Archiwum kategorii: koszmar

Zalać robala

Przyłapałam samą siebie na niechęci do dalszego przeglądania starych zapisów. A jednocześnie czytając je dookreśliłam schemat, jaki chciałabym przyjąć przy tworzeniu prawdziwej prozy, czegoś zgoła różnego od blogowych wprawek, uromantycznionych liryków. Nadal poetyka i pewna żartobliwość składać się będą na mój styl pisania, ale już dużo większa dosłowność zajmie miejsce zaledwie sugestii dotyczących wielu osób. Na scenę wejdzie realny żal i szereg rozczarowań ubranych w nieco mniej barokowe złocenia, niż to miało miejsce dotychczas. Raczej secesja wolno sunąca w stronę modernizmu zacznie dominować, choć oczywiście odległa od pełnej nowoczesności, by i tak na koniec przybrać kształt futuryzmu, czy nawet fantasmagorii.  Czytaj dalej Zalać robala

Oglądając się przez ramię

Kolejna dawka starych tekstów odhaczona. Głównie lata 2004-2006. Najgorszym czasem wydaje się 2006 rok, a właściwie jego druga połowa. Horror po operacji, jakiej został poddany mój mózg, wydaje się więcej niż zaledwie przygnębiający. Jasnym się również staje, dlaczego małżeństwo państwa Jesterostwa nie było w stanie przetrwać próby czasu. To nie kryzys wieku średniego zawinił, ale przykry, bo banalny standard dopadł oboje współmałżonków. Kontekst nieco podobny do schematu dwojga ludzi, których jedyne dziecko w przykry i bardzo bolesny sposób umiera. Oboje – mąż i żona – dręczeni bólem nieodwracalnej straty mimo woli, bo podświadomie, obwiniają się wzajemnie za cierpienie psychiczne, jakiemu zostali poddani.  Czytaj dalej Oglądając się przez ramię

Miłość

Cytat z książki Chögyam Trungpa – „Mit wolności a droga medytacji”

%

Istnieje ogrom energii w żaden sposób niescentralizowanej, nie należącej do ego. To właśnie ona jest nieześrodkowanym tańcem zjawisk, w którym wszechświat sam siebie przenika i ze sobą się kocha. Energia ta ma dwie cechy: jest ciepła niczym ogień i układa się w pewien wzór, tak jak i w ogniu prócz iskry zawiera się powietrze, nadające iskrze kierunek. Trwa w nieustannym ruchu – obojętne, czy widzi się ją przez mętny filtr „ja”, czy wprost. Jest niezniszczalna, jej strumienia nie da się przerwać. Przypomina wiecznie pałające słońce. Pochłania wszystko, nie zostawiając miejsca na wątpliwości ani manipulację.  Czytaj dalej Miłość

Naiwniaczka

Nie od razu staje się jasnym czyja złość przez całe dwa dni dokuczała. Na koniec jednak banalne dzień dobry wystarczy, by doświadczyć objawienia. Zgodnie z opisanym snem to cudzy brak rozwagi i chęć dokuczenia nawiedzonej blogerce niczym burzowe chmury coraz silniej kłębił się ponad jej głową.  Czytaj dalej Naiwniaczka

Podsumowanie

Krótko i na temat. Zabawnie zwięzłe i bardzo konkretne pytanie:

– Co dokładnie postrzega pani za przejaw odwagi?

– W moim pojęciu wstęp do nauki heroizmu stanowi umiejętność przyznawania się do własnych słabości. Tym od lat zajmuję się zawodowo. Oczywiście posługuję się nietypowymi metodami, ale co do których skuteczności przez lata zyskałam blisko stuprocentową pewność.

Moje działania przypominają proces wpuszczania światła do ciemnego pokoju. Mają na celu uchylanie drzwi lub okiennic blokujących dostęp wspomnianego światła, czyli osoby poddawane tego rodzaju terapii zachęcam do pracy nad przyjmowaną przez nich formą wyrazu lub ekspresji  jako takiej.    Czytaj dalej Podsumowanie

Uprzejmie donoszę

– Mówiłaś, że zdarzy się coś przykrego, jakiś dziwaczny zwrot akcji. Pamiętasz?

– Może. Nie wiem. Opisz. Zdarzyło się coś?

– Boję się, że tak. Zdaje się, że babcia Marianna… Ona znowu mi się przyśniła. Jak zawsze na nowy rok zadałam pytanie, co przyniesie najbliższy czas. Zobaczyłam trzy sceny…     Czytaj dalej Uprzejmie donoszę

Zniechęcenie

To dziwne uczucie obudzić się o piątej rano z poczuciem, jakby się przespało naście godzin, kiedy tak naprawdę było ich zaledwie cztery, może pięć. Bez końca czuć zmęczenie i dziwaczny, jakby nieco cudzy, smutek. Zatracić chęć powoływania do życia jakichkolwiek opowieści, w ogóle otwierania buzi. Od dobrych kilku dni czuć ten sam ucisk w gardle i na wysokości mostka. Nie być w stanie odgonić od siebie wrażenia przytłaczającej nijakości, jakby nieco cudzego żalu i trudnego do nazwania lęku przed stratą. Spoglądać przez okno na krople wody niczym łzy sączące się z nieba i zastanawiać się nad powodem własnego przygnębienia. O co w tym wszystkim chodzi?   Czytaj dalej Zniechęcenie

Gdzie raki zimują

Chaos myśli – coś okropnego. Głowa paruje. Żołądek pobolewa. Cała masa przeróżnych tematów i kontekstów nie daje spokoju. Nawał spraw. A na tle tego wszystkiego rozdzierający serce smutek. Ból niemożliwy do uśmierzenia. Świadomość minusów własnego fachu. Brak zdolności wyłączenia stacji odbiorczej przerażająco dobrze funkcjonującej, dziwny szum w głowie i ból serca.    Czytaj dalej Gdzie raki zimują

Wizyta z zaświatów

Zakręcona – chyba była taka piosenka, którą bodaj Reni Jusis całe wieki temu wyśpiewała. Właśnie tym słowem bardzo często w potocznym języku opisywane jest tonięcie w całym oceanie emocji. Takie tam mrówki w brzuchu i motylki całymi chmarami latające wokół głowy. Uśmiechanie się do obcych ludzi niczym debil do sera. Aż tu nagle, czyli na koniec, owa zakręcona osoba obudzi się rano i czuje się zmuszona powiedzieć samej sobie: – Dość(!), muszę coś jeszcze załatwić i dopiero wtedy wrócę do ćwierkania niczym zakręcony wróbelek lub inny gołąbek i wycinania góralskich hołubców Bóg wie po co.   Czytaj dalej Wizyta z zaświatów

Wykończona

Źródło: Facebook

Dzień wolny od pracy. Człowiek budzi się po przeszło dziesięciu godzinach snu i nadal czuje zmęczenie. Podobno zbyt długie trwanie w uśpieniu szkodzi, a nie pomaga. Zamiast być, a wypoczętym po przebudzeniu ma się wrażenie, że zarwało się kolejną noc. Optymalna i wskazana ilość godzin snu na dobę to pięć. Dokładnie. Nie osiem. Nie siedem ani sześć, ale pięć. I chyba pan Dobra Rada w tej kwestii się nie myli.   Czytaj dalej Wykończona

Umieranie

Czasami nie do końca wiadomo co jest bardziej makabryczne – zapowiedź faktu czy sam fakt. Tak bywa ze snami. Budzimy się wciąż pamiętając obrazy, które chwilę wcześniej stanowiły naszą niemal rzeczywistą wędrówkę po krainie Morfeusza. Nie od razu uświadamiamy sobie, że to była zaledwie iluzja, swego rodzaju film wyświetlony na naszym wewnętrznym ekranie kinowym. Jednak z chwili na chwilę pan Świadomość zaczyna przejmować kontrolę nad naszym tu i teraz. Jak również włącza się automat zwany odruchową analizą.  Czytaj dalej Umieranie

A pamiętasz?

Tonąć w rwącym potoku niepohamowanej złości. Czuć jak gniew narasta i nie móc sobie z tym poradzić. Wyć z bólu wywołanego zaciśniętymi szczękami i rękami w pięści. A jednocześnie doświadczać coraz głębszego uwolnienia od skrywanych gdzieś głęboko koszmarów odległej przeszłości. Mieć ochotę wyć i równoważnie jak zawsze nie być w stanie wykrztusić z siebie nawet jednego słowa.  Czytaj dalej A pamiętasz?

To już jest koniec

Poirytowanie. Napad niechcianej złości. Raniące słowa przesączone dziwacznym jadem. Nieopanowana wściekłość. Chyba tak w nieco przejaskrawiony sposób można byłoby opisać własne rozczarowanie i chęć przerwania czegoś od dawna już niechcianego. Coś w rodzaju zerwania z nałogiem pod wpływem bardzo silnego impulsu, czynnika generującego całe domino przyszłych zdarzeń. Czytaj dalej To już jest koniec

Wspomnienie wyblakłych snów

Zaskoczenie nie zawsze cieszy. Stare zapiski przywołujące niechciane wspomnienia dziwacznych rozterek i powątpiewania we własne zdrowe zmysły przywołują uczucie starego żalu. Każde kolejne zdanie pełne wyblakłych emocji przywołuje echo minionych nadziei i oczekiwań. Gorycz rozczarowania z czasem przekutego w tytaniczną zbroję chroniącą przed kolejnymi ciosami serwowanymi przez codzienność. A wszystko tylko po to, żeby ostatecznie po latach dowiedzieć się, że po prostu żyło się we własnym wirtualnym świecie pełnym obrazów zdarzeń mających się dopiero wydarzyć za kilka lat. Czytaj dalej Wspomnienie wyblakłych snów

Natrętna Migrena

Diabli nadali taki talent. W jednej chwili człowiek robi coś mało istotnego, piecze ciastka albo pizzę, w drugiej niemal traci przytomność od napadu dziwacznego „odlotu”. Szczęście, że nie dokucza żaden ucisk w klatce piersiowej. Super, że to tylko zawroty głowy i obrazy przypływające znikąd. Skoro już się wie, że to zaledwie stan około napadowy, strach się już nie pojawia, ani jakieś durne znaki zapytania. Po prostu siada się na kuchennym taborecie, żeby przeczekać cudzą ekscytację. Kiedy staje się jasne, że tym razem łatwo nie będzie, że ten „zawrót głowy” to bardzo uparty przekaz zewnętrzny, na wszelki wypadek wyłącza się prąd w kuchence, idzie się do pokoju, zalega na kanapie i pozwala, żeby te wszystkie cholerne obrazy sobie popłynęły donikąd dryfując po wirtualnym niebie, żeby cudze reminiscencje czy inne skojarzenia wróciły nareszcie na swoje miejsce, czyli odeszły do lamusa. Czytaj dalej Natrętna Migrena