Amazońskie Szczury Calhouna

Analiza. Biznes plan. Burza mózgów. Ciągłe działanie. Dwie rzeczywistości. Podział na życie zawodowe i prywatne, z dodaną na marginesie pracą zarobkową. Pomnażanie kontaktu z ludźmi. Nauka wchodzenia w zdrowy dialog. Otwartość. Tworzenie jasno zaznaczonych granic, umiejętne chronienie własnej intymności. Nie uzewnętrznianie uczuć i słabości na poziomie życia społecznego. Studiowanie własnej głębi i dzielenie się wnioskami z innymi. Zabawa formą. Inspirowanie widzów i czytelników, by skupili się na własnych odruchach, głębi potrzeb i tęsknoty, aby konsekwentnie odkrywali samych siebie na nowo.  

____________________

Poczucie ulgi pomaga w pracy, tej na ugorze. Nareszcie choć przez chwilę można skupić się na liczeniu talarów, bez lęku, że życie prywatne znowu utrudni koncentrację, że zacznie rozpraszać, bawić się w uroczą grę w „oczka”, krążyć w około i sprawdzać, czy moje achy i ochy tylko pod ten adres są słane, że na swoim czole noszę napis towar zarezerwowany!. Ludzie dziwią się: „A coś ty taka radosna ostatnio? Znowu ćpałaś, czy coś w tym stylu?” – w odpowiedzi dostają jedynie infantylne rozrechotane i pełne westchnień – „Jesień to moja ulubiona pora roku. Dzień robi się coraz krótszy, a po zmroku lepiej zebrać myśli do kupy”.

Jednak poza zabawą we własne „życie prywatne” tuż obok trwa walka o przetrwanie. Lici opowiada o swoim koszmarze. Reklama zamieszczona przeze mnie na facebookowym fanpage’u „Refleksyjnie” odrobinę wspiera ją finansowo, ale to wciąż zbyt mało. Kuracja poza-szpitalna wymaga astronomicznych nakładów, na które osoby prywatne, w ramach dotacji, rzadko stać.

Również przygotowania do założenia własnej firmy idą niczym krew z nosa. Daty gonią, a artykułów co kot napłakał. Morfeusz od czasu do czasu pomaga. Wiadomo już na jaki temat warto położyć nacisk, a które z wątków pominąć lub odłożyć na później. Na szczęście pan Mądra Głowa – w sennym majaku zapowiedziany lata wcześniej – już istnieje na jawie. Ma imię i nazwisko, do tego ręce i nogi, oraz te inne tam takie. A co najważniejsze – głowę na karku – żadnym love story nie grozi.

Monotonny sport oparty na wielogodzinnych spacerach, czy nawet marszobiegach, na dobre ląduje w koszu. Jego miejsce zajmuje Ladies Gym. Na jak długo? A kto to wie? Metod na dbanie o linię jest wiele. Nawet na poziomie domowym ich nie brakuje. Można wyciskać poty na własnym dywanie lub jeździć w kieleckie i wspinać się po już prawie górach. Czy nawet… domowymi metodami nie tylko nocną porą wspólnie tracić zbędne kalorie, ot tak, łączyć przyjemne z pożytecznym.

Jednak mimo własnej radości życia nieustannie czuje się cudze łzy płynące po policzkach. Drogą internetową Lici informuje, że coraz trudniej jest się jej poruszać. A dzieci wymagają uwagi. Dobra znajoma sugeruje niestandardowe metody terapii. Dalekowschodnie czary mary – dość kosztowne, ale skuteczne – oraz pomoc czystej krwi Polaka, którego metody są nadal mało znane, za to niemal naukowe, bo poparte wieloma badaniami, umie zdziałać cuda.

A gdzieś poza tym wszystkim ochota na napisanie felietonu o powodach zmian klimatycznych nabiera sensu. Temat niemal obsesyjnie promowany przez Ediego Pyrka. Wątek dotyczący nie tylko płonących lasów w Amazonii, ale również ludzkiej natury, tego, jaki owa natura ma związek z degradacją ziemskiego środowiska.

Ulubiona Planete+ dodatkowo pobudza komórki mózgowe. Temat pracy nad przeludnieniem zaczyna spędzać sen z oczu. Nagle staje się jasnym, że wyniki badań pana Calhouna stanowią już fakt dokonany, wymieranie szczurów pana profesora rzeczywiście na poziomie ludzkim obecnie ma miejsce. Inne filmy pokazują jednak, że w obecnym czasie przy metodzie zaplanowanej autodestrukcji, oczywiście do pewnego stopnia kontrolowanej, mają na celu oczyszczenia naszego gatunku.

Mało kto to zauważa, bo niewielu przeciętnych wyjadaczy chleba zwraca uwagę na system połączeń funkcjonujący na tej planecie. Powalający na kolana efekt motyla. W Amazonii płoną lasy, a w Europie maleje ilość słodkiej wody. Niby nic, a jednak coś. Nawet pan Gates należy do „masonerii”, czyli grupy naukowców biorących udział w badaniach nad tego typu zależnościami oraz nad minimalizowaniem przyrostu naturalnego ludzi.

Od pięćdziesiątych lat zeszłego wieku trwa trzebienie ludzkiego przyrostu naturalnego. Robiono to w Indiach i niemal po dziś dzień ma to miejsce w Chinach. A w Europie moda na singlowanie i życie w układach bezdzietnych stanowi coraz silniejszą modę. Z tego wniosek, że nie bez powodu w sposób ukryty (podprogowy) promowaną w mediach. Jak również brak wprowadzania na rynek już znanych leków, co pozwala na zachowanie procentu umieralności ludzi. Do tego jeszcze inwestowanie w to, żeby konflikty wojenne wciąż trwały – np. sprzedawanie broni obu walczącym stronom – czyszcząc tym samym świat ze zbyt wielkiej ilości ludzi przypadających na metr kwadratowy. Łatwo zauważalny nurt idący w parze z ludzkim oszpecaniem się, czy nawet samookaleczaniem, przy użyciu narzędzi do tatuażu.

Owa „masoneria” pana Gatesa ciężko pracuje nad tym, żeby bez wojen i niechcianych mordów zmniejszyć ilość ludzi na tej planecie. Tęcza może w tym pomóc, bo pary jednopłciowe w dużo mniejszym procencie powodują skalę przyrostu naturalnego. Stąd nagła zgoda na sławetne „żeby życie miało smaczek raz dziewczynka raz chłopaczek”; swoista analogia do procesu opisanego przez pana Calhouna. Na szczęście dla nas wszystkich in vitro istnieje. Ludzkie geny zamrożone w wielkich lodówkach czekają więc na lepsze czasy. Coś odrobinę przypominającego faszystowskie czyszczenie rasy ludzkiej ma miejsce, ale jedynie w laboratoriach, do których nie każdy ma dostęp.

Czy wszystkie z tych wątków stanowią opis wielkiego zła i hitlerowsko-stalonowskich pogromów? W pewnym sensie tak, tyle tylko że nie zaledwie przy pomocy wojny, czyli wzajemnego mordowania się. Owa „masoneria”, do której przynależy pan Gates, głównie na tym się skupia. Na oczyszczeniu naszej planety z wielu brudów, odpadów, toksyn, malejącej ilości zasobów naturalnych, jak również degradacji ludzkiego genotypu.

W Europie mordy już nie istnieją – tzw. czystka – ale w innych częściach kuli ziemskiej jak najbardziej trwają nadal. Na swój sposób proces zniszczenia nieustannie ma miejsce. Być może rodzeństwo (tj. brat i siostra) Wachowskich na tym elemencie (wątku) oparło swojego sławnego „Matrixa”, czyli opis matrycy, na jakiej osadzona jest nasza wielowymiarowa rzeczywistość. Jeśli zmniejszy się ilość konsumentów i o ile na tzw. in vitro uda się przechować zdrowe zarodki, jest szansa na odbudowę ludzkości. Bez tego sami siebie – niczym szczury pana Calhouna – wybijemy w pień. A wtedy planeta Ziemia ostatecznie upodobni się do planety… Mars.

To wszystko brzmi niczym chora fantasmagoria. Ale kiedy z większą uwagą zaczyna się oglądać filmy zawierające opisy historycznych zdarzeń, mimo woli okrywa się sens opisanego schematu. Pan – a nawet profesor – Calhoun swoimi badaniami, własną hodowlą szczurów, jedynie potwierdził uzasadnienie działań innych badaczy, którzy w latach pięćdziesiątych zeszłego wieku zajęli się trzebieniem ludzi już bez użycia broni palnej. Kastrowano kobiety, bo tylko one stanowiły zagrożenie. Mogły rodzić wiele razy. Męska sperma bez kobiecego łona nie była w stanie komukolwiek zagrozić, więc ilość kobiet na tej planecie musiała zmaleć.

Nic tych panów – naukowców – nie usprawiedliwia. Okaleczali, czy nawet mordowali kobiety. W Chinach usuwanie ciąży, kiedy zarodek był żeński, stanowiła wieloletnią i dość makabryczną tradycję. Co prawda ostatecznie nawet w Chinach nastał czas zmian, rząd zaczął płacić za dziewczynki, ale i tak wszystko pod stałą kontrolą – dwoje pociech i ani jednego dziecka więcej.

Osobiście lubię się nad tym zastanawiać. Ten sport – analiza opisanego procesu zmian – kręci mnie od samego początku tego wieku. Zaczęło się od „Matrixa”, a skończyło na profesorze Calhounie. Na szczęście nocne programy – na tym samym Planete+ – nieco odciągają moją uwagę od tematu degradacji środowiska. Urocze korepetycje z tego, jak innym zrobić dobrze i jeszcze samej w nagrodę dostać orgazm, poprawiają humor. Iście francuska stacja nadawacza serwuje wyższe idee przemieszane z odrobiną geografii, historii i opisem ludzkich potrzeb. Warte polecenia „coś”.

Póki co jednak za oknem wciąż świeci Słońce, więc nie ma sensu martwić się na zapas. Powiedzenie – jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej – wbrew pozorom ma sens. Bez optymizmu nie da się bowiem przetrwać. Gdyby Lici się poddała, to od blisko dziesięciu lat nie byłoby jej już wśród nas, bo lekarze nie rokowali w jej przypadku jakiejkolwiek poprawy. Mylili się. Wiara w będzie jeszcze lepiej czyni cuda…

__________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

__________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner