Archiwum kategorii: miniatura

Lodziarnia

– Jak myślisz, kto robi wodę z tego mózgu?

– Chyba kto komu robi pranie mózgu…

– No właśnie. Kto resetuje właśnie te komórki mózgowe?

– Neurony?

– Elektrony. Plutony. Tetrisy. Co za różnica jak to nazwiesz? Po prostu mózg. Kto zarządza i manipuluje tym wszystkim… kto nieustannie mówi o różnicach pokoleniowych? Kto stara się zabarykadować ten teren i otoczyć go szczelną osłoną, żeby sztuczny zdrowy rozsądek wciąż funkcjonował zgodnie z fikcyjnymi zasadami przyzwoitości?

– A jakie ma to znaczenie kto? Ktoś. Nazwij go Strachem przed…

– Wiem.

– Strachem przed dojrzałością…

– Wiem.

– Przerażeniem na myśl o…

– Wiem.

– Utratą kontroli…

– Wiem. Zatraceniem się w…

– Owszem. A nawet więcej. To coś ma jeszcze inną nazwę…

– Uczucie. Więź… Miłość.

– Przestań więc pytać. Zacznij działać. Zrób porządek w tym burdelu.

– Domu uciech?

– Nie! W tym mózgu.

Nowa Tradycja

– Kiedy ujawnisz, kto w twoim kryminale zabił?

– Nigdy…

– Dlaczego?

– Po co? Kogo szukałam, tego znalazłam. Przed kim niczym piskorz nie uciekam, bo już nie muszę.

– Księżyc rośnie…

– Owszem. Nów już dobiegł końca…

– Złożysz życzenia swojemu tacie?

– Pytasz, czy zapalę na jego grobie świeczkę, skoro urodził się pierwszego października?

– Tak. Czy planujesz…

– A jak ci się wydaje?

– Rozumiem. To przecież jego dziewięćdziesiąte szóste urodziny…

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Sztuka konsumpcyjna

Poczuć życzliwy uśmiech płynący z oddali. Mieć wrażenie, że pod naporem przychylnej energii wszystko wokół niemal pulsuje. Wiedzieć, że ktoś o nas myśli. Zdawać sobie sprawę z tego, że znajome oczy cieszą się zerkając na nasze fotografie. Z ulgą budzić się rano i z podobnym uczuciem wieczorem przykładać głowę do poduszki.

Mieć świadomość obcej zazdrości… chęci zdławienia naszego uśmiechu… sprawienia, by każde z naszych marzeń okazało się zaledwie mrzonką…    Czytaj dalej Sztuka konsumpcyjna

Mój skarbie…

Świat jest pełen świrów. Nie istnieje coś takiego jak normalni ludzie. Każdy widzi tylko to, co chce zobaczyć i słyszy tyle, ile jest w stanie zarejestrować. Człowiek składa się z całej masy ograniczeń i zakazów. Jesteśmy, jacy jesteśmy. Tyle i aż.

Stare wspomnienia dopadają. Coraz częściej ta sama twarz się śni, te same słowa dudnią w uszach. Miękki głos. Bardzo kobiecy szept. Cudownie zakłamana miękkość osłaniająca boleśnie toksyczny egocentryzm. – Jeśli pójdziesz na ten wernisaż, pogniewam się na ciebie! – bez określonego powodu pierwsze ostrzeżenie wraca na myśl. – Jeśli przeniesiesz sprawy służbowe na poziom prywatny, nie będę cię już chciała znać! Szefowa ma pozostać tylko pracodawczynią. Nie godzi się łączyć spraw prywatnych ze służbowymi. – Kolejne wspomnienie dopada. – Ona przecież chce cię okraść. Szuka sposobu, żeby cię omotać. Masz tylko to mieszkanie. Uważaj z kim się zadajesz.    Czytaj dalej Mój skarbie…

Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Epistolografia. Lubię to słowo. Wiele dla mnie znaczy. Stanowi część mojego wewnętrznego świata. Bez końca prowadzę na swój sposób jednostronny dialog. Ponieważ interlokutora nie widać, lubię sobie wyobrażać, że jest on po prostu czytelnikiem moich listów. Może dlatego z dużą łatwością przychodzi mi tworzenie monodramów. Monolog wewnętrzny, czyli słowotok jedynie imitujący dialog. Za każdym razem, kiedy chcę coś wyrazić, wypowiedzieć własne emocje, główne przesłanie ubieram w cudze fatałaszki i szmatki. Określone zjawisko przyodziewam w spodnie lub sukienkę, czepek, perukę lub kapelusz.  Czytaj dalej Ziemniaki ze zsiadłym mlekiem

Ogarnij się

Zastanowienie nie daje spokoju. Co i raz te same obrazy dokuczają. Wiecznie to nie inne podwórko. Bardzo stare, bo przedwojenne. Cukiernia tuż za rogiem, zaraz obok bramy. Goła cegła. Żydowskie korzenie. Dawne widoki. Coś, czego już nie ma, ale kiedyś tam funkcjonowało… Myśl o tym, że starych ławek się miasto wyzbyło, nieco dokucza. Rozkopali wzniesienie. Wywieźli całe masy ziemi, a wraz z nią odległe wspomnienia, które lata temu się w te hałdy wgryzły.  Czytaj dalej Ogarnij się

Krzyk kontra monolityczność

– I jak tam, historia wciąż kołem się toczy? – uśmiechnął się po swojemu, jakby połową ust.

– Właśnie odkrywam, że tak naprawdę pisaną teraz opowieść powołałam do życia niemal całe wieki wcześniej, ale dopiero teraz wiem, w jakie słowa chciałabym ubrać własne myśli i rozterki. Gawiedź mnie inspiruje – ona uśmiechnęła się w podobny sposób.

– Gawiedź? – wydał się zdziwiony.  Czytaj dalej Krzyk kontra monolityczność

Gra wstępna

– Pozbierałam to wszystko do kupy – uśmiechnęła się.

On kiwnął głową. – I jak ci poszło? – spytał wyrażając zaciekawienie.

– Zdziwiłam się, że aż tak łatwo udało mi się każdy z wątków poskładać do kupy – wciąż się uśmiechała. – Nawet tytuł już mam.

– To będzie serial, czy tylko jedna opowieść?  Czytaj dalej Gra wstępna

Amore Pomidore

Zakłopotanie, onieśmielenie, zażenowanie, zmieszanie, skrępowanie, zawstydzenie, wstyd, skonfundowanie, trema, konsternacja, wycofanie, zahamowanie, zamilknięcie, zastanowienie.

Seria synonimów w przybliżeniu sprawnie definiujących uczucia autorki coraz silniej pobudzających jej chęć do usprawiedliwienia się. Jedno wielkie „przyłapana na gorącym uczynku” z dnia na dzień mocniej dokucza.

„Tak, zgrzeszyłam” – ciśnie się na usta. – „Swoją publiczność zaraz przeproszę. Potrafię. A jak tam Ty? Nauczyłaś się, czy nadal tylko uczysz innych? Korepetycje serwowane Ci przez grafomankę pomogły? Nauka nie poszła w las? Uroczo poetyckie pardonne moi, vergib mir, forgive me, прости меня, perdonami, прощати za własny błąd nie tylko merytoryczny stało się wreszcie możliwe? Gotowość do podjęcia dialogu zaistniała, czy też dziecinne zaledwie czytanie cudzego słowotoku wciąż króluje na ściśle określonym polu walki? Powiedz…”.

Czytaj dalej Amore Pomidore

Pytajnikowy sztorm

Morfeusz nie odpuszcza. Jak już sobie kogoś upatrzy, to łatwo nie daje za wygraną. Ze złośliwym uporem maniaka wciąż tymi samymi skojarzeniami kąsa serce, przypomina o pradawnych postanowieniach ucieczki przed tracącymi na znaczeniu obrazami. Cudzy uśmiech koniec końców wraca jednak na swoje miejsce. 

Matrix wciąż rządzi się tymi samymi prawami. Główny programista swoje wie, więc białego królika lub czarnego kota śle, by zanieśli śniącej kolejne ostrzeżenie. By inaczej, innymi słowami, ale wciąż to samo zasugerowali…    Czytaj dalej Pytajnikowy sztorm

Epistoła

Siedzieli na trawie. Oboje lubili właśnie to miejsce w parku, te nie inne drzewo. Ona – zmęczona życiem czterdziecha, stara Raszpla – i on – wiecznie tak samo przystojny, choć już nie młody, pan wielkolud. Człowiek czynu. Pan Jan we własnej osobie.

– Kryzys twórczy daje mi się we znaki – urocza Raszpla mruknęła zmęczonym tonem, kiedy jej najlepszy przyjaciel właśnie rozkładał się na trawie. Wyciągnął długie nogi i obracając się na bok, by móc patrzeć w stronę swojej ulubionej przyjaciółki, rzucił w jej stronę uśmiech. – Mam oczywiście całą masę starych zapisków. Redaguję je. Przygotowuję do puszczenia w obieg i to mimo niezmiennego braku pewności co do sensu własnych działań.  Czytaj dalej Epistoła

Sentymentalny liryk

Wiatr szarpie gałęziami drzew. Wszystko wokół szumi. Słońce świeci. Jego blask poprawia nastrój. A mimo to chłód wciąż dokucza. Forsycje dodają światu piękna, sycą wzrok feerią cudownie ciepłych żółcieni. Jednak w sercu coraz silniej daje się we znaki dziwaczna tęsknota. Czas rocznic nieustannie dokucza. Wspomnienia dźgają ostrymi szpilkami prosto w serce.  Czytaj dalej Sentymentalny liryk

Voys and my story

Starocie w nowej wersji właśnie zawisły pod określoną datą. Drobna dawka świntuszenia wygrzebana z odzyskanego dysku zewnętrznego. Nic pasjonującego, ot, niby sztubackie wygłupy. Pikanteria pełna dziwacznej fantasmagorii nijak mającej się do codziennej nudy obojga autorów.  Współautor pan Voy i Blogerka, kiedyś znana jako Szara, przedstawili swoje chyba na dobre minione poplątanie.    Czytaj dalej Voys and my story

Wprawka prawie literacka

Zwykłe spotkanie. Dwie kuzynki siedzą i plotkują. Rodzinny standard. Jest trochę o pracy jednej i urlopie tej drugiej. Wiele słów pada na temat ludzi. Pojawia się odrobina ploteczek z wielkiego świata. Wszystko hojnie okraszone soczystą polewą skrajnych emocji. Banalne jedno wielkie: Żyć nie umierać. Jednak kiedy najsilniejsze zrywy uczuć już wietrzeją, kiedy atmosfera nieco łagodnieje, odnośniki i sugestie zaczynają zmieniać swoją kolorystykę. Czytaj dalej Wprawka prawie literacka