XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże

Myśl:

Doświadczenie medytacji przypomina granie jakiegoś charakteru, kogoś, kto zapomniał o swojej tożsamości. Opieranie się na tej metodzie, zwanej medytacją, to tak jakby wymagać, aby osoba była tą postacią, jednocześnie nie zdając sobie sprawy z tego, że ten sam charakter to on/ona sam/a.

***

Komentarz:

Jak wytłumaczyć te słowa? W jaki sposób postrzegać, by móc przenieść je na poziom własnej codzienności? Wbrew pozorom to proste, ale nie każdy chce lub potrafi to zrobić. W tym przypadku słowa Karmapy można byłoby dość prosto przełożyć na „nasze”. Amnezja – tak temu tłumaczeniu na imię. Chwilowy zanik pamięci. Wyłączenie tego, co wielu lubi nazywać rozsądkiem. Zerowa wiedza na temat własnych danych nie tylko demograficznych. Jedno wielkie fruwanie w nicości, czyli tak naprawdę nie zastanawianie się nad czymkolwiek. Trwały odpoczynek od emocji. Stąd określenie „pustka”. O tym tu Karmapa mówi, to nazywa uwolnieniem.   

W trakcie medytacji oczywiście pamiętamy i czujemy, że nadal istniejemy. Wciąż mamy świadomość własnego trwania w tej lub innej rzeczywistości, czyli tak na poziomie czucia fizycznego, jak i umiejętności posługiwania się własną wyobraźnią pozostajemy żywi, a jednocześnie nie przywiązujemy wagi do własnego ja, czyli wspomnianych danych demograficznych.

Zero analizowania własnej płciowości, przynależności etnicznej lub kulturowej, jakichkolwiek preferencji, więc i oceny zewnętrznej, po prostu zachowujemy poczucie uwolnienia od „jakości”, bycia „kimś”, konkretnym ja. Odpoczynek od silenia się na pracę nad poprawą własnego poczucia wartości. Ot, jak już wspomniałam, jedno wielkie lewitowanie poza codziennym uwarunkowaniem.

Właśnie o tym mówi Karmapa, o ciszy trwającej w naszych głowach, kiedy dzięki medytacji z czasem zaczynamy się uspokajać wewnętrznie. Nareszcie fochy naszych bliskich lub czepialstwo pana dyrektora traci na znaczeniu. Po pewnym czasie mimo woli często medytująca osoba zaczyna uśmiechać się do przechodniów, czyli wszystkich mijanych osób nie czując przy tym potrzeby nieustannego uzasadniania powodu własnej radości życia.

Warto pamiętać, że wszystko przemija, tak radość jak i smutek. Po co więc się spieszyć ku nowemu? Cieszmy się chwilą. Napawajmy możliwością pozostawania tu i teraz. Wszystko inne przyjdzie samo za chwili kilka, wystarczy po prostu dotrzeć do miejsca, gdzie kolejne zwroty akcji nastąpią. Nie ma sensu biec ku tym chwilom, lepiej cieszyć się poczuciem sunięcia w czasie ku nieznanemu. Na tym ta rzeczywistość jest oparta, czyli na nieuniknioności.

Medytacja – czyli praca nad owym wyciszeniem wewnętrznym – pomaga w godzeniu się z tym co jest i zaniechaniu biegnięcia ku temu, co niekoniecznie w naszym życiu nastąpi. Potrzeba swoistego oszukiwania samego/samej siebie traci wtedy nie tylko sens, ale również swoistą moc przyciągania naszej uwagi.

***

Kolejna myśl:

Uważamy, że nie jest rzeczą naturalną zachorować, że umieranie nie jest naturalne, zmieniające się pory roku nie są naturalne, a po odczuwaniu zimna nie jest naturalnym odczuwanie ciepła lub na odwrót. Dlatego staramy się utrzymywać doświadczenie dłużej, staramy się wszystko odroczyć, przesunąć, przełożyć terminy.

W rezultacie mamy coraz więcej presji, aż do punktu, w którym bez względu na to, ile nauk otrzymujemy, jak wiele praktyk robimy, ile mantr recytujemy, jak wiele pokłonów robimy, ile udzielamy się charytatywnie, wszystko to nic nie znaczy. W rzeczywistości staje się naszym największym ciężarem.

I w ten sposób tracimy nasz cel: nic nie działa. Żaden lek nie działa, nie działają żadne narkotyki, nie działa medytacja, nie działa duchowość, nie mamy przyjaciół, rodzina nie funkcjonuje, nic nie działa. Znajdujemy się w stanie, w którym życie nic nie znaczy. Nic tylko ból. Aż do momentu, w którym próbujemy łączyć tą ideę, że całe życie to ból, z tym co Budda powiedział – że życie jest cierpieniem.

Jest to najbardziej zniechęcające z tego, co się może zdarzyć. Bo to nie to, co Budda próbował powiedzieć. Co Budda próbował powiedzieć to: po prostu spróbuj odpuścić. To nie jest tak, że życie jest prawdziwym bólem, że nie ma sensu, że nie ma żadnego znaczenia. Powiedział, że wszystko ma znaczenie, a w celu odnalezienia tego znaczenia, wszystko co musimy zrobić, to puścić, pozwolić rzeczom się wydarzać.

Musimy sobie przyswoić i zrozumieć, że wszystko się zmienia. Ta zmiana jest produktywnością, którą powinniśmy uzyskać, niezależnie od tego, czy jesteśmy na drodze fizycznej, czy mentalnej. Musimy zrozumieć, że wszystko jest zmianą. W rzeczywistości wszystko jest tak naprawdę nietrwałe.

Nasz umysł w ogóle nie jest skomplikowany.

Jest to bardzo proste, bardzo jasne. W swojej naturze nie ma ani nadziei, ani strachu, ani niczego innego. Kiedy obserwujemy maluchy, widzimy, że ich sposób widzenia tego samego świata, który my widzimy, jest bardzo, bardzo prosty. Nie mają prawie żadnych naszych lęków i nadziei.

Oczywiście, kiedy dorastają, uczą się naszego skomplikowanego sposobu myślenia i robią wszystko coraz trudniejszym. Teraz, kiedy próbujemy uchwycić coś bardzo prostego, jesteśmy tak przyzwyczajeni do relacjonowania rzeczy w bardzo skomplikowany sposób, że mówimy sobie “To musi być skomplikowane!”

Dlatego uważamy, że musi być coś, czego nie widzimy. Używamy więc wszelkich dostępnych środków, aby znaleźć tę tajemniczą rzecz. Ale ponieważ nie jest to skomplikowane, nie znajdziemy tego, ponieważ nigdy nie było nic skomplikowanego. A ponieważ nie znajdujemy niczego skomplikowanego, potwierdzamy nasze wątpliwości, że tak naprawdę to musi to być coś tajemniczego.

Ponieważ niczego nie znajdujemy, wymyślamy coś, etykietę, by zastosować tę wątpliwość. To sprawia, że sprawy są bardzo, bardzo trudne.

***

Podsumowanie:

Bieganie w kółko za własnym myślowym ogonem nie ma sensu, bo do niczego konkretnego nie prowadzi. Sprawczość, czyli m.in. tzw. przepowiadanie przyszłości, kiedy określone słowa z czasem zaczynają przybierać kształt zdarzeń dokonujących się w realnym świecie, łączy się zaledwie z przenoszeniem własnych myśli na poziom realizacji osobistych postanowień. Jeśli główna rolę w takim scenariuszu odgrywa jedynie nasza podświadomość, czyli tak naprawdę bodźce, których istnienie sami przed sobą ukrywamy, w trakcie uczestniczenia w określonym splocie wypadków przyjmujemy założenie, że na nasze życie ma wpływ tzw. siła sprawcza nazywana często wolą Bożą. Jeśli jednak przejmujemy kontrolę nad własnymi pragnieniami, zaczynamy rozumieć, czyli dostrzegać sens własnych pragnień, co równa się ze zrozumieniem własnych potrzeb, przestajemy zrzucać na Boga odpowiedzialność za własne przeciwności losu.