Autostradą do Kodnia

Stare zapiski znów wzięte pod lupę. Cała masa ciekawostek czeka na odkrycie. Cudze i własne zdjęcia cieszą oczy. Osobiste perełki z lamusa zostają wygrzebane. Mimowolny uśmiech gości na twarzy. Cudowna dziecinada daje o sobie znać. – Nic się nie zmieniłam. Jak kolekcjonowałam dziwadła, tak nadal to robię. Pewnie dlatego parę dni temu widząc kolaż ustawiony przez kumpla jako awatar jedynie kiwnęłam głową mrucząc „mam to już”. Lubię kolekcjonować. Cały wirtualny strych mam zapchany tego typu pamiątkami. Fotosy z grillem dzierżonym pod pachą również tam już od roku spoczywają. – Tego dnia staje się jednak jasne, że z mojej kolekcji z niewiadomych powodów ubył jeden eksponat znany pod kryptonimem „z kubkiem”

Bite pół godziny, a może nawet dłużej, zajmuje grzebanie po sieci. Cała masa tagów zostaje wykorzystana. Długa lista nazw własnych oraz słów haseł wpisana na Google nie od razu pomaga. Głównie na własnego bloga się trafia. Ostatecznie przestaje się grzebać w google’owej zakładce „grafika”. Po prostu wpisuje się dane personalne i dwa zawody, naciska guzik „wszystkie” i… Bingo! Plik PDF zawierający poszukiwany diament niemal natychmiast daje się namierzyć i ściągnąć. Ulga spływa na serce niczym balsam, a nawet ambrozja. Uśmiech powraca na swoje miejsce. – Nałogowiec ze mnie. – Cichy pomruk zawisa na końcu języka. – Sentymentalistka. – Kiwnięcie głową staje się wizualną kropką nad i.

Każdy ma jakieś hobby. Najprzeróżniejsze kuku na muniu ludziom się przytrafia. Począwszy od kolekcjonowania monet, poprzez bicie rekordów w zwiedzaniu odległych geograficznie miejsc świata, skończywszy na zajmowaniu się cudzym rozwojem, czyli uczeniem kogoś czegoś. W moim przypadku pasja dotyczy transformacji, zmian dokonujących się wokół, obserwowania tego, jak goniący czas zmienia wszystko stanowiąc część niekończącego się procesu ewolucji. A zdjęcia – zgodnie z wierzeniami Indian z Ameryki Północnej – kradną istotom żywym kawałki ich duszy i przywiązują je do danego obrazu. Dlatego patrząc na zdjęcia możemy poczuć to, co już minęło, jakby cofnąć się w czasie i doświadczyć chwil miłych sercu lub wciąż wymagających przepracowania.

Analiza własnych perełek z lamusa przywołała na twarz dziwacznie sentymentalne rozmarzenie. – Boże! Ależ to było bardzo dawno temu. – Westchnienie dołączyło do uśmiechu. – Ha! I akurat o tej diamentowej perełce nikt jeszcze nie wie. Tego obrazka nie było na żadnej ze stron. Yeah! Wyjątkowa zdobycz z 2010 roku.

Na tym obrazie pięści idą w ruch, mimo iż to z pozoru autoportret. I ten sam co zawsze uśmiech, lekko opuszczona głowa, bo przecież ze światem, szczególnie tym męskim, trzeba umieć walczyć prawdziwie baraniastymi rogami. Zadziorny wyraz twarzy, wzrok pełen rozbawienia. Wszystko spod znaku „tylko spróbuj, a nogami się nakryjesz” stanowiącego ostrzeżenie dla płci przeciwnej. Zoom skoncentrowany na dłoni, a nie na twarzy, więc rysy nieco rozmazane.

Ech te sentymenty. Bo gdzieś w tle daje się również zauważyć własne starocie spod znaku – ja z krótkimi włosami, ja z prostymi włosami, ja z bardzo długimi włosami, ja z mamą, ja z Jesterem, ja z Pietruchą, ja na klatce schodowej, ja u cioci w kuchni, ja nad morzem z kumpelą, ja w ogrodzie, ja na kolacji u teściowej, ja na Mazurach, ja ruda, ja brunetka, ja prawie blond… i jeszcze wiele innych ja, np. z tęczową flagą za plecami. Ot, kolekcjonerstwo i tyle. Po latach jest z czego tworzyć kolaże.

Koniec końców jednak fotosy odkłada się na miejsce i zaczyna się przygotowywać kolejne materiały do wirtualnego druku, czyli zamieszczenia na własnej stronie. Dobrą chwilę to zajmie. Trzeba przeczytać. Nanieść poprawki, czyli tzw. korektę. Wybrać ilustracje. Zająć się opracowaniem graficznym. Ta zabawa nie potrwa pięciu minut, bo co nagle to po diable, czyli skończy się fuszerką.

Jednak temat zdjęć nie schodzi tak łatwo z piedestału. Trzeba przecież zacząć przygotowywać materiały do reklamy. Przystanek Kodeń wymaga uwagi, czyli tzw. nakładu pracy. Obróbka zdjęć i przygotowanie logo nie potrwa krótkiej chwili, bo dookreślonego pomysłu wciąż brak. Jednocześnie nie ma sensu odkładać wszystkiego na później. Wakacje już trwają. Pocztówki byłoby komu wręczyć, magnesy również.

Praca, praca, praca… urlop od jednego handlowania nie uwolni od drugiego prezentowania własnej oferty rynkowej. Na odpoczynek przyjdzie czas po śmierci… a póki co nawet leżąc płasko na plecach tylko z pozoru się odpoczywa, bo mózg jak parował, tak nadal buzuje. Myślenie to ze wszystkich sportów najprzyjemniejsza zabawa. Niejeden szachista to potwierdzi.