Tembr

Jego głos mnie hipnotyzuje. Od wielu lat jest moim absolutnym numerem jeden. Przy nim wszyscy inni wokaliści rejterują. Ten facet jest genialny. Możliwość usłyszenia jego głosu na żywo, szczególnie wystąpienia w studiu, to jedno z moich największych marzeń.

Kim jest ów On?

Oczywiście to Ed Sheeran. Od pierwszej nuty, jaką usłyszałam płynącą z głośników w kinie, zakochałam się w jego głosie. Ludzie schodzili, mijali mnie, mówili o Hobbicie, o nowej kreacji i formie przedstawienia opowieści Tolkiena, a ja po prostu trwałam niewzruszenie pod ścianą i słuchałam. Po powrocie do domu od razu zaczęłam na sieci szukać jego innych kawałków. Kilka z nich udało mi się wygrzebać na rosyjskich stronach z mp3’kami. 

I tak się ta miłość zaczęła. Po dziś dzień – „należę do niego” – bo uwielbiam go słuchać. Total gigant muzycznego artyzmu. Cudownie rudy brzydal, który wystarczy, że zaśpiewa choćby dwie lub trzy nuty i całe tłumy słuchaczy natychmiast do niego dołączają; kochają go i podziwiają.

Muzyka to bardzo ważny element mojej codzienność. W ogóle dźwięki jako takie kręcą mnie najbardziej. Obrazy i barwy pozostają zaledwie na trzecim miejscu, bo poza muzyką na poziomie bliskim sercu funkcjonuje jeszcze czułość, czyli dotyk. Dopiero na końcu listy zmysłów pojawia się wzrok i smak, oraz węch; choć oczywiście na te ostatnie bodźce, jak każdy, reaguję najszybciej. (Śmiech). Mam na myśli odór. Jednak do brzmienia cudzego głosu przywiązuję największą wagę.

Szept, czym jest? W jakich sytuacjach może przybrać formę magii? Dlaczego tak wielu z nas, kiedy słyszymy cudownie ciche mruczenie, dreszcz spływa po plecach? Jak to działa? Jakie barwy najsilniej oddziałują na większość z nas? Dlaczego niski i łagodny głos uspokaja, a wysokie tony potrafią irytować i wybijać z rytmu? Czemu tzw. pisk źle się sprzedaje, za to idealnie pasuje jako tło w thrillerach?

Na swój sposób to banalne pytania.

Ed Sheeran nie ma niskiego głosu, barwa jest stosunkowo neutralna, a mimo to jego melodie wielu wprawiają w stan hipnotycznego zauroczenia.

Dlaczego?

Wg mnie powodem jest przyjemna dla ucha monotonia i uspokajający rytm. On umie zniżyć głos, ale robi to tylko wtedy, kiedy chce nadać swojej muzyce nieco silniejszą ekspresję. Ed bowiem to specjalista od ballad. W pewnym sensie monotonnych opowieści, bo szuflada muzyczna, w której mieści się jego twórczość, to bodaj tzw. pop – czyli popularna muzyka, zrozumiała i przystępna dla bardzo szerokiej grupy odbiorców.

Z kobiecymi głosami bywa różnie. To odmienna barwa. Inna budowa krtani i strun głosowych. Wg książkowego opisu panie, które mają bardzo niski głos, posiadają stosunkowo krótkie struny głosowe, czyli statystycznie charakterystyczne dla męskiej biologii. Zwykle właśnie takie panie dostają propozycję pracy w radiu lub jako lektorki, bo tego rodzaju barwa głosu jest bardzo dobrze odbierana przez słuchaczy np. audiobooków.

Asia Pyrek ma właśnie taki głos – bardzo niski, odrobinę gardłowy – tembr, który uwodzi prawie wszystkich. Nieustannie otrzymuje tzw. komunikaty zwrotne, że słuchacze chłonący jej opowieści o podróżach czują ciarki spływające im po plecach, tak duże wrażenie robi na nich sposób jej ekspresji. Jednak kiedy zaczyna śpiewać, wszystko się zmienia. Niska barwa znika. Zupełnie inna melodia zaczyna płynąć z głośników.

Ta piosenkarka potrafi uwodzić innych swoim głosem na różne sposoby. To wielobarwna kobieta tryskająca niekłamaną radością życia. Którą w swojej głowie uczyniłam cudownie kobiecym alter ego Eda Sheerana – mojego własnego wewnętrznego symbolu fonicznej hipnozy. Dwa Numery Jeden – ex aequo – w grającej szafie pewnej wiedźmy, czyli płynące z odtwarzacza mp3 w jej telefonie.

Ale nie tylko muzyka mnie kręci. Również uwielbiam audiobooki, czyli głos mówiony. Dlatego na poziomie własnego życia osobistego mimo woli „kleję” się zawsze do osób, które takim właśnie narzędziem operują. Oczywiście unikam narzucania się. Moje „klejenie się” nie ma więc zbyt wiele wspólnego z dotykiem – tzw. przytulaniem – ja jedynie czasami nieco odruchowo snuję się w ślad za kimś takim i słucham cudzego głosu, w takich sytuacjach niekoniecznie sens czyjejś wypowiedzi ma dla mnie znaczenie, a zaledwie tembr i barwa cudzego monologu przyciąga mnie niczym magnes.

Od wieków się śmieję z tego, że bardzo szybko robię się uległa, czyli daję się uwieźć magii cudzej osobowości, jeśli ta osoba właśnie tym narzędziem sprawnie się posługuje. Na swój sposób najpierw zakochuję się w cudzym głosie, a potem – czasami – również w stacji nadawczej.

Ale to przecież oczywiste, że magia głosu stanowi podstawę hipnozy, monotonia powtarzanych zdań opartych na regularnym raczej niskim tonie – niczym metronom – zazwyczaj w stu procentach skutecznie wyrywa słuchacza z poziomu świadomości. Od razu – zdecydowanie publicznie – przyznam, że właśnie z tego powodu niczym ognia unikałam konieczności dołączania do grupy słuchaczy pani Profesor. Miałam pełną świadomość, że słysząc jej miły dla ucha głos zostanę pokonana niemal na każdym polu, nie tylko intelektualnym.

Ostatnio śmiałam się rozmawiając z koleżanką, że na tą chwilę nieustannie jestem poddawana próbie. Z konieczności muszę bowiem na poziomie czysto służbowym bronić się przed tego rodzaju magią. Co utrudnia mi zachowanie należnej koncentracji. Kumpela skwitowała to w dość zabawny sposób – Spylasz przed tą stacją nadawczą, że aż pali ci się pod nogami, tak? – prowokując tą uwagą nas obie do śmiechu. Jej pytanie było retoryczne, więc nie wymagało żadnego podsumowania.

Stara, ja na tą chwilę jestem w stanie dać się pochlastać, żeby tylko stać daleko od stacji nadawczej. Szczęśliwie dla mnie ta rozgłośnia zwykle pozostaje zamknięta we własnym pudełku, odseparowana ode mnie. Ale nie daj Boże… hipnoza natychmiast zaczyna działać. Jedna wielka parafraza słanego tekstu z lektury szkolnej „Twojam ci ja”.

Uciekasz więc? – koleżanka ze śmiechem kontynuowała własną retorykę.

Aż się kurzy. – Ja również się zaśmiałam. – I wiem, że ta rozgłośnia czasami się zastanawia nad tym, dlaczego tak skutecznie i konsekwentnie jej unikam. A powód jest uroczo banalny. Bo ma haczyk, przy użyciu którego jest w stanie po prostu poinformować mnie o własnych oczekiwaniach, a w odpowiedzi otrzyma milczące skinienie głowy i banalne – „ty zdecyduj”.

Mocne – śmiechem zwykle podsumowujemy ten temat.

Na tym polega urok naszej ludzkiej zmysłowości. Operujemy własną magią, swoistym czary mary. Każdy z nas przywiązuje wagę do innego elementu osobistej codzienności, swojego sposobu cieszenia się życiem. M.in. z tego powodu jednych kręci płakanie przemieszane z użalaniem się nad sobą lub powarkiwanie na innych, kiedy dla odmiany drudzy potrafią czerpać radość z każdego oddechu i uderzenia serca, jakie czują. Uśmiech kontra przygnębienie i foch. Wybór zawsze należy do nas. Sposób ulegania chwili również nie u wszystkich bywa identyczny. Ale to już temat nie na tą chwilę.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner