Plotki i ploteczki, czyli wieść niesie…

Gabi słucha cierpliwie. Czasem się śmieje, innym razem wzdycha podkreślając własne rozczarowanie. A wszystko za sprawą zdawanych jej przeze mnie raportów. Co było. Co się zdarzyło. Ile przewidywań się sprawdziło. Jak dobre jesteśmy w naszym rodowym fachu. Jak bardzo cieszy nas splot wypadków, a w czym dopatrujemy się zapowiedzi potencjalnej przegranej. Tarot króluje na naszych salonach. Ot, tradycja rodzinna.  

Gabol żyje tematem własnego konia, który choruje. Ja co i raz zdaję relację z własnej towarzyskiej codzienności. W efekcie to ona doradza starszej siostrze, kiedy starsza głupieje niczym szurnięta małolata. Towarzyszące temu salwy śmiechu zdają się nie mieć końca.

– To ile już napisałaś tej swojej książki? – Gabi czasami odskakuje od tematu westchnień własnej kuzynki, czyli moich.

– Dopisałam – poprawiam. – Napisane to już jest więcej niż dużo. Teraz generuję początek tej powieści w odcinkach. Zapowiada się coraz ciekawiej. Nie spodziewałam się, że jednak to kiedyś zrobię i że okażę się w tym dobra.

– Pisz te swoje starocie, ale pamiętaj o całkiem żywej i ciepłej teraźniejszości. Ja bym się wkurzała, gdyby mi ktoś wycinał serduszka w korze drzewa, a potem dziwnie szeroko uśmiechał się do innych Gabrieli, tych podobno nieaktualnych. Dla mnie taki ktoś byłby zwykłym oszustem i poligamistą, nikim więcej.

– Bo ty to z natury zazdrośnica jesteś – zaczynam się śmiać.

– A i owszem. Nie wstydzę się tego, choć nie zawsze to uzewnętrzniam… – Gabi udaje nadąsanie.

– Dobra, kumam – odwzajemniam się jej imitacją podobnego niezadowolenia i niemal w tej samej chwili z uśmiechem dodaję – poprawię się, obiecuję. Dokładam przecież wszelkich starań by moje działania uwierzytelnić w najwyższym niemal stopniu. – Zaczynam się na cały głos śmiać. – A i tak nawet mój ulubiony najlepszy przyjaciel niekoniecznie kuma czaczę i wiecznie sprawia wrażenie zaskoczonego.

– Napisz coś wreszcie. Przyznaj głośno kogo obsadziłaś w głównej roli swojej nowej opery mydlanej. Nie bądź taka…

– No przecież ekipa aktorska wie… – próbuję jej wejść w słowo, ale Gabi nie pozwala mi.

– Ile osób?

– Co ile? Znaczy jakich osób? – w pierwszym odruchu wyrażam szczere zaskoczenie. – O co ty mnie pytasz? – język mi się plącze. – Masz na myśli nazwiska aktorów, których poinformowałam, że dostali angaż, czyli obsadziłam ich w głównych rolach mojego nowego romansidła? – uśmiecham się powoli łapiąc, o co moja kuzynka tak naprawdę mnie pyta.

– Tak.

– Oficjalnie dwoje, ale z tego co się orientuję głuchy telefon ruszył dalej. – Wciąż uśmiecham się, tyle tylko że coraz bardziej nerwowo, jakby odrobinę dziecinnie.

– Zaskakujesz ich tymi swoimi wprostami? – Gabi kiwa głową. – Z tobą to jednak ciężko się dogadać. Lubisz ludzi onieśmielać.

– Nie robię tego specjalnie. Sama przecież wiesz, że jestem raczej nieśmiała…

Gabi wybuch śmiechu nie pozwala mi dokończyć zdania. – Tak – Gabi nadal rechocze – zajebiście nieśmiała laska z ciebie. Taka niełatwa, że aż… wiecznie opierająca się o ścianę…

Dzwonek Gabi telefonu jakby wchodzi jej w słowo przymusowo kończąc poruszany temat. Kuzynka chwilę z kimś rozmawia. Po rozłączeniu się nie wraca już do wątku moich zawodowo towarzyskich zabaw i zaczyna zdawać mi relację z własnych spraw. Historia jej ukochanego konia ponownie staje się dużo istotniejsza od plotek i ploteczek Wróżki Zębuszki vel Zembola – jak dawniej jej kumpela mnie nazywała – tych spraw, które wiszą na tapecie już od kilku miesięcy, zabaw słowem spod znaku „amore mio”.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner