Archiwum kategorii: lęk

Szarada

Zmęczenie dokucza. Sny też dają do wiwatu. Głównie Cate Blanchett i Tilda Swinton wcielają się w główne role. Tą samą postać inscenizują. Obie niczym wyuczony na pamięć wiersz ciągle klepią te same kwestie. Cate jako filmowa Carol od niechcenia rzuca banalną frazę – wciąż zapominam wykasować to zdjęcie, ale uczynię to, jeśli nie przestaniesz mnie zaczepiać, niechybnie zrobię to. – Tilda dla odmiany zaprasza do samochodu, żeby ruszyć w podróż w kierunku praskiej cerkwi i dalej Inżynierską w stronę nie tylko Stalowej. – Muszę ci o czymś powiedzieć – szepcze w wyrazie zakłopotania – do czegoś ci się przyznać.  Czytaj dalej Szarada

Zalać robala

Przyłapałam samą siebie na niechęci do dalszego przeglądania starych zapisów. A jednocześnie czytając je dookreśliłam schemat, jaki chciałabym przyjąć przy tworzeniu prawdziwej prozy, czegoś zgoła różnego od blogowych wprawek, uromantycznionych liryków. Nadal poetyka i pewna żartobliwość składać się będą na mój styl pisania, ale już dużo większa dosłowność zajmie miejsce zaledwie sugestii dotyczących wielu osób. Na scenę wejdzie realny żal i szereg rozczarowań ubranych w nieco mniej barokowe złocenia, niż to miało miejsce dotychczas. Raczej secesja wolno sunąca w stronę modernizmu zacznie dominować, choć oczywiście odległa od pełnej nowoczesności, by i tak na koniec przybrać kształt futuryzmu, czy nawet fantasmagorii.  Czytaj dalej Zalać robala

Oglądając się przez ramię

Kolejna dawka starych tekstów odhaczona. Głównie lata 2004-2006. Najgorszym czasem wydaje się 2006 rok, a właściwie jego druga połowa. Horror po operacji, jakiej został poddany mój mózg, wydaje się więcej niż zaledwie przygnębiający. Jasnym się również staje, dlaczego małżeństwo państwa Jesterostwa nie było w stanie przetrwać próby czasu. To nie kryzys wieku średniego zawinił, ale przykry, bo banalny standard dopadł oboje współmałżonków. Kontekst nieco podobny do schematu dwojga ludzi, których jedyne dziecko w przykry i bardzo bolesny sposób umiera. Oboje – mąż i żona – dręczeni bólem nieodwracalnej straty mimo woli, bo podświadomie, obwiniają się wzajemnie za cierpienie psychiczne, jakiemu zostali poddani.  Czytaj dalej Oglądając się przez ramię

Miłość

Cytat z książki Chögyam Trungpa – „Mit wolności a droga medytacji”

%

Istnieje ogrom energii w żaden sposób niescentralizowanej, nie należącej do ego. To właśnie ona jest nieześrodkowanym tańcem zjawisk, w którym wszechświat sam siebie przenika i ze sobą się kocha. Energia ta ma dwie cechy: jest ciepła niczym ogień i układa się w pewien wzór, tak jak i w ogniu prócz iskry zawiera się powietrze, nadające iskrze kierunek. Trwa w nieustannym ruchu – obojętne, czy widzi się ją przez mętny filtr „ja”, czy wprost. Jest niezniszczalna, jej strumienia nie da się przerwać. Przypomina wiecznie pałające słońce. Pochłania wszystko, nie zostawiając miejsca na wątpliwości ani manipulację.  Czytaj dalej Miłość

Kablara

Wstrzymywać własne działanie. Czekać na odpowiedni moment. Niczym przyczajona brygada specjalna obserwować rozwój wypadków. Zerkać z ukosa nie angażując się do wojennej gry innych uczestników zdarzenia. Dobry znajomy takie coś zwykle nazywa wciskaniem kija w mrowisko. Ten sam znajomy również powiedział kiedyś, że mój talent potrafi ludzi irytować lub przerażać. Chyba miał rację.  Czytaj dalej Kablara

Daj mi powód

Powrót do przeszłości. Reminiscencje pełne przykrych skojarzeń. Uczucie bycia stawianą pod ścianą. Cała masa tak naprawdę fikcyjnych znaków zapytania. Swoista tęsknota  za zgrabną Nowością nagle przyblokowana przez monotonną Przeszłość.

Zagwozdka. Tak mój kumpel lubił nazywać powątpiewanie, niepewność opartą na czymś z pozoru przypominającym pytanie retoryczne. Teza i następujący po niej dowód czyniący dane twierdzenie ostateczną zasadą. Kilka powtórzeń tego samego refrenu, poddanie się tym samym sentymentom, staje się nawykiem, czy nawet narkotykiem, bez którego nie można się już obyć. Uciążliwa słabość. Chęć prowokowania wiecznie tych samych czynników zewnętrznych by podjęły działanie. Odrobinę fikcyjnie rzucona rękawica bez ostrzeżenia podniesiona przez oponentkę.    Czytaj dalej Daj mi powód

Śmiała nieśmiałość

Skrzywienie zawodowe wszystkim lubi dokuczać. Lekarze mają swoje, mechanicy samochodowi własne odruchy. Jedni mimo woli analizują wygląd skóry i dźwięk oddechu osoby, z którą przychodzi im załatwiać jakieś sprawy. A mechanicy słysząc rzężenie silnika w samochodzie kumpla od razu stawiają diagnozę, że na złom z tym szmelcem, bo nie warto go już naprawiać. W moim przypadku taką chorobę stanowi analiza cudzych zachowań. Zaczęło się od pracy nad zrozumieniem, czym jest autyzm własnego syna, a skończyło na pokonywaniu własnych ograniczeń na poziomie percepcji wynikających z operacji mózgu, której zostałam poddana.    Czytaj dalej Śmiała nieśmiałość

Podsumowanie

Krótko i na temat. Zabawnie zwięzłe i bardzo konkretne pytanie:

– Co dokładnie postrzega pani za przejaw odwagi?

– W moim pojęciu wstęp do nauki heroizmu stanowi umiejętność przyznawania się do własnych słabości. Tym od lat zajmuję się zawodowo. Oczywiście posługuję się nietypowymi metodami, ale co do których skuteczności przez lata zyskałam blisko stuprocentową pewność.

Moje działania przypominają proces wpuszczania światła do ciemnego pokoju. Mają na celu uchylanie drzwi lub okiennic blokujących dostęp wspomnianego światła, czyli osoby poddawane tego rodzaju terapii zachęcam do pracy nad przyjmowaną przez nich formą wyrazu lub ekspresji  jako takiej.    Czytaj dalej Podsumowanie

Kim jesteś?

Zmęczenie materiału, tak temu czemuś na imię, dziwacznemu uczuciu senności, ciągłemu odjeżdżaniu myślami w nieznane. Słaba kondycja przemieszana z osłabieniem emocjonalnym. Chwila odsapki kiedy wciąż nierozpoznana stacja nadawcza cichnie, kiedy eter zamiera, bo fale już nie płyną. Nie zmienia to jednak faktu, że jakiś cichy głosik wewnątrz głowy nieustannie powtarza ten sam refren – stara, to długo nie potrwa, naciesz się świętym spokojem, póki możesz, bo z dnia na dzień pioruny kuliste rzucane prosto w twój splot słoneczny znowu popłyną – więc siada się na własnej kanapie i czeka na niekoniecznie chciany ciąg dalszy.     Czytaj dalej Kim jesteś?

Uprzejmie donoszę

– Mówiłaś, że zdarzy się coś przykrego, jakiś dziwaczny zwrot akcji. Pamiętasz?

– Może. Nie wiem. Opisz. Zdarzyło się coś?

– Boję się, że tak. Zdaje się, że babcia Marianna… Ona znowu mi się przyśniła. Jak zawsze na nowy rok zadałam pytanie, co przyniesie najbliższy czas. Zobaczyłam trzy sceny…     Czytaj dalej Uprzejmie donoszę

Oni kochają inaczej

Wszystko wokół nieustannie otula półmrok, a mimo to w głowie ptaszki ćwierkają. Niepoprawne optymistki już tak mają, że wszystko biorą za dobrą monetę. Nawet kiedy inni marszczą czoło chcąc tym samym zamanifestować własną złość lub nawet wstęp do nienawiści podszytej pogardą, nawiedzone buddystki starają się ich zachowanie zinterpretować jako zaledwie emocjonalne zagubienie oraz lęk przed ujawnieniem własnych (w Rosji karalnych) upodobań. Naiwnie przyjmuje się założenie, że jeśli ktoś staje się właśnie świadomy istnienia niewygodnych pytań, które świat może coraz częściej zacząć mu zadawać, podejmie ów ktoś pracę nad przyjętą formą własnej ekspresji, np. zacznie się inaczej ubierać i zachowywać.    Czytaj dalej Oni kochają inaczej

Nowa wibracja

Cała masa materiałów do przepracowania czeka gdzieś tam zawieszona na cudzej stronie internetowej, ale leń patentowany co i raz staje na drodze machając rękami w wyrazie zakazu. – Masz urlop, to się nim ciesz. – Złośliwy głosik odbiera rozum. A to więc wyjeżdża się do przyjaciółki, a to idzie na spacer lub do kuzynki na kawę. Wszystko dobre, żeby tylko czasem się nie zmęczyć pracą intelektualną. WordPress, HTML, Photoshop i temu podobne muszą więc poczekać.    Czytaj dalej Nowa wibracja

Matrix czyli kod źródłowy

Smutki i smuteczki. Lici zadzwoniła. Opowiedziała o własnych wynikach badań, o chemii, o samopoczuciu, o mężu i dzieciach, czyli o wszystkim co wielu trapi, co chcieliby uczynić łatwiejszym. Słuchałam. Opowiadałam i odpowiadałam. Próbowałam przywołać z pamięci stare – tak naprawdę już nieistotne – przepowiednie i podnieść Licieńkę na duchu. Nie do końca mi się udało.    Czytaj dalej Matrix czyli kod źródłowy

Fortuna czy fatum?

Pod wpływem dziwacznego impulsu nieco bezmyślnie sięgnęłam dziś po książkę Mustafy Jussufa Mustafy „Pamiętnik Jasnowidza”, czyli własną lekturę podstawową z dawnych lat. Otworzyłam na byle jakiej stronie i tak po prostu zaczęłam czytać. Już po kilku słowach, czyli w pierwszym akapicie, padło magiczne zdanie, które wyjaśniło sens moich działań.    Czytaj dalej Fortuna czy fatum?