Nowa wibracja

Cała masa materiałów do przepracowania czeka gdzieś tam zawieszona na cudzej stronie internetowej, ale leń patentowany co i raz staje na drodze machając rękami w wyrazie zakazu. – Masz urlop, to się nim ciesz. – Złośliwy głosik odbiera rozum. A to więc wyjeżdża się do przyjaciółki, a to idzie na spacer lub do kuzynki na kawę. Wszystko dobre, żeby tylko czasem się nie zmęczyć pracą intelektualną. WordPress, HTML, Photoshop i temu podobne muszą więc poczekać.   

Wizyta w Kodniu to jednak cudowna odskocznia od warszawskiego smrodu. Za oknem nie słychać pisku opon pędzących donikąd samochodów. Świerze powietrze przyjemnie pachnie. Cudownie czysta i naturalnie wyzbyta wielu chemikaliów miękka woda przednio smakuje. Co i raz przychodzą sąsiadki na drobne pogaduchy. Dzieci śmieją się nieustannie. A kiedy nocą zapada cisza, przyjaciółka zaczyna opowiadać o własnych romansach i wynikających z nich refleksji dotyczących tzw. dojrzałości ryczących czterdziestek.

Każda ma swoje pięć groszy do wtrącenia. Zwierzeniom nie widać końca. Nawet szum znanej rozgłośni radiowej w niczym nie przeszkadza, ani nie pomaga. Po prostu po kilku miesiącach niewidzenia się obustronny słowotok trwa do białego świtu. I tak przez pełne trzy dni, czy nawet doby.

Kiedy rusza się już w drogę powrotną, przyjemne podsumowanie dopada niemal natychmiast. – Nawet się nie obyło bez snu pełnego głębokich znaczeń. – Coś na wzór mantry szumi w głowie podobnie do wiatru w liściach mijanych drzew. – Bo w kolejną rocznicę wybuchu stanu wojennego – dzień własnych urodzin – dziewiąty rok na dobre zacznie się rozkręcać. Wtedy zgoda na wprowadzenie do własnego życia znaczących zmian przestanie być możliwa. Co prawda nowa numerologiczna wibracja rozkręci się na dobre dopiero w styczniu, ale punktem zwrotnym i tak staną się moje własne urodziny.

A potem co? Cóż… Przez ponad dwanaście miesięcy wszelkie rewolucje stanowić będą zaledwie przełom, ale pozbawiony perspektywy stałego zapuszczenia korzeni w życiu rewolucjonistki, czyli moim własnym. Już raz to zaliczyłam. W 2010 roku wszelkie achy i ochy zainicjowane w czasie trwania tej wibracji nie stały się niczym na dobre ostatecznym. Każda z tamtych znajomości przybrała formę swego rodzaju chwilówki. Oczywiście nie w kontekście kilku miesięcy, bo w niektórych przypadkach blisko ośmiu lat, ale i tak ostatecznie nastąpił zgon.

Urodziłam się szósteczką, więc szósteczką umrę, czyli osobą naznaczoną właśnie tą wibracją. Z tego powodu każdy rok sumujący się do poziomu trójki to w moim przypadku swego rodzaju okres przełomowy, jakby etap dwunastomiesięcznej dekompresji, przechodzenia kwarantanny. Gromadzone przez osiem lat doświadczenia zaczynają się wtedy mieszać ze sobą. Podświadomość usuwa tzw. zawalidrogi, czyli przeszkadzające emocje oraz przyzwyczajenia, by na ich miejscu móc z nowym – numerologicznie pierwszym – rokiem poukładać nowe odruchy, czyli świeże jeszcze nawyki.

Jedno wielkie – czas się bać – zaczyna mi więc zaglądać coraz głębiej w oczy. Jakiekolwiek przyjaźnie lub nieco głębsza zażyłość w 2019 roku nie będą mogły w moim życiu na dłużej zapuścić korzeni. Z tego też powodu kwarantanny zwykle się trzymam, czyli z niczym nowym nie próbuję nawet brać się za bary lub umawiać na symboliczną kawę. Przez całe lata utwierdziłam się w przekonaniu, że złudzenia zawsze złudzeniami pozostają, więc pobożne życzenia wygenerowane w dziewiątym roku rzadko kiedy odbierają mi rozum.

Jakby jednak na to nie patrzeć emocje zaczynają mi coraz silniej dokuczać. A najbliższy Sylwester powoli staje się zapowiedzią czegoś magicznego. Na przełomie 2010 i 2011 roku godzinę zero powitałam wznosząc toast w towarzystwie mojej ulubionej Franczeski zwanej Francuską, bo wraz z mężem bawiła wtedy w Warszawie. W tym roku może być podobnie, bo państwo Francuzi znowu przyjeżdżają do kraju Lechitów. Tyle tylko że tym razem nie będę żegnać dziewiątki, ale zamierzam w ich obecności cicho a jednocześnie hucznie ją powitać.

Może być ciekawie… naprawdę bardzo ciekawie, bo ten właśnie wieczór przyśnił mi się już dobre parę lat temu. Chętnie sprawdzę na ile ów senny majak zilustrował to, co ma się wg panów Podświadomości i Morfeusza wtedy zdarzyć…

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner