Nowy rytm

Za oknem po długiej serii słonecznych dni zapanował półmrok. Będzie padał deszcz, jak nic pogoda się pogorszy. Ale może to i lepiej, bo drzewa i krzewy tęsknią za wodą. To wpływa na nastrój. Napawa chwilowym przygnębieniem. Dziwaczna tęsknota przez ułamek chwili daje o sobie znać. Całe morze znaków zapytania. Powątpiewanie w pozytywne rozpatrzenie podania o uwagę.  

Moja wewnętrzna Ja wydaje się dziwnie mroczna. Analiza ruszyła. „Tańcząc na linie” zaczyna wołać o przelanie na papier. Opowieść nabiera dookreślonego kształtu. Zaczęło się w 2010-tym, więc od tego zaczniemy. Krok po kroku, uśmiech za uśmiechem, łza płynąca ścieżką swojej poprzedniczki. Począwszy od kwietnia opis napotykanych po drodze ludzi. Tego jak ja ich postrzegałam, jak odbierałam ich zachowania.

Długa melodia, czasami uroczo smętna, innym razem pełna patetyczności lub rockowego hałasu. Poplątana opera trącająca musicalem. Taniec na linie to przecież woltyżerka. Odwaga przemieszana z szaleństwem. Szept z czasem przechodzący w rozdzierający krzyk. No i odrobina prawdy związanej z rzeczywistą intencją moich dawnych działań. Uzasadnienie powodów ucieczki, której się oddawałam przez wszystkie te lata, plastyczne opisy gonitwy za poprawnością polityczną, religijną więc i moralną.

Żonglerka słowami. Uwielbiam tę zabawę. Wciąż podróżuję wzdłuż wydeptanych ścieżek w świecie Wikipedii. Uczę się idąc na skróty. Nie poświęcam czasu na pokonywanie liter zasiedlających grube tomiska mądrych ksiąg i książeczek. Internet musi wystarczyć. Cudownie oczywiste Wash&Go. Umyj i ruszaj. Wszystko na szybko, bo przecież czas ucieka, a ciekawość goni wraz z nim, jakby w zgodzie z rytmem jego kroków. Marsz silnie scalony z marszrutą. Gra słowami odnajdywanymi w zakamarkach świata internetowego.

Tęsknota za spełnieniem przybiera kształt wewnętrznej poezji, słów kojarzonych z serią nut układających się na pięciolinii, zapisu melodii brzmiącej znajomo. Na niebie od dawna gości już inny uśmiech. Z narastającą ciekawością poznawana energia zmienionej stacji nadawczej. Mało znany cudzy rytm dnia. Zagadka trudna do rozwikłania. I ciągły brak możliwości zadawania pytań. Cudze męcząco uparte chowanie się za parawanem tajemniczości.

Cudowna masa znaków zapytania i pełna uśmiechu myśl wyrażająca zdziwienie: – Skąd tyle powątpiewania we własną siłę i moc ekspresji? Skąd się bierze ten dziwacznie dokuczliwy brak wiary w siebie? Nieustanne poddawanie pod wątpliwość własnej atrakcyjności. Nigdy tego nie zrozumiem. Odwieczna tajemnica niemożliwa do rozwiązania. Zadanie domowe kończące się wynikiem od teraz do pełnej znaków zapytania nieskończoności.

Ludzie bywają niezbadani. Ale może właśnie dzięki temu tak piękni? Każdy z użytkowników autostrady nazywanej teraźniejszością zachowuje własną niepowtarzalność. Uroda oparta na braku identyczności. Nawet klony różnią się minutami własnych narodzin. Identyczność nie istnieje. Cyfrowy zapis tej rzeczywistości nie pozwala na powielanie kodów genetycznych. Podobieństwo istnieje, ale dosłowne powielenie już nie.

Jakże wielką przyjemność sprawia możliwość podziwiania, cieszenia się cudzą pełną żaru chęcią do życia. To inspiruje. To generuje odruch rozrechotania przez wielu błędnie interpretowanego. Bycie miłą dla jednych nie musi oznaczać braku zauroczenia drugimi – sztuk jeden. Afekt jak był, tak trwa nadal. Ta banalność prowokuje do jeszcze szerszego uśmiechu. Jak powiedzieć, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej?

Ot, zagadka niemożliwa do rozwiązania. Pytanie na swój sposób retoryczne.

____________________