Śpiąca Królewna

Po pracy do domu. Kucharzenie czeka. Głowa ciężka z niewyspania. Nadszarpnięte nerwy dają się we znaki. Wielu sądzi, że to z ich powodu, że to niekończące się amore pomidore stanowi powód rozedrgania ich znajomej Wiedźmy, czyli moje, kiedy tak naprawdę to potencjalna druga praca od dawna spędza mi sen z powiek. Sesja z nową klientką odhaczona. Kolejne spotkania w planie. Nowe osoby wchodzące na moją drogę życia coraz częściej mówią dzień dobry. Naprowadzają mnie na zupełnie inny tor myślowy. Podpowiadają rodzaj marketingu, po jaki Wiedźma winna sięgnąć. Stare przepowiednie z chwili na chwilę nabierają rozpędu. Ekscytacja męczy, stąd miewam coraz częstsze migreny. 

Nie wiedzieć czemu akurat w tym roku co i raz prześladują mnie fotografie z okresu Parady Równości 2010 roku. W 2018-tym miałam święty spokój. A teraz… kolory tęczy nie dają spokoju, drzwiami i oknami wdzierają się do mojego wewnętrznego świata, przybijają do brzegów mojej tajemnej Wyspy i bez pozwolenia schodzą z pokładu. W efekcie po paru dniach dziwna myśl zaczyna mi dokuczać. A co jeśli inne osoby też tak mają? Też im Facebook lub Mr Google zyga po oczach rokiem 2010? A jeśli owym ktosiowym zagadkom właśnie ja przychodzę na myśl? Jeśli to dziwaczna telepatia?

W pracy przez siedem godzin daje mi do wiwatu niechciane wspomnienie. Głównie dokucza obraz twarzy pięknej kobiety o sławnym nazwisku. Wysokiej i bardzo zgrabnej brunetki, która nie wiedzieć czemu koniec końców stała się blondynką. Postaci „użytej” jako parawan stanowiący fikcyjną wymówkę dla innej onej. Ten znak zapytania przywołuje na moją twarz uśmiech. Wspomnienie kojarzy się miło, więc i dawne myśli wypełzają z lamusa.

Pamiętam, że tamtej wysokiej brunetce bardzo życzliwie zazdrościłam sylwetki. Podziwiałam również jej stonowanie wewnętrzne. Nie wchodziła w niechciany dialog. Umiała panować nad własnymi emocjami w ramach chwilowych spotkań na zajęciach z mało istotnymi koleżankami. Treningi służyły jej do trenowania, a nie jakichkolwiek amore pomidore, czyli szukania nowych znajomości. Ale co w tym wszystkim najzabawniejsze dużo bardziej przypadło mi do gustu jej nazwisko, niż wszystkie inne z wymienionych cech. Pamiętam, jak nie dawało mi spokoju pytanie, czy ona za sprawą własnych danych demograficznych należy do „klanu” na swój sposób równego marce Wedel, rodziny, która rozsławiła jej nazwisko, czy też jest zaledwie ich daleką krewną. Ot moje własne kuku na muniu, czyli wizja snobizmu godnego pozazdroszczenia.

Tego dnia stare zdjęcie nieustannie przychodziło mi na myśl. Fotografia, na której właśnie ta dziewczyna stoi zaraz obok pani Profesor i o czymś do niej mówi; a pani Profesor niczym zawstydzona (a nawet zarumieniona) studentka zerka w jej stronę i uśmiecha się dziwnie nieśmiało. Zaledwie fotografia. Uchwycona chwila, kiedy dwie kobiety rozmawiają bodaj i o pogodzie, a jednocześnie widz ma wrażenie, że za tymi uśmiechami coś jeszcze się kryje.  Ulotne emocje. Inspiracja. Uczennica przy użyciu własnych oczekiwań i potrzeb mówiąca trenerce, czego jeszcze chciałaby się nauczyć w ramach pobieranych u niej korepetycji – na wielu poziomach – lub wręcz odwrotnie, w ramach vice versa, jakich korepetycji z kobiecego tupetu mogłaby udzielić swojej osobistej pani Profesor.

