Mój skarbie…

Świat jest pełen świrów. Nie istnieje coś takiego jak normalni ludzie. Każdy widzi tylko to, co chce zobaczyć i słyszy tyle, ile jest w stanie zarejestrować. Człowiek składa się z całej masy ograniczeń i zakazów. Jesteśmy, jacy jesteśmy. Tyle i aż.

Stare wspomnienia dopadają. Coraz częściej ta sama twarz się śni, te same słowa dudnią w uszach. Miękki głos. Bardzo kobiecy szept. Cudownie zakłamana miękkość osłaniająca boleśnie toksyczny egocentryzm. – Jeśli pójdziesz na ten wernisaż, pogniewam się na ciebie! – bez określonego powodu pierwsze ostrzeżenie wraca na myśl. – Jeśli przeniesiesz sprawy służbowe na poziom prywatny, nie będę cię już chciała znać! Szefowa ma pozostać tylko pracodawczynią. Nie godzi się łączyć spraw prywatnych ze służbowymi. – Kolejne wspomnienie dopada. – Ona przecież chce cię okraść. Szuka sposobu, żeby cię omotać. Masz tylko to mieszkanie. Uważaj z kim się zadajesz.   

Mija dzień lub dwa i znowu ten sam głos, to samo wspomnienie zaczyna rozsadzać czaszkę. – Jak dobrze dziewczyny, że żadna z was już nie ma faceta. Teraz wszystkie jesteśmy samotne. Możemy zacząć się spotykać w każdą niedzielę lub czwartek i przy herbatce narzekać na swoje mamy, swoją samotność i cieszyć się własną nijakością. – Aż mdli od natłoku przykrych skojarzeń.

Oto prastara wściekłość nagle zaczyna powstawać z martwych:

Tak właśnie kończą się babskie przyjaźnie. Jednej nie wychodzi w życiu osobistym, więc i ta druga nie ma prawa cieszyć się chwilą. Jedno wielkie – ja nie mam, to i tobie się nie należy. Masz mnie i niech to ci wystarczy. – Przykre reminiscencje przez wiele dni dają do wiwatu.

Po tygodniu, a nawet dłużej, na telefonie pojawia się przypominajka. O tej samej porze roku dwa lata temu ostatni raz zadzwoniła. Spotkałyśmy się, ale rozmowa się już nie kleiła. Ona wiedziała, że nie odbuduje tego, co sama obróciła w zgliszcza. Choć i tak cudownie przesłodzonym szczebiotaniem próbowała ukryć własny żal. Bo przecież tak dzielnie na wzór Golluma i jego odwiecznego szeptu – „mój skarbie, mój skarbie, mój skarbie” – wszystkim i wszystkiemu broniła dostępu do własnej koleżanki, a mimo to Wróżka Zębuszka uciekła od niej daleko, gdzie pieprz rośnie.

Inne wspomnienie również daje do wiwatu. Bo samej we własnej piaskownicy miało się zaledwie jedną oną. Innym tak dobrze nie było. W piaskownicy koleżanki z dawnej pracy siedziały aż TRZY takie urocze koszmary. Mama, siostra i siostrzenica. To samo szeptały: – „Nasza jesteś, nasza jesteś, naszym skarbem” – nie pozwalając biednej dziewczynie spotykać się z kimkolwiek. A kiedy i tak znalazła sobie super porządnego i naprawdę przystojnego faceta, usłyszała jedynie, że powinna go rzucić, bo ten związek nie ma sensu, że one pomogą jej wychować syna, że nie powinna zmieniać stanu cywilnego.

Toksyna. Trucizna. Kobiecy jad. Niekończąca się zawiść. Ciągle to samo – „mojaś ty, mojaś ty, mojaś ty” – nawoływanie ukryte za parawanem – „no wiesz… z mężem mi nie wychodzi, nie mam z kim pogadać, zdzwonimy się popołudniu? A może wyskoczymy gdzieś razem?” – udawany żal poutykany między zawsze tymi samymi słowami – „mojej siostrze na raka umiera mąż, muszę z kimś o tym porozmawiać. Czy znajdziesz czas dla mnie wieczorem? Potrzebuję się komuś tysięczny raz wyżalić, a tylko tobie ufam. Chętnie wpadnę do ciebie po pracy albo zabiorę cię do siebie. Możesz przecież u mnie przenocować. Mam wolny pokój. Rano podrzucę cię do pracy”.

Echo dawnych zdarzeń. Mętny obraz i nieprzyjemny dźwięk. Każda uwaga spod znaku – „chyba się zakochałam” – kończąca się dziką awanturą, że przecież za dobra jestem, żeby z kimś spaczonym wejść w relację. No bo nie istnieją fajniejsi ludzie od tak perfekcyjnej pani dyrektor handlowej w pewnej firmie, jak ona. Każdy klient je jej prosto z ręki. Aktorzy i aktorki przychodzą do ich zakładu, bo ona umie z nimi rozmawiać. Uwodzi własnym urokiem osobistym. Nikt nie jest taki wspaniały, jak ona. A przecież tak wiele przeszła. I tylko ja ją rozumiem, bo również życie nie było dla mnie zbyt łaskawe.

Skąd to wspomnienie? Jakim cudem taki przeżytek nagle zaczyna odbijać się natrętną czkawką myślową? Przeszło dwa lata to przecież szmat czasu. Ona od dawna już kogoś ma. Kuzynka wciąż się z nią kontaktuje, ale nie opowiada o tym, nie bawi się w głuchy telefon. Zna zasady. Żadnych reminiscencji. Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Im dalej, tym lepiej. Co z oczu, to z serca. Szczególnie, że to było zaledwie kumplostwo. Nic zapierającego dech w piersiach. Banalna odrobina wróżkowej paplaniny, śmiechu i wspomnień z lat dziecinnych. Zwykła zabawa w udawane plotkowanie. Zero amore pomidore.

Po wielu dniach oświecenie zaczyna dawać się we znaki. Coraz głośniej olśnienie puka, niemal wali z całej siły do drzwi zwanych zdrowym rozsądkiem. Znowu mamy 2017 rok. Wspomnienie własnego wrzasku na całe gardło przynosi dziwaczną ulgę: – „Staruszko, zmień terapeutkę! Bo ta, do której teraz chodzisz, jest narkoleptyczką. Dobrze wiesz, że cię nie słucha. Przez bitą godzinę chrapie, a ty jeszcze jej za to płacisz! Popaprana sado-maso zaczyna się z ciebie robić. Przejrzyj na oczy kobieto! Nie masz już dwudziestu lat. A ja nigdy nie byłam, nie jestem i nie stanę się dla ciebie facetem. Nie planuję zmienić płci, ani nawet własnej stylizacji wizualnej”.

Banalny banał. Niechciane skojarzenie dręczy od wielu dni. Chryste! nawet imieniny obchodziłyśmy tego samego dnia. Ona nie świętowała w listopadzie, a ja wieki wcześniej zmieniłam datę na kwiecień, bo to mój ukochany miesiąc roku. Lubiła o tym wspominać, że magiczne pokrewieństwo dusz nas łączy.

Znana szamanka, starsza wiekiem i doświadczeniem, słucha o starych sprawach. Nie przerywa. Cierpliwie czeka, aż postawię kropkę kończącą zdanie. Po chwili ciszy podsumowuje mój monolog: – „Żal ci patrzeć na cudzy smutek? Odpuść. I tak nie pomożesz. Każda z nich po swojemu musi sobie poradzić z dręczącymi ją rozterkami, dookreślić i znaleźć własne szczęście. Ale pomodlę się za nie. Obiecuję. Może błogosławieństwo im w czymś pomoże. Skoro prosisz, zrobię to”.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

____________________

Źródło: www.tekstowo.pl

– Halo…
– Halo…
– Widzisz wiatr?
– No i co?
– Popatrz w okno…
– No i co?
– A wczoraj było słońce…
– No i co?
– Dlaczego Ty cały czas mówisz jedno i to samo?
– Bo jestem automatyczną sekretarką…

Wziąć i uspokoić się
Milczenie jest złotem.
Radio “Bezsenność”
Stacja “Pożegnanie”
Kto komu przypadnie
Pieniądze pokażą? (okaże się po rzucie monetą)
Kto komu pozostanie
Z nerwami, tabletkami?
Nocą za oknami
Będzie krzyczeć i się załamie,
To się nie liczy, to się nie liczy.
Wierna, nie wierna
Cicha, smutna
Nie jestem twoją pierwszą,
Ty jesteś moją przypadkową.

Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Pokaż, pokaż mi miłość.
Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Dlaczego, dlaczego jestem z Tobą.
Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Pokaż, pokaż mi miłość.
Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Dlaczego, dlaczego jestem z Tobą.

Pewnie okaże się (że)
Łatwiej się nie poznawać (z innymi).
Która z nas odmówi
Wziąć i uspokoić się?
Dziewczyny jak to dziewczyny
a potem – lunatyczki.
Numerki i strzałeczki,
Batoniki, złotka (po cukierkach).
Ukrywa się, płacze,
Powie (że) się boi.
To się nie liczy, to się nie liczy.
Wierna, nie wierna
Cicha, smutna
Nie jestem twoją pierwszą,
Ty jesteś moją przypadkową.

Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Pokaż, pokaż mi miłość.
Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Dlaczego, dlaczego jestem z Tobą.
Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Pokaż, pokaż mi miłość.
Pokaż, pokaż, pokaż, pokaż,
Dlaczego, dlaczego jestem z Tobą.

Po-każ mi miłość. Po-każ mi miłość.
Po-każ, po-każ, po-każ mi miłość.
Po-każ mi miłość. Po-każ mi miłość.
Po-każ, po-każ, po-każ mi miłość.

– Halo? Halo?
– Widzisz wiatr?…