Matrix czyli kod źródłowy

Smutki i smuteczki. Lici zadzwoniła. Opowiedziała o własnych wynikach badań, o chemii, o samopoczuciu, o mężu i dzieciach, czyli o wszystkim co wielu trapi, co chcieliby uczynić łatwiejszym. Słuchałam. Opowiadałam i odpowiadałam. Próbowałam przywołać z pamięci stare – tak naprawdę już nieistotne – przepowiednie i podnieść Licieńkę na duchu. Nie do końca mi się udało.   

Po odłożeniu słuchawki przez długi czas zastanawiałam się nad spłyconą wersją prawa przyczyny i skutku. Z pominięciem głębi tej filozofii i ograniczając się do ram tylko jednego życiorysu, próbowałam stworzyć własną wersję słuszności fizycznego cierpienia Lici. Bo w ramach chrześcijańskiej kultury nijak się one mieszczą – owe przeszkody na drodze do szczęścia – więc jak inaczej można byłoby to uzasadnić i ubrać w słowa?

Tak naprawdę trudne sprawy nie są możliwymi do przeanalizowania i na modłę europejską umieszczenia w określonej przegródce. Podział znaczeń jako taki nie istnieje. Nie ma czegoś takiego, że jeśli w poprzednim życiu zabiłem kogoś tam, to w następnym życiu ta sama osoba zabije mnie. Co więcej, właściwie nigdzie nie jest zapisane, że w następnym życiu w ogóle spotkam kogokolwiek z tych, z którymi w tym życiu jako  określony on XY wojowałem lub których jako ona YX kochałam.

Podstawowy wstęp do jednej z medytacji w szkole Karma Kagyu głosi: „(…) Na pięknej łące nad brzegiem jeziora stoją niezliczone czujące istoty, z których każda była kiedyś moja matką”. Myślę, że równie trafnie ten zapis parafrazuje sławetne: „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. Również Jezus Chrystus coś podobnego kiedyś wygłosił: „Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień”.

Grzesznikiem jest każdy bez wyjątku. Nie istnieją ludzie idealni. Nawet buddowie miewają swoje potknięcia. Na tym polega człowieczeństwo i ludzkie trwanie w sławetnym tu i teraz. Matrix, w którym każdy co i raz wciela się w inną rolę i na własny sposób eksperymentuje z uczuciami oraz fizycznością jako taką, to matryca pozwalająca wszystkim bez wyjątku uczestniczyć w tej grze. Każdy gracz od czasu do czasu więc morduje i bywa mordowany, kocha i pozwala by jego pokochano, nieustannie goni niczym pies za własnym ogonem.

Jak to się ma do Liciowego chorowania na raka albo cudzego wegetowania w kraju nękanym przez wojenną pożogę, głodującego na terenach na swój sposób wymarłych z powodu suszy lub nękanego przez zwyrodniałych krewnych? Nie istnieje prosta odpowiedź na to pytanie. Wszystko to brzmi niczym horror, a przecież zdarza się również w z pozoru normalnych domach stojących w jak najbardziej cywilizowanym miejscu świata.

Na tym właśnie ów Matrix polega. Losujesz swoją własną przygodę. Dostajesz postać, która w tej przygodzie ma zagrać. Określone współczynniki początkowe zostają tej postaci przypisane. Rodzisz się, czyli wchodzisz do gry, w której inni gracze już od jakiegoś czasu funkcjonują. Masz do wypełnienia kilka misji.

Wielu z graczy dowodzących otaczającymi cię postaciami znasz już z dawniejszych pogryw. Nie wiesz tego na pewno, ale gdzieś tam pod skórą czasami czujesz, że nic nowego na ciebie nie czeka ze strony tych lub innych ludzi, ot, jedno wielkie deja vu. Każda kolejna przygoda przypada na inny moment w historii mieszkańców tej rzeczywistości – czyli na planecie Ziemi, jednak schematy na swój sposób bywają podobne. Nakręcasz rozwój cywilizacyjny. Niczym w starej dobrej grze komputerowej Cywilizacja bawisz się w wynalazczość, agrokulturę lub psychologię. Nie tracisz czasu na byle co. Twoja własna przygoda cię kręci jak jasna cholera, choć nie zawsze i nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę.

Największym gwarantem fanu, czyli ekscytacji, w tej zabawie jest niepamiętanie o dawnych pogrywach, czyli wcieleniach, jak i to, że wszystko wokół stanowi zaledwie cyberprzestrzeń, że tak naprawdę grę można przerwać na własne życzenie – popełnić samobójstwo – w każdej chwili i to tylko po to, żeby móc po jakimś czasie wcielić się już w inną postać, oczywiście po odbyciu tzw. kwarantanny, czyli odczekaniu na swoją kolej by ponownie wejść do gry.

Kiedy jednak przychodzisz już na świat, czyli wchodzisz do ziemskiej rzeczywistości, przestajesz pamiętać cokolwiek innego, co funkcjonuje poza nią. Oto znowu masz własną przygodę do odbębnienia. Część scenariusza jesteś w stanie poznać już na wstępie, bo masz to zapisane na dłoni. Linia życia, serca, głowy, czy nawet intelektu dużo mówi o twoich współczynnikach, czyli tzw. przeznaczeniu, owym fatum. A ludzie wyposażeni w umiejętność prekognicji mogą dla ciebie odszyfrować dużo bardziej szczegółowe fragmenty twojego kodu Matrix.

U Lici linia życia jest krótka. Tyle tylko że nawet taką informację na upartego zawsze można przekodować, czy też przeprogramować. Bo każdy z nas może wiele zmienić. Na tym właśnie polega nasze pełne uświadomienie sobie, w czym uczestniczymy, że to nie jest trudny do wytłumaczenia Boży dar, ale swego rodzaju zabawa. Z chwilą zaakceptowania przemijalności i nieistnienia czegokolwiek stałego, zaczynamy rozumieć sens własnych i cudzych poczynań. Życie mimo trudności staje się swego rodzaju rozrywką.

Wbrew pozorom nie równa się to z cieszeniem się cierpieniem, ale rozumieniem sensu własnego bólu oraz jego pustki, czyli swego rodzaju bezsensu. Zabawa dla zabawy. Pogrywa. Loteria spod znaku – co, kto z kim i za ile oraz z jakiego powodu – dookreślona w czasie. Nauka nieprzywiązywania się do czegokolwiek, bo to i tak pozostanie w miejscu, z którego pochodziła postać przez nas odgrywana, co za tym idzie, rodząc się już w kontekście nowego scenariusza dostaniemy inne zabawki, czyli atrybuty do wykorzystania. Biedni lub bogaci rozpoczniemy swoją zabawę w nowych warunkach, których dany scenariusz gry będzie wymagał.

Dlatego tak naprawdę nie ma znaczenia, kogo i czy w ogóle kogokolwiek zabiło się ileś tam wcieleń – czyli pogryw – wcześniej. Tu i teraz się liczy, ta przygoda, a nie bliżej nieokreślona przeszłość. Bez sensu byłaby gra, w której wszystko o wszystkich gracz by wiedział. Szczególnie, że uprzedzenia lubią zaślepiać. To w skali ludzkiej codzienności bardzo łatwo daje się wychwycić na bazie podróżowania po świecie. Te same wartości inaczej postrzegane i przestrzegane w odrębnej kulturze zaskakują niemal każdego turystę. Można lubić odmienność, ale nienawidzić dobroci lub gardzić podobieństwami. Wszystko można, jeśli się tylko tego chce.

Kiedy trwającą właśnie przygodę przepełnia obecność agresywnej nienawiści, gracz miewa ochotę następnym razem wylosować inny scenariusz, gdzie niebezpieczeństwo bezpośredniego zetknięcia się z mordem stanie się niemal znikome. Jednak prawo przyczyny i skutku robi swoje. Długi pozostają długami, więc przemoc napotkana w kolejnej przygodnie może po prostu przybrać inną formę. Już bez bomb lub prześladowań religijnych ląduje się np. w patologicznej rodzinie i przeżywa te same emocje w zaledwie innej formie.

Mniej więcej na czymś takim opiera się prawo karmy. Ale jedynie mniej więcej.

Wszędzie, w każdej chwili i na różne sposoby można zanurzyć się w bólu tak fizycznym, jak i emocjonalnym. Twarde prawo iluzji nigdy nie odpuszcza. Jeśli toniemy w głębokim bajorze własnych narzekań, cierpimy nieustannie i bez chwili wytchnienia. Jeśli zyskujemy dystans do samych siebie i otaczającego nas świata, nawet konanie w boleściach stanowi dla nas fragment odgrywanego scenariusza własnej przygody. Przestajemy wierzyć w klątwę bogów, tych lub innych, np. nazywanych medycyną i zatruciem środowiska, za to zyskując nowe doświadczenia czujemy, że żyjemy.

Dlatego nieustanne skupianie się na tym, co może nas dopaść tuż za rogiem lub wyrywaniem płatków kwiatu w ramach „kocha, nie kocha”, mija się z celem. Kocha to i do tańca poprosi, chce ukraść torebkę, to i zza rogu wyskoczy, żeby nam ją wyrwać z rąk. Życie to niekończąca się przygoda. Nie w tym wcieleniu to w następnym na koniec umrzemy ze szczęścia i tyle.

Bawmy się więc, bo czas tak szybko ucieka…

____________________

  • pogrywa – slangowe określenie sesji RPG, czyli odegrania przez grupę osób określonego scenariusza, wcielenia się w wybrane postacie ze świata fantasy

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner