Sfery Lucyfera

Mieć za sobą kolejną rozmowę z kuzynką, pogawędkę pełną uroczego sarkazmu oraz autosatyry, to zdecydowanie coś przyjemnego. Wspólnie siedzieć w jednym pomieszczeniu przez więcej niż trzy godziny tworząc swoje własne plotki i ploteczki. Dzielić się wrażeniami. Nurzać w zabawie zwanej burzą mózgów. Wymyślać najdziwniejsze nawet scenariusze, które nigdy nie przybiorą formy tzw. faktów dokonanych, a mimo to cieszyć się ich bajkowością. Jedno wielkie: – Czy wiesz jakby to było gdyby…? – Zabawa w przypuszczenia.     Czytaj dalej Sfery Lucyfera

Rebus,czyli zagwozdka Cioteczki Alexis

Gabi lubi ograniczać dialog do tzw. krótko i na temat. Pytanie za odpowiedź. Oczywiście vice versa, czyli wet za wet. Głównie z tego powodu nasze pogaduchy nieustannie przybierają formę swoistych szarad lub słownych rebusów.

– Domyślam się więc, że wiesz już od kogo obrywasz tą całą energią lub innym dziwacznym czymś? – tym pytaniem Gabi rozpoczęła wątek przeklętego przeze mnie Kundalini.    Czytaj dalej Rebus,czyli zagwozdka Cioteczki Alexis

Młoda pani ciocia

Wspomnień czar. Urocze określenie. A właściwie banalne i obstukane. A mimo wszystko…

Już kilka dni temu źle się czułam i to bardzo, ale zbagatelizowałam ten fakt. Mruczałam jedynie, że tzw. odloty zaczynają mi o sobie dawać znać i na tym poprzestawałam. Sądziłam, że wina leży po stronie niedoboru cudów nowoczesnej medycyny. Po kilku dniach, kiedy ostatecznie stało się jasne, że farmakologia nie ma z tym nic wspólnego, przyszło mi ostatecznie zadać sobie pytanie skąd może się brać ta upierdliwa powtórka z rozrywki. Już kiedyś mi to dokuczało. Dawno i nieprawda, ale boleśnie, więc wgryzło się owo „coś” w moją pamięć. Ostatni raz problem zaistniał blisko trzy lata temu.    Czytaj dalej Młoda pani ciocia

Wypłowiały rejestr

XVI Gjalła Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże
XVI Gjalła Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże

Zdjęcia rodziców usunięte, wujostwa również. Ich miejsce zajęli nauczyciele ze szkoły Karma Kagyu. Podtekst czy też znaczenie tych zdjęć w moim świecie wewnętrznym stanowi bardzo silne i ważne skojarzenie. Na poziomie chrześcijaństwa można byłoby to od biedy podciągnąć pod zawieszenie na własnej ścianie symboli religijnych, np. prawosławnych ikon. Ale to bardzo mocno naciągane porównanie.   Czytaj dalej Wypłowiały rejestr

Wizyta z zaświatów

Zakręcona – chyba była taka piosenka, którą bodaj Reni Jusis całe wieki temu wyśpiewała. Właśnie tym słowem bardzo często w potocznym języku opisywane jest tonięcie w całym oceanie emocji. Takie tam mrówki w brzuchu i motylki całymi chmarami latające wokół głowy. Uśmiechanie się do obcych ludzi niczym debil do sera. Aż tu nagle, czyli na koniec, owa zakręcona osoba obudzi się rano i czuje się zmuszona powiedzieć samej sobie: – Dość(!), muszę coś jeszcze załatwić i dopiero wtedy wrócę do ćwierkania niczym zakręcony wróbelek lub inny gołąbek i wycinania góralskich hołubców Bóg wie po co.   Czytaj dalej Wizyta z zaświatów

Hitchcockowska histeria

Źródło: Facebook

Masa telefonów i messengerowych powiadomień woła o pomstę do nieba. Całe szczęście dźwięk dzwonka w telefonie wyłączony – opcja nie przeszkadzać pomaga. Sen koi nerwy i leczy rany, głównie te fizyczne. Głupota ludzka czasami nie ma sobie równych. Dlatego Jaś Wędrowniczek – dawniej znany pod pseudonimem Katarzyny eSeS – dnia minionego wbrew rozsądkowi ruszył w miasto zapominając przy tym o własnym okaleczeniu – chwilowej, ale jednak bolesnej kontuzji. Bo tak tej głupocie na imię – Masochizm. Co prawda podróż odbyła się bez plecaka napakowanego butelkami wody i ze wsparciem dla rąk, ale i tak konsekwencje okazały się gorzej niż daleko posunięte. A na imię tym konsekwencjom: Przesadnie Silny Ból.   Czytaj dalej Hitchcockowska histeria

