Archiwum kategorii: nowela

Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Epistolografia. Lubię to słowo. Wiele dla mnie znaczy. Stanowi część mojego wewnętrznego świata. Bez końca prowadzę na swój sposób jednostronny dialog. Ponieważ interlokutora nie widać, lubię sobie wyobrażać, że jest on po prostu czytelnikiem moich listów. Może dlatego z dużą łatwością przychodzi mi tworzenie monodramów. Monolog wewnętrzny, czyli słowotok jedynie imitujący dialog. Za każdym razem, kiedy chcę coś wyrazić, wypowiedzieć własne emocje, główne przesłanie ubieram w cudze fatałaszki i szmatki. Określone zjawisko przyodziewam w spodnie lub sukienkę, czepek, perukę lub kapelusz.  Czytaj dalej Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Voys and my story

Starocie w nowej wersji właśnie zawisły pod określoną datą. Drobna dawka świntuszenia wygrzebana z odzyskanego dysku zewnętrznego. Nic pasjonującego, ot, niby sztubackie wygłupy. Pikanteria pełna dziwacznej fantasmagorii nijak mającej się do codziennej nudy obojga autorów.  Współautor pan Voy i Blogerka, kiedyś znana jako Szara, przedstawili swoje chyba na dobre minione poplątanie.    Czytaj dalej Voys and my story

Szepnij choć słowo, zdradź o czym marzysz…

Nie lubię pisać w pierwszej osobie liczby pojedynczej, a czasami muszę. To irytujące. Już wolę stronę bierną lub całą masę imiesłowów i bezokoliczników. Ale czasami muszę odnieść się do jakiegoś wątku we własnym imieniu i wtedy najprostszym sposobem na wyślizganie się z przesadnie silnej dosłowności bywają dialogi. Pierwsze osoba liczby pojedynczej zostaje zachowana, ale cała reszta opisów, więc i refleksji, daje się wcisnąć pomiędzy kolejne zdania, jakby nieco zakamuflować…  Czytaj dalej Szepnij choć słowo, zdradź o czym marzysz…

Oby do przodu

Zmęczenie materiału odrobinę dokucza, ale pomysł na nową formę działania zyskuje na rozmachu. Kiedy się człowiek przez całe lata parał czymś jasno określonym i dopowiedzianym prędzej czy później poddaje się rutynie. Po co się silić na zakuwanie czegoś nowego, jeśli można po prostu sięgnąć po dobrze znane sobie narzędzie pracy, zakasać rękawy i ruszyć do wirtualnego boju z monotonną codziennością. Cała paczka dziesiątek talii kart cieszy oczy. Projekt zajęć przygotowywany przez specjalistkę od nauczania inspiruje. Wzajemne ćwiczenia łączące się ze sztuką ekspresji trwają. Jednym słowem zero nudy. Czytaj dalej Oby do przodu

Po Trzykroć

     Po_Trzykroc_5

Prolog

Otyłość. Nadwaga. Przesada. Czy aby na pewno wszystkim to dokucza i utrudnia życie? Czy rzeczywiście stanowi istotny problem? Z pozoru tak mogłoby się wydawać. Jednak nie zawsze i nie u wszystkich w tym samym stopniu męczący. Czytaj dalej Po Trzykroć

Pikantna Słodycz

Kolejny dzień, kolejne wyzwania. Prawie Szwagier, czyli OMG – nie mylić z Oh My God, bo po polsku to O Mało Co – pomógł mi rozwalić kilka niechcianych kawałków tak boazerii, jak i starych mebli. Efekt okazał się piorunujący. Po stronie OMC Szwagra – zwanego dawniej Pączkiem w maśle – to była zabawa. Co prawda w ramach kontuzji musiał zdezynfekować kilka ran na dłoniach, ale śmiechu nawet przy tym nie zabrakło. Za to po wyjściu dwójki młodych ludzi – patrz: Gabi i Szwagier – mi samej opadły ręce, nogi i głowa, plus ramiona. To trochę jakby ktoś kazał mi zacząć wszystko totalnie od nowa. Uznałam więc, że ogarnę tylko kilka niezbędnych elementów i pójdę utopić się w wannie. A potem obaczym co dalej z tym zrobim. Czytaj dalej Pikantna Słodycz

Parafraza rzeczywistości

Znajomi mają to do siebie, że przypominają sobie o nas zwykle wtedy, kiedy czegoś potrzebują. Nagle znajdują czas, żeby nas odwiedzić, żeby spytać niby mimo chodem co u nas słychać, a potem niby to „całkiem przy okazji” zasięgnąć rady, pożyczyć trochę cukru albo poprosić o pomoc przy instalacji nowego oprogramowania. W moim przypadku zwykle wszystko skupia się na wróżeniu lub interpretacji snów.

Tak było i tym razem.    Czytaj dalej Parafraza rzeczywistości

Czarowny świat bajkowej Alicji

Ostatnio sporo było o snach. O tym, jak to nasza podświadomość lubi nam podsuwać najprzeróżniejsze rozwiązania albo opisywać czyjeś intencje kierowane ku nam, czy też przedstawiać otaczające nas realia, np. pokazywać nam, czego ktoś od nas chciał lub chce, albo co blokuje nasze własne życiowe poczynania. To dobra metoda na życie. Jest bowiem wiele pytań, które można zadać przed zaśnięciem. Sen to bardzo tajemniczy, niemal magiczny świat Alicji, po którym wędrując sporo możemy dowiedzieć się sami o sobie i o innych.  Czytaj dalej Czarowny świat bajkowej Alicji

Autobiografia nadal trwa

Istnieje taka teoria, która mówi o artystycznej naturze. Ci, których spojrzenie na świat odbiega od przyjętych standardów, po prostu muszą być utalentowani. W przeciwnym razie ich przebarwiony wgląd w codzienność stawałby się już tylko czystym szaleństwem, niczym innym.

Ponoć tak właśnie dawniej postrzegano wielu sławnych. Pewnego Holendra, który obciął sobie ucho. I ponoć równie nieudolnie próbował swego czasu czmychnąć z tego wymiaru. Jak i samego sławnego geniusza wynalazków, które nabrały sensu setki lat po śmierci autora. By w XXI wieku owego wynalazcę nawet sławny Terry Pratchett nie omieszkał powołać do życia literackiego w swoich historiach. On i oczywiście inni mu podobni. Czyniąc owego Vinciego jeszcze ciekawiej niezapomnianym.  Czytaj dalej Autobiografia nadal trwa

Autobiografii ciąg dalszy

Za grzechy przeróżnie się płaci i to sporawe kwoty. Co prawda czasami konsekwencję stanowią zaledwie ploteczki. Innym razem przegrana na giełdzie. Zdarza się też minutowe show w mediach albo na You Tube’ie. Choć to drugie chyba gorsze, bo ostro pamiątkowe. Wiele wejść, wiele wstydu.

Wszystko jednak zależy od rodzaju popełnionych przewinień. Jeśli to kradzież lub morderstwo, to chociaż łatwo wychwycić skutki czynu i wydać należny wyrok. Kara bywa ciężka, ale należna winnemu.  Czytaj dalej Autobiografii ciąg dalszy

Moje własne Ja vs Iskiereczka

Ja się chyba zwyczajnie boję. Bo w “moim” świecie straight, kiedy się inicjuje zabawę we dwoje, to nie z myślą zerwania za tydzień lub jedynie zaliczania nic nieznaczących przytulanek. Bo to byłby romans, a nie związek na poważnie. Zaś na wczorajszym spotkaniu było właściwie mówione tylko o parach homo. Które to “pary” pod kątem łóżka sztucznie dorabiają sobie ew. wspólne zainteresowania, choć nie to wspomniane osoby przyciągnęło do siebie.

Dodatkowo jeszcze wstyd oraz ściema wobec świata utrudnia życie opisywanych dwóch panów lub pań. Dlatego się wściekłam, bo w mojej głowie odruchowo to działa inaczej. I nagle do mnie dotarło, dlaczego Tej kobiety reakcje w wakacje tak bardzo mnie wkurzały. W kartach wiecznie szło o bardzo intensywnym, ale romansie – z jej punktu wdziania oczywistym. Dla mnie takie “coś” stanowi kompletnie, co innego.  Czytaj dalej Moje własne Ja vs Iskiereczka

O Annie – czyli Voy vs ja

To nie był udany dzień. Chmury szczelnie okrywały niebo. Mimo białego puchu za oknem i tak panował przygnębiający półmrok. Co z tego, że był już koniec lutego, zima ani przez chwilę nie rozluźniała swojego uścisku. A to działało Annie mocno na nerwy. Nigdy nie lubiła tej pory roku. Zima źle jej się kojarzyła. Z czymś w rodzaju spowolnienia, czy też po prostu zamrożenia.  Czytaj dalej O Annie – czyli Voy vs ja

Wyspiarze – czyli opowieść Voya vs moje wstawki

 

Czy płakanie miałoby sens, gdyby było wyzbyte powodu? Czasami zastanawiam się nad tym. No bo, po co płyną łzy, jeśli w głowie trwa pustka? Jeśli nic strasznego nie działo się i nadal się nie objawia.

Podobno oświecenie ma to do siebie, że stanowi zgodność z wszelkimi przejawami rzeczywistości wszelakiej i niekończący się uśmiech, często nie tylko wewnętrzny. Mawiają też, że prawdziwy Budda to ten, który nie tylko unika chwalenia się oświeceniem, ale też nadprzyrodzonymi walorami. Jeśli to prawda, warto być czujnym z kim los krzyżuje nasze ścieżki. Nigdy nie wiadomo, czy mędrzec wyciągający ku nam rękę, aby na pewno jest stąd…  Czytaj dalej Wyspiarze – czyli opowieść Voya vs moje wstawki

Wasiliew

Opowiadanie, które wyszło spod pióra Voya:

*

Wasiliew Woronin Aleksiejewicz zacisnął mocniej dłoń na niedźwiedzim futrze, którym towarzystwo, z którym dzielił sanie na królewskim kuligu, okryło sie przed mrozem. Z naprzeciwka jechał, bowiem na koniu bielszym niż nieskazitelna biel śniegowych czap on – widziany wczoraj przelotnie na balu u baronessy Nadjeżdy Romanownej potężny nieznajomy.  Czytaj dalej Wasiliew

Poprzez rzekę

To nie jego wina, nie mógł wiedzieć, że alkohol z proszkami nie może tańczyć w parze. Chciał pewnie poprawić nam obojgu nastrój, nie miał pojęcia, że tej doby przyjmowałam jakieś medykamenty. Zresztą nikt inny, tylko ja spokojnym głosem spiskowca przypomniałam, że w lodówce stoi butelka Cambras’a, a on zapalił się do tego pomysłu.

W ciszy śpiącego domu z namaszczeniem rozlewał czerwone wino do kieliszków. Nie mogłam tego widzieć, ale potrafiłam sobie wyobrazić. Zażywając gorącej kąpieli zastanawiałam się czy dobrze robię. Czułam jak niewiele czuję, robiło się coraz przyjemniej, coraz bardziej wszystko jedno i nijak. No i ten śpiew… melodia napływające nie wiadomo skąd. Zupełnie jak syrenie nawoływania z drugiego brzegu.  Czytaj dalej Poprzez rzekę