Kolejnym dziwacznym obrazem, który dokuczał mi przez dobrych kilkadziesiąt minut, okazał się plakat, który w 2010 roku stanowił reklamę H&M. Na tym obrazie widać było sobowtór pani Psycholog przechylonej w bok i przygarniającej do siebie dziecko. A na tle tego wszystkiego reminiscencja mnie samej biegającej po mieście ze swoistym szaleństwem w oczach. Niekończąca się podróż i pokonywanie kilometrów dzielących Janki i biurowiec amerykańskiego banku.

Z godziny na godzinę inne sceny zaczynały wypełzać z czeluści świata pana Podświadomości. Kilka scen z czasu nauki w ZPAFie. Widok sprzętu niezbędnego do wywoływania zdjęć. Cała masa skojarzeń, których sens wydawał się niemożliwy do rozszyfrowania. Szczególnie, że kompletnie nic wokół z tym tematem nie mogło korelować, mieć czegokolwiek wspólnego. A pan Podświadomość z uporem maniaka nie odpuszczał, płatał figle przez dobrych kilka godzin.

Odwieczne WTF? odciągało uwagę od spraw codziennych. Dziwaczne wspomnienie mnie szepczącej po przebudzeniu: – Jaki znowu surrealizm? Co dokładnie pani Profesor mogła mieć na myśli? Tak naprawdę nawet nie wiem, czym ten kierunek artyzmu był, jaką formę przybrał, czego dotyczył albo wokół jakiego wątku się kręcił. Muszę sprawdzić o co w tym wszystkim chodzi… dlaczego moja prawie twórczość komukolwiek mogłaby się akurat z surrealizmem kojarzyć?

W pracy fakt handlowej posuchy, czyli wolno płynącego czasu, nie dokucza równie silnie, co te wizualne dziwadła. Robiąc jedno myśli się o drugim. O własnej potencjalnej nowej pracy również. Pokrewne dusze przedstawiane mi co i raz przez Asię Pyrek zaczynają obiecywać inspirację nowych pomysłów. Ukryta ezoteryka, czyli przemilczana forma postrzegania świata pozamaterialnego, działalność nazywana badaniami naukowymi i psychoanalizą, a tak naprawdę wiedza sięgająca bardzo głębokiej podświadomości, pradziejów ludzkości zapisanych jako kod genetyczny, czegoś trudnego do nazwania. Wszystko spod znaku Jung kontra Freud przemieszany z Ossowieckim.

Po zakończeniu szychty w drodze do domu dopada mnie sms od ulubionej kuzynki. Krótko i na temat: „Jester mi się oświadczył”. – Chwilę później dodatkowa uwaga, że zrobił to, kiedy spała. – Śmieję się, a ona przy użyciu emotikonów zdaje się blednąć z przerażenia. – „Co ten obraz mógł zapowiadać?” – bidula dopytuje się. – Zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie wiem, a gdzieś wewnątrz własnej głowy mruczę – po prostu tęsknisz za nim, ty moja Śpiąca Królewno. Przecież bez błazna na królewskim dworze nie da rady przeżyć.  Nawet tym wirtualnym. Zapewne z tego powodu Jester [wym. dżester] ci się śni.

Teraz już wolny strzelec – a nawet Skorpion – do tego bardzo inteligentny, uroczy, złośliwy, wytrwały w działaniu, konsekwentny, zacięty, silny i wysportowany. Stańczyk, który na papierze właśnie odzyskał wolność i który ci, Śpiąca Królewno, chyba od zawsze imponował. Tęsknisz. Rodzina rozpadła się na dobre, a taki zwrot akcji nawet dorosłe dzieci potrafi zaboleć, więc na poziomie głębokiej podświadomości cierpisz.

Dzień dobiega kresu. Słońce zachodzi. Mrok powoli otula wszystko za oknem, a myśli wciąż krążą wokół jednego tematu: Czym tak naprawdę jest hipnoza i co odkryję, jeśli zgodzę się jej poddać? Stanę się jeszcze większą fanką Junga i Ossowieckiego, czy raczej odwieszę na hak te wszystkie banialuki skupiając się tym samym już tylko na czysto materialnych metodach marketingu? Szczególnie, że pomoc przy pracy nad promocją płyty to wbrew pozorom już nie żarty.