Wykończona

Źródło: Facebook

Dzień wolny od pracy. Człowiek budzi się po przeszło dziesięciu godzinach snu i nadal czuje zmęczenie. Podobno zbyt długie trwanie w uśpieniu szkodzi, a nie pomaga. Zamiast być, a wypoczętym po przebudzeniu ma się wrażenie, że zarwało się kolejną noc. Optymalna i wskazana ilość godzin snu na dobę to pięć. Dokładnie. Nie osiem. Nie siedem ani sześć, ale pięć. I chyba pan Dobra Rada w tej kwestii się nie myli.   Czytaj dalej Wykończona

Nie komedia, ale i nie pomyłka

Ostatnio rzadko się spotykamy. Obie z Gabi nieustannie biegamy w kółko goniąc za własnymi ogonami, oczywiście tymi myślowymi. Dlatego pogaduchy przy kawie stanowią dla nas cudowny wyjątek potwierdzający regułę. I tak było tym razem. Chwila odpoczynku od niechcianych obowiązków. Wymarzona cisza w eterze myślowym. Krótka odsapka od cudzych znaków zapytania.   Czytaj dalej Nie komedia, ale i nie pomyłka

Trochę po męsku i odrobinę po babsku

W trakcie przygotowywania zapisków Robiego do „druku”, czyli zamieszczenia na mojej stronie, przeczytałam kilka akapitów jego sławetnych wpisów. Na śmierć zapomniałam o czym on tak naprawdę pisał. Używał tych swoich prześwintuszonych słów i sformułowań, a tak naprawdę pomiędzy nimi wtykał bardzo trafne wnioski i sugestie. Szczególnie w odniesieniu do polityki i obyczajowości Polaków. Fajny facet. Na jawie, czyli w realnym świecie, a nie tylko na własnym blogu, bardzo inteligentny i uroczy, bo w sposób subtelny bardzo rubaszny i misiowaty. Kobiety go uwielbiały, a on je akceptował i potrafił wysłuchać. U gejów to raczej bardzo rzadka cecha. Mam na myśli umiejętność poświęcania swojej uwagi innym osobom, czyli niekoniecznie podrywanym przez siebie facetom.   Czytaj dalej Trochę po męsku i odrobinę po babsku

O nim wiele

Jak zwykle słowo się rzekło kobyłka u płota, czyli Onanista w przygotowaniu. Czytając i redagując jego starożytne zapiski odkryłam, że jak zwykle to samo zabawne skojarzenie przyszło mi na myśl. Szereg sformułowań funkcjonujących już w tamtych czasach od wieków brzmiało i nadal brzmi tak samo. Branża. Heterycy. Homofoby. Hermafrodyta. I od pewnego czasu również chłopobab vs babochłop do tego kontra queer.

Nawet nie pamiętam już skąd to wszystko wygrzebałam. Ot, zabawa słowami od zawsze mnie kręciła, więc z tego właśnie powodu całe wieki temu już na wstępie Onanista uwiódł mój intelekt. Oczywiście pana Intelekt. W każdym razie w kontekście owych tworów słowno-jakiś-tam sporo kwiatków można byłoby jeszcze wyszukać na sieci. Onanista własne twory językowe zaczął powoływać do życia w tym samym czasie co ja. Lubił generować nowe określenia. Przeinaczał słowa zmieniając np. ich końcówki lub naciągając znaczenie. Pod tym względem od zawsze byliśmy do siebie podobni. Ja po dziś dzień uwielbiam parafrazę.

Czytaj dalej O nim wiele

Kobieta cień, czyli ona w niej

A jednak udało mi się wygrzebać jeszcze kilka pradawnych wpisów. Ponieważ przez te wszystkie lata prowadziłam jednocześnie trzy strony WWW, było w czym grzebać. Co prawda „Podglądaczka” umarła już po roku prowadzenia, ale „Intymnik” zajął jej miejsce, a potem „Kasbar” i „Tańcząc na Linie” dość długo wisiały na sieci. Udało mi się więc jeszcze trochę staroci odszukać, zredagować i puścić w świat, czyli zamieścić na tej stronie. Jednocześnie bawiąc się własnymi słowami osiągnęłam absolutne oświecenie, czy też niczym Pomysłowy Dobromir doznałam olśnienia.    Czytaj dalej Kobieta cień, czyli ona w niej

Wypłowiałe pocztówki sprzed lat

Prawie wszystkie starocie już uzupełnione. Jeszcze została odrobina 2010-go i może też 2011-go, ale nic poza tym nie zdołałam wygrzebać spomiędzy pradawnych plików i pliczków. Być może coś cudzego udałoby się wyszukać, ale na tyle mało ciekawego, że mijałoby się to z celem, tj. podjęcie próby rozbawienia potencjalnych ciekawskich.

Oczywiście przyjemnie jest wiedzieć, że jednak mój ulubiony erotoman gawędziarz – czyli Robi Onanista – zaczął się nareszcie cieszyć nieco większą popularnością pośród czytelników tego bloga. To znak, aby kolejne części jego zapisków również tu zamieścić. Bo owych „archaików” jeszcze trochę mam – ciurkiem od 2001 do 2010-go, kiedy na dobre pożegnał się ze swoją blogową publicznością.   Czytaj dalej Wypłowiałe pocztówki sprzed lat