaj dalej Apage indicium

Platynowa brunetka

Bywa, że człowiek już od pewnego czasu nosi w sobie jakąś myśl. Stara się nazwać natrętne skojarzenia, które dokuczają mu nieustannie, ale jego wysiłki spełzają na niczym. Fakt, że ma się chęć wsparcia innych i zaserwowanie im kilku życzliwych rad, w niczym nie pomaga. Często osiąga się coś kompletnie przeciwnego, pozostaje się niezrozumiałym lub nie w pełni komunikatywnym. Czytaj dalej Platynowa brunetka

Czerwona Nić

Legenda mówi: istnieje nieuchwytna nić, pewien ciąg zdarzeń, który wiąże dwie dusze przeznaczone sobie, że będą razem. Pozostają związane ze sobą niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności.

Czytaj dalej Czerwona Nić

Anons prasowy

– Nareszcie ciepło i słonecznie. Wiosna. A niech tylko spróbuje spaść śnieg. No niech tylko spróbuje. To z Polkami będzie miał do czynienia.

– Z Warszawiankami – kuzynka poprawia.

– Mieszkankami stolicy.

Kuzynka uśmiecha się po swojemu. – Fakt. Ja na ten przykład przyjezdna jestem.

– Otóż to. – Obrywa ode mnie spojrzeniem spode łba. Czytaj dalej Anons prasowy

Surrealizm normalności

salvador-dali-cytatWłasny surrealizm. Kiedy siada się przy stole niedzielnym, żeby po chwili swobodnie móc od niego odejść. Położyć się w jednym z wielu pokoi. Pozwolić by prawie syn zajął się własnymi internetowymi sprawami lub grzebaniem pod maską samochodu. Prawie mama drzemała przed telewizorem. A rodzony syn dwie dzielnice dalej oddawał się swobodzie, jaką daje pławienie się w świętym spokoju, bo dom nareszcie powiał pustkami. Wtedy różne koncepcje zaczynają się zlatywać niczym muchy do lepu. Czytaj dalej Surrealizm normalności

Królująca kobiecość, czy uciekająca panna młoda?

WładczyniNagle szafa zaczyna pękać w szwach. Z jednej pary spodni robi się dwadzieścia jeden. Z dwóch kurtek dwanaście, czy coś koło tego.  Z kilku par butów kilkanaście. I tak można byłoby wymieniać w nieskończoność. Świat złośliwie szepcze pod nosem. Ech, ten kryzys wieku średniego. I przy tym wszystkim człowiek, tj. kobieta, wiedząca, że w pewnych bardzo określonych warunkach przełożono by ją przez kolano i spuszczono całkiem spore manto za rozrzutność. Ale… póki co król małżonek nie podziela zdania owych innych i rozpieszcza. Czytaj dalej Królująca kobiecość, czy uciekająca panna młoda?

Zimowa pogoda

Jesień na dobre rozgościła się w Polsce. Temperatura z dnia na dzień spada. Zima zaczyna nam przesyłać telegramy z dalekiej północy, że niebawem zagości w naszych progach. Tak to już bywa o tej porze roku. Po świętym Michale można chodzić i po powale. Stare dobre powiedzenie mówiące o przymrozkach. Ziemia twardnieje. Trawa zaczyna więdnąć. Wszystko zamiera. Czas snu zimowego nie tylko dla niedźwiedzi. Również aktywność ludzka nieco słabnie. Mniej nam się chce rano wstawać, bo za oknem coraz ciemniej, nawet o poranku. Coraz szybciej zapada zmrok. Zmiana czasu tuż, tuż. Zima panie Dzieju, zima idzie.    Czytaj dalej Zimowa pogoda

Jesienna nostalgia

Są sprawy, które zaprzątają nam głowę bardziej, niż byśmy się tego spodziewali na wstępie realizacji własnych zamierzeń. Mimo woli ustalamy sobie tzw. deadline, czyli ostateczny termin realizacji. Zgodnie z normami rynkowymi przyjęte zamierzenia realizuje się krok po kroku, zdecydowanie i konsekwentnie. Wszystko jedno, czy dotyczy to przygotowywania dzieci przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, remontu mieszkania lub wyjazdu poza granice naszego kraju, zawsze tak samo trzeba się trzymać wyznaczonych zasad. Oczywiście w sferze zawodowej ten schemat bywa dużo silniej narzucany przez tzw. czynniki zwierzchnie. Tyle tylko, że w tym zakamarku naszej codzienności tworzymy na papierze realny zapis kolejnych etapów wprowadzania w życie naszych postanowień. Plan musi być wtedy bardzo konkretny i dookreślony. Zazwyczaj szef dokładnie nas z tego rozlicza, szczególnie jeśli pracujemy w korporacji. Zaś w życiu prywatnym jedynie przyjmujemy założenia i zazwyczaj czynimy to jedynie umownie, rozliczając się z tego głównie sami przed sobą.  Czytaj dalej Jesienna nostalgia

Ślepe przeznaczenie

Ależ ten czas leci, jak z bicza trzasnął. Wczoraj był początek kwietnia, a już mamy drugą połowę sierpnia. Jeszcze miesiąc… i będzie jesień. Dni gnają jak szalone. Jeśli się prowadzi skrupulatne zapiski w swoim tajemnym notatniku lub dzienniku, zawsze można swobodnie obejrzeć się za siebie i sprawdzić co i kiedy miało miejsce. Jak wspominamy szereg naszych poczynań? Czy żałujemy czegokolwiek” Czy chcielibyśmy coś zmienić lub powstrzymać samych siebie przed robieniem głupstw? Bawimy się starymi obrazami wyciąganymi z albumów i szepczemy pod nosem pytanie, jakie myśli i pragnienia właśnie wtedy gościły w naszej głowie.

O czym marzyliśmy? Jakie postanowienia udało nam się z czasem zrealizować? Czy pomysł na wielką miłość nabrał realnych kształtów, a jeśli tak, to ile razy? A na koniec jeszcze dopada nas pytanie, to najtrudniejsze, co jeszcze nas czeka i czego możemy się spodziewać. Życie przecież lubi zaskakiwać.    Czytaj dalej Ślepe przeznaczenie

Władczyni

Świat ludzkich symboli wbrew pozorom dość łatwo dzieli się na szereg grup. Mam tu na myśli symbole. Pierwsze dwa podstawowe to kobieta i mężczyzna, czyli czarne i białe, miękkie i twarde, okrągłe i kanciaste, jin i jang. Prosty podział. Niemal pierwsza prawda, z jaką się stykamy w kilka sekund po narodzinach, czy nawet jeszcze przed nimi, spoczywając w łonie matki.

W Tarocie kobiecość przedstawiona jest na dwa sposoby. Część fizyczna, bardzo zmysłowa i ta czuła, ale przy tym napiętnowana przejawami czystej intuicji wraz z intelektem, gdzie brakuje już miejsca na uleganie odruchom fizycznym. Dwa symbole: Władczyni, zwana Cesarzową vs. Kapłanka.  Czytaj dalej Władczyni

Tarociarsko

Dziesiątka Buław to trudna karta, przykry symbol. Wystarczy spojrzeć na ikonę w talii Ridera Waite’a, a od razu rzuci się w oczy widoczny tam wysiłek postaci dźwigającej dziesięć kijów. Mimo woli nasuwa się myśl o antycznych syzyfowych pracach. Trochę jak z pchaniem kamienia pod górę. Praca u postaw. Każdego dnia to samo. Mało radości. Niewiele uśmiechu. Poczucie pustki i jałowości. A mimo to prze się ku nowemu, buduje się własny most, kładzie fundamenty pod coś nie w pełni dookreślonego. Krok za krokiem ku przyszłości. Jaka ona będzie? Owa przyszłość…? Któż to wie? Ale to nie pora i miejsce, żeby o tym rozważać, bo kije ciążą, więc trzeba je donieść na miejsce. A gdzie ono jest? Owo miejsce docelowe…? Jak się tam dotrze, to się będzie wiedziało, to się poczuje, że właśnie nastąpił kres tego, co niechciane.  Czytaj dalej Tarociarsko