Kocimiętka

Johny przeczesał ręką włosy. Powinien przecież dobrze wypaść. O czym przypomniało mu lustro w windzie. Poprawił krawat i strzepnął ze swojego super modnego płaszcza nieistniejące paprochy. Westchnął. Spotkanie, na które zmierzał, uznał za bardzo ważne, bo zamykające trudne śledztwo.

Dziwaczny brzęk zasygnalizował, że winda właśnie zatrzymała się na wymaganym piętrze. John odwrócił się od lustra. Drzwi wolno rozsunęły się. Pan komisarz nieśpiesznie wysiadł. Rozejrzał się. Po obu stronach szklane drzwi blokowały przejście. – Bez pukania się nie obędzie – uśmiechnął się. – Oby warta tego była… – westchnął i nieśpiesznie podszedł do drzwi oznaczonych wielkim napisem „Biuro Analiz”.


Konieczność pisania dokucza. Zupełnie jakby syreni zew niczym alarm bojowy sygnalizował, że gdzieś tam niecierpliwe czytelniczki domagają się należnej im uwagi, grożąc tym samym jeszcze silniejszą dawką koszmarnych snów. Chciałoby się powiedzieć – jeszcze nie teraz – ale już się nie da. Dziwaczne wspomnienia nieprzyjemnie jasno sygnalizują stację nadawczą wirtualnych telegramów. A do tego jeszcze cichy złośliwy chochlik nieustannie szepcze do ucha:

– Powiedz, co ci w duszy gra. Zdradź sekret, że sama nie wiesz, czego chcesz, że boisz się zmian, że nowo poznawani ludzie ciągną cię już w zupełnie innym kierunku, od tego, w którym dotychczas sunęłaś, że za jakiś czas być może na dobre swojej licznej i wielobarwnej Codzienności zejdziesz z oczu.

Kiwa się głową i przytakuje. – Powiem, powiem – mruczy się pod nosem. – Kiedyś na pewno to zrobię.

– Nie czekaj. Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. – Wewnętrzny głos konsekwentnie dręczy. – Przecież możesz na dobre już zrzucić mnisie szaty…

– Wciąż nie jestem pewna, czy właśnie tego chcę… – tym samym tonem nuci się przygnębiającą kołysankę. – Jutro. Jutro. Jutro… Podejmę decyzję jutro…

– Uważaj, bo kto inny uczyni to za ciebie… zadecyduje z kim, kiedy, gdzie i jak. – Dziwaczna groźba niczym miecz Mahakali rozdziera kurtynę iluzji. Przywołuje do porządku. Przypomina o dawnych pragnieniach, tęsknotach, intencjach.

– Niech się dzieje wola nieba… – odpowiedź sama ciśnie się na usta.

– Uważaj… – cichnąc Mahakala nie pozwala odpocząć. – Brak działania też jest działaniem.

Myśli płyną dalej, a natrętna tęsknota wraz z nimi. Poirytowanie daje o sobie znać. – Dawnymi czasy wielkie mistrzynie tylko taki wzór dawały, warto więc słuchać lepszych od siebie, geniuszy uciekania z płonącego statku zwanego „zaangażowaniem”. Cichcem. Tylnymi drzwiami. Powoli, żeby czasem dezerterce świat zbyt szybko nie wytknął tchórzostwa; zanim zapadnie wyrok zwany wejściem w bliską zażyłość.

____________________

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner