Razy kilka… Wilka

Siada się przed komputerem. A właściwie nie przed, ale z komputerem w ręku, bo laptop spoczywa na kolanach, a myszka przestaje być niezbędna. Tak czy siak gapi się człowiek na literki mrugające na ekranie i zastanawia o czym mógłby, czy nawet powinien napisać. Myśli się kłębią. Kolejne litery pod pozorem obrazów eksplodują w głowie, a mimo to kartka wirtualnego papieru pozostaje pusta.

____________________

No bo… ileż to razy można strzelać focha, czy nawet fochem? Ludzie są jacy są. Nie lubią jednej osoby, to dokuczają komuś innemu, bo tej prawdziwej pani Antypatii się boją zaczepić. Twierdzą, że trzymają się ram obiektywizmu, że nikogo nie prześladują, kiedy tak naprawdę ma miejsce jedno wielkie – jeśli Iksińskiej się oberwie, to Igrekowa będzie płakać, bo przecież Iksińska to jej dobra koleżanka. W cudzej głowie rodzi się dziwaczny plan spod znaku – nie przedłużą umowy z jedną, to tej drugiej będzie przykro – po chwili wahania banalne usprawiedliwienie staje się kropką nad i – przecież ta nowa i tak sobie nie radzi, więc nie ma sensu dawać jej jakiejkolwiek szansy. Nikt nie oskarży mnie o chęć dokuczenia komukolwiek, bo przecież statystyka ilości błędów, które popełnia, świadczy sama za siebie. Nieprawdaż?

Ludzie na wiele sposobów manifestują własne negatywne uczucia. Jedni krzyczą. Inni warczą. Zdarza się przemoc fizyczna. Czasami sarkazm wchodzi na scenę. Innym razem dręczenie emocjonalne. Również gestykulacja, lub jej pozorny brak, kiedy za sprawą napiętych mięśni ktoś podkreśla własną gotowość do ataku, potrafi przybrać formę jawnej agresji. Czasami zaledwie intonacja głosu potrafi wiele zamanifestować. Bywa jednak, że decybele tracą na znaczeniu. Nawet szeptem można kogoś zastraszyć, na swój sposób „drzeć ryja” zachowując się przy tym z pozoru spokojnie.

Tym właśnie jest warkot. Stanowi sugestię, jakby urwane w połowie zdanie, niedokończony werset mało przyjemnego wiersza. Na swój sposób tak właśnie zachowują się zwierzęta. Chcąc podkreślić własną siłę, sięgają po bardzo niskie tony. Nie od razu słychać, że drapieżne zwierze szykuje się do skoku, bo barwa jego głosu opiera się na monotonnym pomruku, który w ramach ostrzeżenia zaczyna przybierać na sile. Za to małe i słabe zwierzęta posługują się wysokimi tonami. Czymś podobnym bywa u ludzi krzyk, swoisty pisk lub po prostu podniesiony głos.

To oczywiste, że prawdziwy tygrys na małego jelonka czy starą łanię warczeć nie będzie. Silne zwierze wie, że słabego osobnika da się obezwładnić jednym pazurem. Podobnie bywa z ludźmi. Ktoś o wysokim poczuciu własnej wartości, czyli pewny własnej siły psychicznej i emocjonalnej, nie podnosi głosu. Osoby pewne siebie nie boją się wejścia w sparing słowny. A nawet bardzo często lubią prowokować ludzi inteligentnych do dyskusji nie mającej na celu dokuczenia komukolwiek. Taka rozmowa lub spór staje się przyjemnością, a nie zapowiedzią napaści słownej.

Tylko osoby słabe niczym mały pies zaczynają warczeć i szczekać, rzucać na lewo i prawo tandetnymi uwagami lub uszczypliwościami. Chcą „ubezpieczyć własne tyły”, czyli uniemożliwić innym potencjalnego dokuczenia im. Głównie z tego powodu asekuracyjnie stają się niemiłe „na zapas”. Zazwyczaj tak zachowują się ludzie o znacznie podkopanym poczuciu własnej wartości. Boją się ujawnienia ich braku wiedzy lub kompetencji, czy też słabego poczucia własnej wartości na polu intymnym.

Jak o czymś takim napisać? Jak wyjaśnić innym, że ich zachowanie z dnia na dzień staje się coraz mniej chrześcijańskie? I że owym mało chrześcijańskim zachowaniem krzywdzą innych?… Powarkiwanie na kogoś i wywieranie emocjonalnego nacisku to swoisty grzech. Chrystus przecież powiedział – kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień – zaś apostołowie te słowa uzupełnili komentarzem, że nikt święty nie jest, więc i nieomylny rzadko bywa. Dlatego jeśli chce się ochrzcić własne dziecko i planuje się je posłać do Pierwszej Komunii Świętej, winno się również pamiętać o przykazaniu miłości. „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” – nieprawdaż?

Istnieje wiele innych sławnych powiedzeń, którymi można byłoby opisać zjawisko nie przestrzegania przykazania miłości. Oczywiście to głównie ludowe porzekadła, które od wieków pozostają aktualne.

„Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. „Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka”. „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. „Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”. „Lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu”. „Widziały gały, co brały”. „Jak ty komu, tak on tobie”. Wszystkie te powiedzenia bez trudu można byłoby wykorzystać jako ilustrację tematu bezsensownego dokuczania osobom trzecim, czyli bliźniemu swemu.

Jeśli się zwalnia pracowników (m.in. z powodu osób, z którymi się przyjaźnią), w każdej chwili samemu można stanąć oko w oko z groźbą konieczności zmiany pracy. „Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy”. Dziś mamy męża, któremu urodziłyśmy dziecko, a jutro nie dostajemy zaproszenia na chrzciny jego nieślubnego syna. Czy też w danym roku jesteśmy mężami brzydkiej kobiety, by w następnym móc czytać o jej awansie społecznym u boku gwiazdy rocka.

Ot banał. Każda zawiść, złość, niechęć, gniew, oburzenie – niczym kij mają dwa końce. Kąsając innych tak naprawdę ostatecznie gryziemy samych lub same siebie. Na tym właśnie polega cykl pokarmowy wielu gatunków. Większy zjada mniejszego. Rozszarpuje go na drobne części, żeby ostatecznie zginąć jako pożarty przez agresora większego od siebie.

Nie lubisz jednej koleżanki, z tego powodu wywalają jej faceta z pracy, to i sam na siebie ukręcasz bat. Po niedługim czasie okazuje się bowiem, że masz w swoim zespole coraz mniej pracowników. Z chwili na chwilę rośnie liczba wakatów, których nie dajesz już rady zapełnić. Problem zaczyna się kumulować, bo nikt już nie chce u ciebie (lub z tobą) pracować. Zaczynasz obrywać po plecach batem, który chwilę wcześniej własnoręcznie ukręciłeś. Władza zwierzchnia obwinia cię za to, że kadra maleje. Żadne argumenty nie są w stanie twoich zwierzchników przekonać o tym, że na rynku pracy nie ma chętnych, bo zwierzchnicy umieją czytać, wiedzą, że tak naprawdę tylko o tobie dawni podwładni źle się wypowiadają.

I tak oto uśmiech na twojej twarzy powoli zaczyna gasnąć. Coraz mniejszą przyjemność sprawia ci widywanie niezadowolonych osób. Dotychczasowe domniemane przyjaźnie zaczynają się pruć w szwach niczym źle uszyty obozowy pasiak. Ludzie coraz rzadziej pochlebnie się o tobie wypowiadają. Przestajesz być lubiany lub szanowana. Twoje małżeństwo albo związek się sypie. Samotność zaczyna ci doskwierać. W czasie pracy czujesz okazywany ci brak aprobaty i wsparcia, ale nikt nie ma śmiałości powiedzieć ci o tym wprost; zasugerować, że nie czuje już do ciebie szacunku. Ludzie nadal mówią dzień dobry i obiecują, że pójdą z tobą na piwo, ale dziwnym trafem coraz rzadziej znajdują na to czas… i tak ta historia się rozwija, nabiera impetu… etc. itd. itp. czyli jedno wielkie cdn, kiedy tak naprawdę niczego ciekawego Los ci już nie szykuje…

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner