Archiwum kategorii: filozofia

Amazońskie Szczury Calhouna

Analiza. Biznes plan. Burza mózgów. Ciągłe działanie. Dwie rzeczywistości. Podział na życie zawodowe i prywatne, z dodaną na marginesie pracą zarobkową. Pomnażanie kontaktu z ludźmi. Nauka wchodzenia w zdrowy dialog. Otwartość. Tworzenie jasno zaznaczonych granic, umiejętne chronienie własnej intymności. Nie uzewnętrznianie uczuć i słabości na poziomie życia społecznego. Studiowanie własnej głębi i dzielenie się wnioskami z innymi. Zabawa formą. Inspirowanie widzów i czytelników, by skupili się na własnych odruchach, głębi potrzeb i tęsknoty, aby konsekwentnie odkrywali samych siebie na nowo.   Czytaj dalej Amazońskie Szczury Calhouna

Razy kilka… Wilka

Siada się przed komputerem. A właściwie nie przed, ale z komputerem w ręku, bo laptop spoczywa na kolanach, a myszka przestaje być niezbędna. Tak czy siak gapi się człowiek na literki mrugające na ekranie i zastanawia o czym mógłby, czy nawet powinien napisać. Myśli się kłębią. Kolejne litery pod pozorem obrazów eksplodują w głowie, a mimo to kartka wirtualnego papieru pozostaje pusta.

Czytaj dalej Razy kilka… Wilka

Choróbsko

Do złych wieści można przywyknąć. Nawet tych dotyczących umierania. Jednego dnia stawia się sobie karty, żeby sprawdzić, jak minie kolejny dzień, o czym świat szepcze za naszymi plecami, czy sny nie kłamią, czy rzeczywiście wreszcie niemal czołowo przyjdzie nam zderzyć się z tzw. wielowymiarową wzajemności uczuć, a tu nagle pojawia się zupełnie inny anons karciany. Nagle powraca na scenę przez wielu nielubiana Dziesiątka Mieczy – karta Tarota, która często znamionuje chorobę lub kalectwo – do tego odwrócona, czyli sugerująca niemożliwą do usunięcia dolegliwość. Obok pojawia się też karta Śmierci i Giermek, czyli informacji, że złe wieści dotyczą kogoś młodego.  Czytaj dalej Choróbsko

Nie święty Piotr

12 lat temu mieszkając w Warszawie, wsiadłem w tramwaj nr 20 i z Żoliborza dojechałem na Wolę, gdzie znajduje się Ośrodek Buddyjski Stupa House. Już w tramwaju czułem mielenie w żołądku i stres. Stanąłem przed wejściem do ośrodka i… cofnąłem się. Zrobiłem dwa okrążenia wokół budynku przekonany, że tym razem przekroczę próg ośrodka. Znowu stanąłem przed furtką i… znowu poczułem blokadę. Poszedłem do Parku Moczydło. Po godzinie znowu stanąłem przed wejściem do ośrodka. I po raz kolejny poczułem blokadę. Nagle, za plecami usłyszałem głos:

– Wchodzisz? – zapytał chłopak wchodzący do ośrodka
– Wchodzę.    Czytaj dalej Nie święty Piotr

Śpiąca Królewna

Po pracy do domu. Kucharzenie czeka. Głowa ciężka z niewyspania. Nadszarpnięte nerwy dają się we znaki. Wielu sądzi, że to z ich powodu, że to niekończące się amore pomidore stanowi powód rozedrgania ich znajomej Wiedźmy, czyli moje, kiedy tak naprawdę to potencjalna druga praca od dawna spędza mi sen z powiek. Sesja z nową klientką odhaczona. Kolejne spotkania w planie. Nowe osoby wchodzące na moją drogę życia coraz częściej mówią dzień dobry. Naprowadzają mnie na zupełnie inny tor myślowy. Podpowiadają rodzaj marketingu, po jaki Wiedźma winna sięgnąć. Stare przepowiednie z chwili na chwilę nabierają rozpędu. Ekscytacja męczy, stąd miewam coraz częstsze migreny.  Czytaj dalej Śpiąca Królewna

Mój skarbie…

Świat jest pełen świrów. Nie istnieje coś takiego jak normalni ludzie. Każdy widzi tylko to, co chce zobaczyć i słyszy tyle, ile jest w stanie zarejestrować. Człowiek składa się z całej masy ograniczeń i zakazów. Jesteśmy, jacy jesteśmy. Tyle i aż.

Stare wspomnienia dopadają. Coraz częściej ta sama twarz się śni, te same słowa dudnią w uszach. Miękki głos. Bardzo kobiecy szept. Cudownie zakłamana miękkość osłaniająca boleśnie toksyczny egocentryzm. – Jeśli pójdziesz na ten wernisaż, pogniewam się na ciebie! – bez określonego powodu pierwsze ostrzeżenie wraca na myśl. – Jeśli przeniesiesz sprawy służbowe na poziom prywatny, nie będę cię już chciała znać! Szefowa ma pozostać tylko pracodawczynią. Nie godzi się łączyć spraw prywatnych ze służbowymi. – Kolejne wspomnienie dopada. – Ona przecież chce cię okraść. Szuka sposobu, żeby cię omotać. Masz tylko to mieszkanie. Uważaj z kim się zadajesz.    Czytaj dalej Mój skarbie…

Handel wymienny

Zapanował spokój i cisza. Głównie w mojej głowie, ale jest szansa, że zarażając tym stanem innych spowoduję, że również nieco się wyciszą i przestaną ciągle fukać. Mnie samej stan spowolnienia wewnętrznego pomógł w doznania olśnienia. Skorupa ulepiona z gliny, którą na sobie nosiłam przez wiele lat, kawałkami zaczyna odpadać. Płat za płatem ukazuje się moje prawdziwe oblicze, mała dziewczynka wychodzi z ciemnego pokoju i zaczyna się uśmiechać. Bite dziewięć lat naprawdę ciężkiej pracy nad sobą zaczyna przynosić oczekiwane efekty. Już nie przypominam golema. Nie działam pod wpływem nakazów i zakazów czynnika zewnętrznego. Wiem czego chcę, a czego sobie nie życzę.    Czytaj dalej Handel wymienny

Pożyczona inspiracja…

Każda przeszkoda zawsze jest punktem zwrotnym. Jest wyzwaniem, które zmusza nas do myślenia, znalezienia rozwiązań.

Z buddyjskiej perspektywy zasadniczo powinniśmy być wdzięczni z powodu pojawiających się przeszkód, ponieważ bez nich niczego byśmy się nie nauczyli. To dzięki trudnościom i wyzwaniom możemy znaleźć rozwiązania, z których jedne zadziałają, a inne nie. Jednak nawet jeśli nam nie wyjdzie, nie powinniśmy się poddawać. Oznacza to jedynie, że powinniśmy spróbować jeszcze raz.

17 Karmapa Trinlej Thaje Dordże

O pierwszym grzechu głównym – dumie

Po pierwsze cierpienie jest cenne, ponieważ doświadczając smutku, pozbywamy się dumy. Nie ważne jak bardzo byliśmy aroganccy, czy też protekcjonalni, wielkie cierpienie sprawia, że stajemy się pokorniejsi. Ból spowodowany ciężką chorobą lub utratą ukochanej osoby może być przekształcający, uwrażliwiający i sprawiający, że stajemy się mniej skoncentrowani na sobie.  Czytaj dalej O pierwszym grzechu głównym – dumie

Odroczone w czasie

– Co planujesz? – pan Jan spytał jakby mrucząc przy tym.

– Nie mogę tego tekstu upublicznić. To zły czas. Poza tym zbyt wiele osobistych wycieczek się w nim znalazło, aby dało się to nazwać jakąkolwiek prozą. – Raszpla uśmiechnęła się. – Pierwotne założenie zawierało tzw. uniwersalizm, który w efekcie, czyli ze względu na szereg zbędnych emocji, zaowocował powołaniem do życia postaci, których pierwotnie miało tam nie być. – Raszpla rozłożyła ramiona inscenizując własną bezradność. – Pomysł naprawdę dobry, ale nie tędy droga. Bo co z tego, że neutralnym czytelniczkom umknęłyby moje sugestie, czyli delikatne złośliwości, kiedy wszystkie wzorcodawczynie owych postaci i wątków, oraz ludzie widujący mnie na co dzień, jak najbardziej połączyliby fikcję z faktem.  Czytaj dalej Odroczone w czasie

Ani gorzej, ani lepiej. Po prostu po swojemu…

“Kiedy umarł Budda Śakjamuni, jego osiemnastu uczniów pokłóciło się o kwestie doktrynalne i założyło osiemnaście odrębnych szkół. Dlaczego tak postąpili? Ponieważ każdy z nich usłyszał i pojął coś innego, czasem sprzecznego z tym, co zrozumieli pozostali. Dzieje się tak, ponieważ nasze życie przenika dualistyczna wizja, w której wszystko wydaje się nam solidne, w związku z czym, jeśli ja mam rację (a oczywiście, że mam), to ty nie możesz jej mieć. Ludzie mają różne przekonania polityczne, podążają różnymi ścieżkami duchowymi i codziennie toczą ze sobą boje. Jednak ścieżka duchowa powinna pomagać nam w uwalnianiu się od tego rodzaju problemów, w przeciwnym razie dajemy się zamknąć w kolejnym systemie ograniczeń. Dlatego należy posługiwać się umysłem do rozpoznawania własnych ograniczeń i zrozumieć, że problem nie wiąże się z tym, że my mamy rację, a inni jej nie mają, tylko z tym, że podążamy za dualistyczną wizją.”

– Czogjal Namkhai Norbu EWOLUCJA ZACZYNA SIĘ TERAZ

Ołtarze buddyjskie vs chrześcijańskie

Hannah Nydahl:

 

Używamy określenia „ołtarz”, ponieważ jest to jedyne znane nam pojęcie. Ale wielu ludzi dziwi się, że mamy w buddyzmie ołtarze. Budda nie jest przecież bogiem, tylko kimś, kto rozpoznał prawdziwą naturę umysłu i pokazuje, w jaki sposób można uzyskać to samo oświecenie.  Czytaj dalej Ołtarze buddyjskie vs chrześcijańskie

Zalać robala

Przyłapałam samą siebie na niechęci do dalszego przeglądania starych zapisów. A jednocześnie czytając je dookreśliłam schemat, jaki chciałabym przyjąć przy tworzeniu prawdziwej prozy, czegoś zgoła różnego od blogowych wprawek, uromantycznionych liryków. Nadal poetyka i pewna żartobliwość składać się będą na mój styl pisania, ale już dużo większa dosłowność zajmie miejsce zaledwie sugestii dotyczących wielu osób. Na scenę wejdzie realny żal i szereg rozczarowań ubranych w nieco mniej barokowe złocenia, niż to miało miejsce dotychczas. Raczej secesja wolno sunąca w stronę modernizmu zacznie dominować, choć oczywiście odległa od pełnej nowoczesności, by i tak na koniec przybrać kształt futuryzmu, czy nawet fantasmagorii.  Czytaj dalej Zalać robala