Ze łzami w oczach

Ból. Ciągle to samo uczucie chwilami doprowadzające do szału. Paradoksalnie bardzo cenny dar rozpoznawania rodzaju energii, która ów ból powoduje. Świadomość, że tylko kobiety potrafią czymś takim bombardować, mężczyźni tej zdolności nie posiadają. Ekscytacja w męskim wydaniu w inny czakram uderza, nie ten „sercowy”.  

Panie lubią zaskakiwać. Faceci w „obsłudze” prości są niczym budowa cepa. Naciśniesz odpowiedni guzik i takiemu stanie. Kobiety zaś nie. Naciskanie, kopanie, czy nawet uwodzenie nie zadziała, jeśli się w tajemniczym labiryncie upodobań i uczuciowości owego zgrabnego obiektu westchnień nie odszuka odpowiedniego klucza, który pozwoli otworzyć serce tej nie innej pani. Ciężko coś takiego nazwać oczywistym lub łatwym.

Istnieje cała masa, istne tony zapisanych kartek papieru zawierających opisy teorii i wskazówek, jak unikać kobiecych fochów. Dla facetów świat pań był, jest i na zawsze pozostanie niezrozumiałym. Choć swego rodzaju vice versa istnieje, więc siły pomiędzy płciami zdają się być wyrównane. Nie zmienia to jednak faktu, że żarty opisujące damskie humory bardzo celnie oddają babskie poplątanie. Bo tak naprawdę w świecie kobiet twarde reguły nie istnieją.

Dlatego stojąc o kilkanaście metrów od pani, której wirtualna aura zaczyna nabierać odcień krwistej czerwieni przeraża. Ciężko coś takiego – uczucie rozsadzające splot słoneczny pełniący funkcję tarczy strzelniczej – opisać i nazwać uroczo przyjemnym. No! Chyba, że ktoś – cel damskiego ataku – ma skłonności silnie masochistyczne, wtedy zapewne sprawy inaczej się mają.

Atak bywa zaskakująco celny, silny i nagły. Człowiek żyje sobie w pozornym świętym spokoju. Budzi się. Myje. Ubiera. Ze smakiem pochłania śniadanie. Słucha radia. Przegląda kolejne strony jakiejś tam gazety. Wygląda przez okno, żeby sprawdzić, jaka pogoda tego dnia panuje na zewnątrz. Zakłada buty. Narzuca na ramiona kurtkę. Wychodzi. Jedzie tam, dokąd dotrzeć tego dnia musi. Przekracza próg określonego przybytku. Na korytarzu mówi dzień dobry tej nie innej osobie, by po chwili… zobaczyć wszystkie kolory tęczy i z zaskoczeniem odkryć, że jego spokój wewnętrzny właśnie dobiegł końca.

Dziwny zwrot akcji. Nieco zaskakujący. Zupełnie jak wdrapywanie się po serpentynach górskich ścieżek, po których tzw. ostra jazda bez trzymanki nie należy ani do łatwych, ani rozsądnych. Niekończące się ryzyko nie tyle fiaska, co utknięcia w martwym punkcie. I wtedy ni w lewo, ni w prawo, ni po przekątnej. To już nawet nie jest chory pat dręczący pochwyconą istotę aż po kres jej dni, ale bardzo stanowczy szach mat.

Odradzam drażnienie kobiecych zmysłów, jeśli się nie planuje czegoś więcej niż tylko zabawy w igraszki z Diablicą. Bo zemsta bywa rozkoszą bogów i rozsierdzonej pani o diabelskim temperamencie, ukrytym, ale stanowczym i nieznoszącym sprzeciwu. Nawet te z pań, które sprawiają wrażenie spokojnych, czy nawet cichych, potrafią dowalić w splot z taką mocą, że pamięta się to długo. Nawet więcej niż bardzo długo, bo przerażająco boleśnie.

Dlatego lepiej jest wykasłać z siebie – masz mnie, leżę i kwiczę błagając o litość – niż nadal drażnić pumę czy inną czarną panterę. Odkrycie mocy rozsierdzonej kobiety może się bowiem okazać mało przyjemnym i zabójczo ryzykownym zwrotem akcji. Szczególnie jeśli po korytarzach określonego przybytku przyjdzie jeszcze długo się snuć, więc i cierpieć za sprawą tortury trudnej do opisania, czyli obojętności tej nie innej pani.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner