Zawijam kiecę i lecę

Ból przeszywający na wskroś. Przyspieszony puls. Ucisk na wysokości mostka. I trudna do zniesienia migrena. Paracetamol już nie pomaga. Innych magicznych pigułek brak. A poza tym strach to coś łykać. Sunie się więc ku lepszemu jutru nas wszystkich z nadzieją, że migrena kiedyś sama z siebie odpuści. Mimo to na babskiej siłowni zaczyna robić się ciężko. Głowa odmawia posłuszeństwa. Opcja autyzmu nagle wkracza na scenę – czyli trudność w rozróżnianiu znaczenia słów i sensu dźwięków – powodując przerażający chaos w głowie. Zbyt duża ilość informacji bombarduje z każdej strony.  

A gdzieś tam… na tle tego wszystkiego coraz częściej obcy smutek przychodzi na myśl, coś nieuzasadnionego ściska za serce i nie chce odpuścić. Dziwaczne wspomnienia wracają. Sceny sprzed naprawdę wielu miesięcy. Od czasu do czasu łzy cisną się do oczu. Nie własne, ale dziwnie obce smutki nie dają spokoju. Z dnia na dzień zaczyna przybierać na sile kompletnie nieuzasadnione wrażenie złamanego serca. Najpierw to uczucie postrzega się jako reminiscencję własnych przeżyć, jednak po kilku dniach staje się jasne, że to cudze rozterki.

Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że od czasu do czasu pomagają Wiedźmie znaleźć odpowiedź na dość trudne pytania. Inspirują. Naprowadzają na ślad czyichś rozterek. Rzuca się więc w stronę kosmosu określone znaki zapytania i czeka na odpowiedź:

„Kto tę energię do mnie wysyła? I z jakiego powodu? O czym nie wiem, że wiem? Czego ktoś szuka i wypatruje, a jednocześnie zakazuje sobie realizacji marzeń? Przed czym ktoś mnie chroni? Co i dlaczego ktoś dla mnie robi? WTF? Z jakiego powodu ktoś uznał, że nie wolno mu lub jej poczuć się szczęśliwym bądź szczęśliwą? Jaki argument przybrał kształt istnego żelbetonu utrudniającego temu komuś, tej osobie, swobodę cieszenia się życiem? Co ja mam z tym wspólnego? Kim w mniemaniu tej osoby jestem? Co zapowiedziałam? Jakiej obietnicy nie spełniłam? Jak się temu komuś kojarzę?”.

Morfeusz kompletnie w niczym nie pomaga, a nawet utrudnia życie nocnymi koszmarami. Na szczęście zbawienie przynosi znienacka Szamanka, która udziela reprymendy. Słysząc narzekanie własnej koleżanki z uśmiechem serwuje całą masę cennych rad:

– „Ciągle mówisz o śmierci i o odchodzeniu starych spraw, że musisz zmienić coś w swoim życiu, jednocześnie nic z tym nie robisz. Podkreślasz, ile masz lat. Wiecznie odgrywasz tak rozsądną, że aż kiszki skręca od tego, żeby po chwili śmiać się z tego. Po co? Z jakiego powodu przypominasz samej sobie i ludziom o ich słabościach? Dlaczego hamujesz cudze i własne działania? Wiecznie odskakujesz niczym oparzona, kiedy ktoś ci proponuje zupełnie nowe rozwiązania. Z jednej strony zakładasz nową stronę na internecie, planujesz rozwój swojej firmy, a zaraz potem wymawiasz się zmęczeniem pracą fizyczną i odkładasz nowe zadania na później.

Przecież jesteś Wiedźmą, która sporo umie przewidzieć. A mimo to podstarzała sztywniara się z ciebie robi. Nie na tym ma polegać nasza praca. Nomen Omen 55 z czym innym ma się kobietom kojarzyć. Mamy panie nauczyć samoakceptacji i swobody – pracy nad umysłem i radością życia – a nie analizowania wszelkich za i przeciw poprzedzających tych pań wybory.

Dostajesz od innych taką energię, jaką sama wysyłasz. To się nazywa reakcją zwrotną pełną z pozoru retorycznych pytań, kiedy w rzeczywistości. A przecież tak naprawdę twarde przeznaczenie nie istnieje. Każdy wiele może zmienić w swoim życiu, przełamać blokady, pokazać środkowy palec społecznym nakazom. Świat ciągle się zmienia. Człowieczeństwo ewoluuje. Na tym wątku tematycznym się teraz skup. Pogódź się z tym, że ludzie płaczą i utyskują i przestań się skupiać na pomaganiu niememu tłumowi zalęknionych istot. Nawet jeśli słyszysz cudze pojękiwania, nic na to nie poradzisz, więc odpuść.

Pamiętaj również, że nikt nie lubi znać własnej przyszłości. Tylko tak gadają, a potem robią w gacie, jeśli zapowiesz im to, czego nie chcieliby doświadczyć. Dlatego daruj już sobie sugerowanie innym happy endów. Życie to przygoda. Czasami pełna potknięć, innym razem oparta na scenariuszu romantycznych uniesień.

Pamiętaj jednak, że najczęściej marzenia spełniają się bez wcześniejszej zapowiedzi, ot tak po prostu. Napinka nie ma większego sensu. Wszystko i tak samo się zadzieje. Inspiruj więc innych, ale nie przepowiadaj, ani nie zapowiadaj. Niech sami sobie radzą. Odpuść. Wyjedź. Zmień pracę. Cokolwiek… byleby zejść im z oczu, uszu, języków i pamięci. Po prostu… pożycz od Harrego Pottera magicznego klika i zniknij. Jak ktoś chce płakać, pozwól mu na to. Samej sobie również. Zakazy odbierają rozum. Sztuczne hamulce także”.

Jak zwykle miała rację. Istnieją przecież filtry. Wystarczy otoczyć się dookreśloną barierą, która oczyści cudze rozterki. Resztę załatwi życzliwa modlitwa. Ile ktoś zechce z tego przyjąć do siebie, to już tylko jego wybór. Samej za to – po przeszło tygodniu – wreszcie będzie można się wyspać, a potem jak zawsze w ramach urlopu opuścić stolicę; czmychnąć w siną dal.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner