Wschodnia Madonna

Walizki – sztuk jeden – spakowane. Prezenty dla dzieci również. Dobre intencje zebrane do kupy, poukładane i w ramach bagażu podręcznego wciśnięte do niewielkiej torby. Zupełnie jakby na letni wywczas jechało się na Antypody, a nie zaledwie dwieście kilometrów od domu. Kodeń czeka. Jedna myśl nieustannie daje do wiwatu, że trzeba się wreszcie zanurzyć w czystych wodach jeziora Białego

Podobno dzieci już wypatrują. Upominki gotowe – w tym cała garść różańców przywiezionych przez śp. ciocię Anię (znaną pod pseudonimem pani Alzheimer) z pielgrzymek do Francji i Hiszpanii. Tam, gdzie stoi bazylika pod wezwaniem św. Anny, modłów bywa wiele. Pielgrzymi mogą potwierdzić. Oczywiście na świętych krzyżach się nie skończy. Poza modłami również odrobina techniki i upiększaczy przyjedzie z Warszawy. Dla prawdziwego faceta nie tylko futerał na laptopa, a upiększacze i ozdoby dla dwóch młodych bogiń kochających strojenie się i pacykowanie.

„Stałaś się ćpunką wschodnich rubieży” – kuzynka kwituje informację o moim nagłym wybyciu ze stolicy kraju. Kiwam głową przytakując. – „Tam zaraz za płotem mówią po rosyjsku, a to piękna melodia dla mojego ucha”. – Asekuracyjnie usprawiedliwiam się. – „Poza tym kocham generować plotki i ploteczki. Trochę na wzór pani Ciccone wychodzę z założenia, że bez reklamy prawdziwego biznesu się nie zrobi. W moim przypadku bez marketingu szeptanego. No i jest tam komu i czemu robić zdjęcia”.

Weekend spędzony na Zadupiu Dolnym, czyli na obrzeżach Janek, odbija się czkawką w formie oparzeń na skórze. W dzisiejszych czasach bez filtrów UV opalanie grozi rakiem, czy coś w tym guście. Jednak zanim ten cały „coś w tym guście” się rozwinie, trzeba przetrzymać pieczenie i swędzenie nawet na brzuchu. Noc przespana, ale przebudzenie takie sobie, bo zapamiętane obrazy wydają się przygnębiające. Ani chybi spalenie skóry temu winne. I zakwasy, bo kopanie dołków w ziemi, żeby móc kolejne juki poprzesadzać, też daje do wiwatu. Jedni płacą za siłownię, inni spędzają dni wolne na wsi. Z punktu widzenia sprawności fizycznej wychodzi na to samo, tylko opłata za karnet trochę niższa.

Kumpela szukająca pracy co i raz przypomina o sprawach poza urlopowych. Nadobne lica – sztuk jeden – przez to nieustannie odbijają się skojarzeniową czkawką. No co za cholerna klątwa faraona. Nie idzie choć przez chwilę odetchnąć z ulgą. Dlatego czas na wywczas; od myślenia również. Bardzo bliski wschód oferuje zapomnienie. W ramach manifestacji własnego nadąsania ma się więc ochotę w stylu pana Dulskiego krzyknąć parafrazę – „A dajcie wy mi wszyscy święty spokój!” – i pokazać język.