…i na to zasmażka

Siedzenie nad stertą papierów. Nieudolne poprawianie starych zapisków. Ciągłe, nieco bezmyślne gapienie się w stronę okna. Uciążliwy lęk przed zmianami, a jednocześnie pełna świadomość, że lawiny przyszłych zdarzeń nie da się już zatrzymać. Inna praca. Nowa codzienność. Konieczność pamiętania, że nie wszystko tylko od nas zależy. Z trudem trzymanie w ryzach własnej chęci ujawnienia światu, co ów Świat czeka”. Wiedzieć, że niektórzy wreszcie poczują się naprawdę szczęśliwi, a jednocześnie żyć w przeświadczeniu, że zapowiadanie zdarzeń przyszłych to karalny sport, czy nawet szatański hazard.  

____________________

Nie lubię takich momentów. Owego dyndania do góry nogami niczym tarotowy Wisielec. Wtedy dziwaczne poczucie, że właśnie utknęłam w ślepym zaułku, dokucza mi najbardziej. Odnoszę wrażenie, że wszystko pozostaje statyczne, jakby zamrożone w pół ruchu, mimo iż wiem, że lawina zdarzeń już chwilę temu ruszyła i wciąż przyspiesza.

Wiele tygodni wcześniej wiadomym się stało, że z dotychczasowej pracy koniec końców przyjdzie zrezygnować. Nie tylko oczy mówią basta, również reszta organizmu domaga się litości. Banalne – nie daję rady, to nie dla mnie – od dłuższej chwili spędza sen z powiek. Biuro odpada. Zabawa w sklepową również. Jeszcze Tarot – czyli zaledwie rozmawianie z ludźmi – rokuje szanse na wyciszenie zmęczonego ciała. Niestety nie od razu Kraków zbudowano. Cierpliwość to podstawa każdego sukcesu.

Przeszłość też daje do wiwatu. Znajomy regularnie zarzuca uciążliwymi pytaniami:

– „A co z twoją książką? Dokończysz ją kiedyś? A może po prostu planujesz odwalić kaszanę i zarzucić temat? Zdradzisz, kto w twoim kryminale zabił, a kto uciekł, czy udasz, że tematu nigdy nie było? I nie wymawiaj się chorobą. Umiesz pisać bez wzrokowo”.

Aż miewa się ochotę ugryźć słuchawkę własnego telefonu, bo sam kolega fizycznie jest zbyt daleko, żeby móc mu przywalić z baniaka.

Oczywiście, że wciąż się zastanawiam nad tą książką. Temat nie umarł. Nadal posiada dwie ręce, dwie nogi i nurza się w bardzo modnym obecnie „kontekście społecznym”, czyli barwach tęczy. Ale to wcale nie znaczy, że akurat na tym wątku mam się znowu skupić lub z tego powodu – a nawet tej przyczyny – zdradzać zakończenie mojego kryminału. Szczególnie, że proza to jedno, a życie osobiste to już zupełnie inna para kaloszy, czy nawet adidasów.

Do tego jeszcze bycie wiedźmą. To naprawdę parszywe zajęcie. Jedni sobie z czarownicy żartują, inni nienawidzą jej za to, że może o nich wiedzieć więcej, niż życzyli by sobie ujawnić. Ludzi irytuje świadomość, że istnieją osoby zdolne „przejrzeć na wylot” ich sumienie. Stają się wtedy zjadliwi. Co gorsza jeśli nie mogą dokuczyć samej wiedźmie, zaczynają kąsać słowami otaczających ją ludzi. Takiej czarownicy przychodzi wtedy słuchać, jak dobrzy znajomi coraz bardziej na serio biorą pod uwagę złożenie do dyrekcji skargi o mobbing. Miewa się ochotę poprzeć grupę, a jednocześnie podejmuje się starania, by jakoś zaradzić problemowi.

„Powiedzcie jej, że w tym życiu będzie jeszcze szczęśliwa; że pewien klient głównie z jej powodu przyjeżdża do nas na zakupy. Ona go nie zauważa, mimo że to naprawdę fajny koleś. Nie mam pojęcia, który z panów stojących w kolejce to TEN, ale wiem, że on rzeczywiście istnieje i wlepia w nią gały niczym sroka w gnat. Słowo honoru, że widziałam to na moich obrazkach, a karty rzadko kłamią”.

Macha się jednak ręką. Bo tak naprawdę nikt nie chce Okrutnicy pomóc, zasugerować, że „jak było dobrze, to i będzie jeszcze lepiej”, że wszystkie rozwody się kiedyś kończą, a życie trwa dalej. Recydywistka dobrze wie, o czym mówi. Nawet wiedźmom – mimo że wiedzą – przytrafiają się wpadki. Wychodzą za mąż, żeby po jakimś czasie wrócić i zająć się znowu tym samym, czyli ostrzeganiem innych przed zaślepieniem. A potem znowu się zakochują i tak w koło Macieju; niczym małpom zdarza im się przeskakiwać z gałęzi na gałąź. Ot kobiety i tyle. Dlatego miewają dobrze „obcykany” temat nagłych zwrotów akcji.

____________________

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner