Sztuka konsumpcyjna

Poczuć życzliwy uśmiech płynący z oddali. Mieć wrażenie, że pod naporem przychylnej energii wszystko wokół niemal pulsuje. Wiedzieć, że ktoś o nas myśli. Zdawać sobie sprawę z tego, że znajome oczy cieszą się zerkając na nasze fotografie. Z ulgą budzić się rano i z podobnym uczuciem wieczorem przykładać głowę do poduszki.

Mieć świadomość obcej zazdrości… chęci zdławienia naszego uśmiechu… sprawienia, by każde z naszych marzeń okazało się zaledwie mrzonką…   

__________________

– Co ci się przyśniło? – słyszeć cudze i nieco obce zdziwienie.

– Zmiażdżone banany – odpowiedzieć jakby nieco leniwie.

– Ale naprawdę zgniecione?

– Nie… po prostu nienadające się już do zjedzenia – poczuć bijącą od kogoś coraz silniejszą dezaprobatę, ale zignorować to. – Nie obudziło to we mnie tęsknoty za tradycją rodzinną, za odruchem starania się o zdobycie właśnie tego owocu. Za radą koleżanki po prostu zostawiłam je na półce ze zwrotami.

– Odłożyłaś je na bok? TE banany?! Tak po prostu?

Wiedzieć, znać odpowiedź, czuć cudzą negację własnej prawdy, jednocześnie nie przywiązywać do tego wagi. Uśmiechać się.

– Tak. Po protu odłożyłam je na bok. Zwyczajnie ruszyłam dalej. Pozostałe sceny zadziały się już po drugiej stronie lustra. W obcym ci świecie. W nie twojej rzeczywistości.

– Ruszyłaś w nieznane? – słyszeć narastające oburzenie. – Odrzuciłaś bogobojność? Zignorowałaś przyzwoitość?

– Tak i nie. – Nieustannie błogo uśmiechać się do własnych myśli.

– Jak to?!

– Bo w znane. Czekano tam na mnie. – Odpowiedzieć nieco leniwie. Dać wyraz własnego rozmarzenia. – Tam, gdzie banany nigdy nie pojawiają się w menu. Nie dano mi wyboru. Podjęto decyzję za mnie. Zakomunikowano mi, że w moim życiu tych owoców już nie będzie. Nawet gdybym się bardzo starała, w menu ta opcja nigdy się już nie pojawi.

– Ale skąd wiesz… skąd znasz sens tego przekazu? – słyszeć nie swoje rozdrażnienie.

– Uśmiech – powiedzieć i zamanifestować wizualnie. – Inny niż dawniej. Po prostu uśmiech – skwitować.

– Co za uśmiech?!

– Nie co, ale czyj – wciąż wyrazem twarzy manifestować własną radość.

– A wiesz czyj? – usłyszeć złość w głosie osoby zadającej pytanie.

Wiedzieć, słyszeć, czuć i dobrze rozumieć powód cudzej irytacji narastającej z każdą chwilą i wciąż bagatelizować to. Wzruszyć ramionami. Przez blisko minutę milczeć. Nie mieć ochoty na dalsze ciągnięcie niewygodnego tematu, a jednocześnie wiedzieć, że przerwa w nadawaniu nie jest już możliwa.

– Mam się dobrze, dziękuję – zainicjować delikatny sarkazm. – Ufam, że i ciebie odnajduję w dobrym zdrowiu. Mam również nadzieję, że kochasz kogoś i że ta Miłość miewa się dobrze… że ciszy się na twój widok, że tęskni, gdy cię długo nie widzi, wypatruje twego uśmiechu. Przyjmuję, że we śnie lubisz jak spogląda ci prosto w oczy, wiesz, że marzy by móc poczuć zapach twojej skóry, dotknąć… posmakować…

– Przestań! Jak możesz… – nieustannie słyszeć dźwięk cudzego gniewu i niezgody na opisywany przez siebie błogostan. – Zdaje ci się, że jesteś bezkarna. Mylisz się. Za każdego życiowego farta, za łut szczęścia koniec końców przychodzi słono zapłacić. A ty nie masz już siedemnastu lat… nie zasługujesz więc na dźwięk cudzego śmiechu… naiwną radość życia… młodzieńczość… dla ciebie za późno już na cokolwiek…

Uśmiechać się do cudzego warkotu. Nieśpiesznie kiwać głową.

– Tradycji rodzinnej warto zaufać. Dziadom pradziadom się udało na starość w pełni cieszyć życiem, nam również może się poszczęścić. A poza tym… – westchnąć cicho – każdemu należy się odrobina szczęścia pełnego… – nadać własnemu głosowi cudzą barwę, aktorko przyjąć cudzy tembr głosu – młodzieńczej radości życia. – Wciąż uśmiechać się. – Reszta nie ma większego znaczenia.

– Ty jesteś… – widzieć szczere i wciąż narastające zdziwienie malujące się ma cudzej twarzy. – Ty… naprawdę postanowiłaś… nie wierzę… że to słyszę… – każdą komórką ciała wychwytywać czyjąś zazdrość. – Jesteś inna niż dawniej. Jesteś jakaś taka… ty…

– Co ja? – wciąż uśmiechać się.

– Czyli na dobre odłożyłaś banany na bok? Po prostu?

– Chyba tak. A przynajmniej o tym Morfeusz mi powiedział. – Uśmiechać się. – O ile dobrze zrozumiałam, co dokładnie ten pan miał na myśli. – Żartobliwie zmarszczyć nos.

– Palant! – usłyszeć cudzą wściekłość i roześmiać się mimo woli.

– A ja uważam, że to naprawdę fajny facet. – Skinąć głową. – Morfeusz. – Dopowiedzieć. – Ma spore poczucie humoru. – Ponownie skinąć głową. – Pokazał mi również kilka zabawnych stop klatek. Zapowiedział serię niespodzianek. Żonglował predykcją. I do wtóru z nim pan Los w cudze usta włożył wiele ważnych słów. Przesłał dobrą radę.

– O czym niebo powiedziało? Jaki sekret ci zdradziło?

– Powiedziałam już… – niczym refren skinienie głowy dołączyć do zaledwie kilku słów – …że bananów już nie będzie. – Bez końca uśmiechać się. – Ani jednego więcej… w ręku dzierżyć nie będzie mi dane.

– I nie sprawiło ci to przykrości? – cudze oniemienie zaskakuje. – Nie będziesz za tym tęsknić?

– Za czym? – pozwolić by wzruszenie ramion samoistnie wstrząsnęło ciałem. – To nigdy nie były moje ulubione owoce.

– Nie wierzę…

– Nie musisz. – Zaakceptować to, że uśmiech wciąż trwa na swoim miejscu. Cieszyć się chwilą. – Każdy tęskni za tymi owocami, które najlepiej mu smakują.

– Nie wierzę…

Skrzywić się czując, jak refren cudzych słów coraz silniej mierzi.

– Ja ci nie każę w cokolwiek wierzyć. Od dawna masz swojego własnego bożka… – Poczuć, jak miejsce chwilowego zasępienia zajmuje ten sam, co zawsze, uśmiech. Temat powraca. – Bananowego siłacza. – Drobną pauzą podkreślić własny sarkazm. – Mnie mile się kojarzą zupełnie inne owoce.

– A jakie?

– Soczyste – rzucić odruchowo szybką odpowiedź, by niczym szlaban opadła, by zagrodziła drogę dalszym słowom.

– Różowe niczym arbuz – mimo to słyszeć, jak cudzy warkot taranuje blokadę. – Dziwaczne te twoje owoce. Okrągłe. Obrzydliwie czerwone i miękkie od środka. Obłe. Pełne lepkiego soku… Nie jak banany… twarde i mięsiste… tylko paćkowate i śliskie.

– Mniej suche i dziwacznie krzywe niż te twoje banalne banany – eksplozja głośnego śmiechu bierze górę nad wszystkim.

– Obrzydliwa jesteś.

– I złośliwa. Wiem – krótki wykrzyknik zamyka temat.

__________________

__________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner