Archiwum kategorii: bliskość

…i na to zasmażka

Siedzenie nad stertą papierów. Nieudolne poprawianie starych zapisków. Ciągłe, nieco bezmyślne gapienie się w stronę okna. Uciążliwy lęk przed zmianami, a jednocześnie pełna świadomość, że lawiny przyszłych zdarzeń nie da się już zatrzymać. Inna praca. Nowa codzienność. Konieczność pamiętania, że nie wszystko tylko od nas zależy. Z trudem trzymanie w ryzach własnej chęci ujawnienia światu, co ów Świat czeka”. Wiedzieć, że niektórzy wreszcie poczują się naprawdę szczęśliwi, a jednocześnie żyć w przeświadczeniu, że zapowiadanie zdarzeń przyszłych to karalny sport, czy nawet szatański hazard.   Czytaj dalej …i na to zasmażka

Nowa Tradycja

– Kiedy ujawnisz, kto w twoim kryminale zabił?

– Nigdy…

– Dlaczego?

– Po co? Kogo szukałam, tego znalazłam. Przed kim niczym piskorz nie uciekam, bo już nie muszę.

– Księżyc rośnie…

– Owszem. Nów już dobiegł końca…

– Złożysz życzenia swojemu tacie?

– Pytasz, czy zapalę na jego grobie świeczkę, skoro urodził się pierwszego października?

– Tak. Czy planujesz…

– A jak ci się wydaje?

– Rozumiem. To przecież jego dziewięćdziesiąte szóste urodziny…

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Sztuka konsumpcyjna

Poczuć życzliwy uśmiech płynący z oddali. Mieć wrażenie, że pod naporem przychylnej energii wszystko wokół niemal pulsuje. Wiedzieć, że ktoś o nas myśli. Zdawać sobie sprawę z tego, że znajome oczy cieszą się zerkając na nasze fotografie. Z ulgą budzić się rano i z podobnym uczuciem wieczorem przykładać głowę do poduszki.

Mieć świadomość obcej zazdrości… chęci zdławienia naszego uśmiechu… sprawienia, by każde z naszych marzeń okazało się zaledwie mrzonką…    Czytaj dalej Sztuka konsumpcyjna

Sentymentalnie

Wojaże. Po latach nieustannego przemieszczania się z miejsca na miejsce człowiek przyzwyczaja się do konieczności ciągłego zmieniania środków lokomocji. Już nie zwraca uwagi na widoki za oknem. Rzadko słucha ludzi, ich prywatnych pogawędek ze współpasażerami. Po prostu sunie ku lepszemu jutru nas wszystkich nie oglądając się za siebie. Myśli o niebieskich migdałach. Wzdycha do chmur. Planuje swoje własne bujdy na resorach.

Czas pędzi niczym oszalały. To niezaprzeczalny fakt. Miłość do konkretów, swoistej oczywistości lub przewidywalności zdarzeń. Kolejne zapowiedzi zmian. Transformacji. Kalejdoskopu nowości. Głównie z tego powodu pozwala się, by wszystko wokół ewoluowało. Dziś tu, jutro tam. Uśmiech przemieszany z jego brakiem. Miłość nie w pełni dopowiedziana. Chęć bycia pochwyconą, a jednocześnie pierzchającą przed nieuniknionym.
Czytaj dalej Sentymentalnie

…niepotrzebne skreślić

Nagła jesień zaskakuje. Miejsce upałów zajmuje chłodny wiatr i mżawka. Słońce przygasa. Chmury zbierają się nad stolicą Polski. Kolory smętnieją. Liście żółkną, żeby niemal od razu móc spaść na ziemię. Robi się smętnie. Jesień zagląda przechodniom prosto w oczy, wdziera się do warszawskich parków i ogrodów; zniechęca do uśmiechu.  Czytaj dalej …niepotrzebne skreślić

Brak pewności

Facebook regularnie przypomina o najdziwniejszych nawet starociach. Fajny wynalazek pan Zuckerberg zaoferował użytkownikom tego portalu. Można sięgać po stare wpisy lub załączniki i ponownie zamieszczać je na swoim profilu jako urocze wspominki.

Pewien cytat, który „zalajkowałam” równo rok temu, dał mi dziś do myślenia. Złośliwy chochlik zaczął mnie szczypać niewygodnymi znakami zapytania. Dwanaście miesięcy temu. Dlaczego zwróciłam uwagę właśnie na ten zlepek słów? O czym myślałam zamieszczając na fejsie urywek cudzej książki? Z jakiego powodu dziwaczne lubię czytać PL na tyle przypadło mi do gustu, że zamieściłam na swoim profilu fragment czyjejś książki? Skąd ten pomysł?

„Moja dusza pachnie Tobą” Aleksandry Steć to na swój sposób bardzo poetycki opis człowieczej potrzeby bycia zauważanym, ale…:    Czytaj dalej Brak pewności

Skarbeńku…

Empatia. Magiczne słowo, którego znaczenie nie dla każdego bywa jasne. Na szczęście magiczna encyklopedia internetowa znana pod pseudonimem Wikipedia zawsze służy pomocą. Na temat miłości bliźniego również ma coś do powiedzenia:

Empatia (gr. empátheia „cierpienie”) – zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza).

(…)

Osoba nieposiadająca tej umiejętności jest „ślepa” emocjonalnie i nie potrafi ocenić ani dostrzec stanów emocjonalnych innych ludzi. Silna empatia objawia się między innymi uczuciem bólu wtedy, gdy przyglądamy się cierpieniu innej osoby, zdolnością współodczuwania i wczuwania się w perspektywę widzenia świata innych osobników.

(…)

Empatia to umiejętność zrozumienia innych ludzi oraz zdolność współodczuwania z nimi ich uczuć i emocji. Jest to dar wczuwania się w sytuację innych ludzi i zrozumienia motywów nimi kierujących, jako źródeł ich decyzji i postaw. Empatia jest podstawową cechą umożliwiającą prawidłowy dialog zarówno na płaszczyźnie interpersonalnej jak i ogólnospołecznej. Brak empatii u spierających się oponentów powoduje polaryzację stanowisk oraz ich zaostrzenie do stopnia uniemożliwiającego rozwiązanie konfliktu w sposób inny niż siłowy. Zdolność odczuwania empatycznego, jako podstawa zrozumienia oponentów jest wstępem do wybaczenia. Osoby empatyczne dzięki znakomitemu wczuciu się w sytuację i psychikę innych stron mają zdolność rozwiązywania konfliktów, w związku z czym często pełnią rolę mediatorów”.  Czytaj dalej Skarbeńku…

Limit

– Nic ci się ostatnio nie śni. – Z uśmiechem on inicjuje dialog.

– Śni się, ale nie zapamiętuję obrazów. Puszczam je mimo. – Ona również się uśmiecha. – Wystarczą mi te, które wcześniej widziałam. I tak na nic już nie czekam. Unikam łopotu serca. Brak odpoczynku czyha tuż za rogiem, u szczytu schodów. W słońcu. Na jawie. Bez kolejnych znaków zapytania. Poza niepewnością. Tam gdzie nawet zasieki już nie są w stanie powstrzymać szarży cudzych gestów i słów. DO NOT CROSS błyszczy w jaskrawym świetle dnia, a i tak plastik puszcza za jednym szarpnięciem. Bez wysiłku. – Ona wciąż się uśmiecha. – Tak może się stać w każdej chwili. Nie ode mnie zależy kiedy i jak. Na co więc czekać?

– Właśnie. Na co? – on poprawia jej włosy opadające na czoło. – I o tym piszesz?  Czytaj dalej Limit

Kocimiętka

Johny przeczesał ręką włosy. Powinien przecież dobrze wypaść. O czym przypomniało mu lustro w windzie. Poprawił krawat i strzepnął ze swojego super modnego płaszcza nieistniejące paprochy. Westchnął. Spotkanie, na które zmierzał, uznał za bardzo ważne, bo zamykające trudne śledztwo.

Dziwaczny brzęk zasygnalizował, że winda właśnie zatrzymała się na wymaganym piętrze. John odwrócił się od lustra. Drzwi wolno rozsunęły się. Pan komisarz nieśpiesznie wysiadł. Rozejrzał się. Po obu stronach szklane drzwi blokowały przejście. – Bez pukania się nie obędzie – uśmiechnął się. – Oby warta tego była… – westchnął i nieśpiesznie podszedł do drzwi oznaczonych wielkim napisem „Biuro Analiz”.

Czytaj dalej Kocimiętka

Złap mnie, jeśli potrafisz

Nie interesuje mnie, jak zarabiasz na życie. 

Chcę wiedzieć, za czym tęsknisz i o czym ośmielasz się marzyć wychodząc na spotkanie tęsknocie swego serca.

Nie interesuje mnie ile masz lat.

Chcę wiedzieć, czy dla miłości, dla marzenia, dla przygody życia zaryzykujesz, że wezmą cię za głupca.  Czytaj dalej Złap mnie, jeśli potrafisz

Śpiąca Królewna

Po pracy do domu. Kucharzenie czeka. Głowa ciężka z niewyspania. Nadszarpnięte nerwy dają się we znaki. Wielu sądzi, że to z ich powodu, że to niekończące się amore pomidore stanowi powód rozedrgania ich znajomej Wiedźmy, czyli moje, kiedy tak naprawdę to potencjalna druga praca od dawna spędza mi sen z powiek. Sesja z nową klientką odhaczona. Kolejne spotkania w planie. Nowe osoby wchodzące na moją drogę życia coraz częściej mówią dzień dobry. Naprowadzają mnie na zupełnie inny tor myślowy. Podpowiadają rodzaj marketingu, po jaki Wiedźma winna sięgnąć. Stare przepowiednie z chwili na chwilę nabierają rozpędu. Ekscytacja męczy, stąd miewam coraz częstsze migreny.  Czytaj dalej Śpiąca Królewna

Mój skarbie…

Świat jest pełen świrów. Nie istnieje coś takiego jak normalni ludzie. Każdy widzi tylko to, co chce zobaczyć i słyszy tyle, ile jest w stanie zarejestrować. Człowiek składa się z całej masy ograniczeń i zakazów. Jesteśmy, jacy jesteśmy. Tyle i aż.

Stare wspomnienia dopadają. Coraz częściej ta sama twarz się śni, te same słowa dudnią w uszach. Miękki głos. Bardzo kobiecy szept. Cudownie zakłamana miękkość osłaniająca boleśnie toksyczny egocentryzm. – Jeśli pójdziesz na ten wernisaż, pogniewam się na ciebie! – bez określonego powodu pierwsze ostrzeżenie wraca na myśl. – Jeśli przeniesiesz sprawy służbowe na poziom prywatny, nie będę cię już chciała znać! Szefowa ma pozostać tylko pracodawczynią. Nie godzi się łączyć spraw prywatnych ze służbowymi. – Kolejne wspomnienie dopada. – Ona przecież chce cię okraść. Szuka sposobu, żeby cię omotać. Masz tylko to mieszkanie. Uważaj z kim się zadajesz.    Czytaj dalej Mój skarbie…

Handel wymienny

Zapanował spokój i cisza. Głównie w mojej głowie, ale jest szansa, że zarażając tym stanem innych spowoduję, że również nieco się wyciszą i przestaną ciągle fukać. Mnie samej stan spowolnienia wewnętrznego pomógł w doznania olśnienia. Skorupa ulepiona z gliny, którą na sobie nosiłam przez wiele lat, kawałkami zaczyna odpadać. Płat za płatem ukazuje się moje prawdziwe oblicze, mała dziewczynka wychodzi z ciemnego pokoju i zaczyna się uśmiechać. Bite dziewięć lat naprawdę ciężkiej pracy nad sobą zaczyna przynosić oczekiwane efekty. Już nie przypominam golema. Nie działam pod wpływem nakazów i zakazów czynnika zewnętrznego. Wiem czego chcę, a czego sobie nie życzę.    Czytaj dalej Handel wymienny

Mruczanka

– Wyrok zapadł? – spytał on.

– A jak ci się wydaje? – odpowiedziała ona.

– Od jak dawna o tym wiesz? – zdziwił się on.

– Niemal od zawsze – zdziwieniem na jego zdziwienie odpowiedziała ona. – To nigdy nie miało trwać po kres naszych dni – z poirytowaniem dodała ona.  Czytaj dalej Mruczanka

Wschodnia Madonna

Walizki – sztuk jeden – spakowane. Prezenty dla dzieci również. Dobre intencje zebrane do kupy, poukładane i w ramach bagażu podręcznego wciśnięte do niewielkiej torby. Zupełnie jakby na letni wywczas jechało się na Antypody, a nie zaledwie dwieście kilometrów od domu. Kodeń czeka. Jedna myśl nieustannie daje do wiwatu, że trzeba się wreszcie zanurzyć w czystych wodach jeziora BiałegoCzytaj dalej Wschodnia Madonna