Siłaczka z szablą w ręku

W dzisiejszych czasach kobiety bywają bardzo waleczne. Nie tak łatwo im dokuczyć. Oczywiście nawet paniom obdarzonym silną wolą i zacięciem przychodzi często płacić wysoką cenę za inscenizowanie obojętności na zaczepki, okazywaną im ignorancję lub słowną brutalność, ale jednocześnie sprawnie radzą sobie z ukrywaniem własnych zadrapań i ran powstających na ich sercu bądź lustrze wewnętrznym zwanym dumą.

Gdyby chcieć pokusić się o zilustrowanie opisanego schematu, chyba jeden z ważnych Archetypów zawartych w obrazach zamieszczonych na kartach Tarota najlepiej by do tego pasował:

KRÓLOWA MIECZY – choć karta ta ilustruje głównie osoby borykające się z utrudnieniami na poziomie formalnym, np. z powodu nie zawsze udanych romansów, stanowi również symbol kobiety silnej i to niemal w każdej dziedzinie życia, czyli prawdziwej Amazonki. Takiej waleczności zdecydowanie winszuję każdej z Pań. W moim pojęciu tę kartę można byłoby przedstawić posługując się nieco zabawnym, ale jakże trafnym cytatem zaczerpniętym z jednej z książek Terrego Pratchetta – Blask fantastyczny:

„Była jednak za duża na złodziejkę, zbyt uczciwa na skrytobójczynię, zbyt inteligentna na żonę i zbyt dumna, by podjąć jedyną powszechnie dostępną damską profesję.

Dlatego została wojowniczką”.

Gdyby chcieć do tego opisu prawdziwej Amazonki dołączyć odrobinę polskości, wystarczyłoby zacytować człowieka nie przez wszystkich lubianego, ale za to upartego i nieprzejednanego we własnym wojowaniu z rzeczywistością, czyli Wojciecha Cejrowskiego. Oto fragment z jego książki „Gringo wśród dzikich plemion”:

„Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie śnią o przygodach, a inni, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i wyruszają na spotkanie swoich marzeń”.

Każdy z nas po swojemu szuka inspiracji. Nie wszyscy wierzą w to samo. Istnieje cały kalejdoskop gustów i przyzwyczajeń, więc i oczekiwań wobec świata. Każda jednostka przynależy do wspólnoty, jakiejś społeczności, grupy osób, które łączą określone cechy lub upodobania. Bodaj na tym polega kultura, nie tyle osobista co obyczajowa. Wszystko wszędzie opiera się na przyjętych normach społecznych. Dlatego w jednym miejscu świata pewne zachowania uchodzą za normę, a w innym stanowią symbol upodlenia często nazywanego trwaniem w grzechu.

Rodzimy się w określonej społeczności. Jeśli dorastamy tam, skąd pochodzą nasi rodzice, przejmujemy cechy i odruchowe zachowania stanowiące normę w danym miejscu. Jeśli nasi rodzice emigrują, zyskujemy szansę na poznawanie nowych symboli i sposobu myślenia, czy nawet norm jako takich. Tę samą szansę dają nam podróże, zwiedzanie świata, a wraz z nim możliwość poznawania tego co inne, więc i pełne swoistej egzotyki.

Jednak chcąc cokolwiek osiągnąć, więc i poznać, koniecznym się staje, abyśmy zebrali się na odwagę wyjścia poza ramy, w których nas wychowano. Zgodnie ze sławetnym powiedzeniem, życie zmusza nas do tego, abyśmy wyszli z siebie i stanęli obok, bo tylko ten akt pozwoli nam na zyskanie odwagi do działania często wbrew przyjętym prawom obyczajowym panującym w społeczności, którą znamy i która na swój sposób narzuca nam szereg odruchów w sposobie postrzegania świata zewnętrznego.

Kochać inaczej. Wielbić innego Boga. Oddawać hołd odmiennym tradycjom. Uwielbiać inne smaki i zapachy. Czuć się swobodnie pośród osób ubierających się podobnie do nas i obdarowanych przez naturę podobnym wyglądem, czyli np. kolorem skóry. Z tym radzimy sobie najlepiej. Ale co się dzieje, kiedy na naszej drodze staje nagle „odmienność”?

To bywa trudne. Czasami nawet niemożliwe do zaakceptowania, bo powodujące w nas silny lęk przed niechcianą, bo obcą różnorodnością. Nagle zaczynamy się czuć zaniepokojeni zjawiskiem przekraczającym granice dobrze znanych nam norm, tzw. granic normalności. W pierwszym odruchu pojawia się więc agresja lub obrzydzenie, silne weto wobec tego, co nieznane, trudne do zrozumienia, mało klarowne, wymagające więc od nas pewnego rodzaju nauki, na którą często brakuje nam ochoty lub po prostu odwagi.

Bo każda nowość to również proces niosący ze sobą konieczność poznawania siebie, owego wyjścia poza własne ramy, stanięcia gdzieś obok i jakby z zewnątrz spojrzenia na samego bądź samą siebie. We własnym pojęciu postrzegamy ten mechanizm jako konieczność samooceny, na którą zwykle nie mamy ochoty. Lęk przed niechcianą prawdą tak silnie przeraża, że aż dławi nas generując trudny do nazwania niepokój, który dość szybko przybiera kształt złości, więc i agresji okazywanej odmieńcowi codziennie mówiącemu nam dzień dobry.

Jeśli nosi się w sobie znamię pana Cejrowskiego, w takich sytuacjach przełamuje się ów gniew i niepokój, rusza się we własne czasami tylko wewnętrzne nieznane. Innym razem podobnie do postaci z książki Terrego Pratchetta na chłodno ocenia się własne ograniczenia i dokonuje wyboru najbliższego wygodnej prawdzie o samym bądź samej sobie. To zjawisko powszechnie nazywane jest samoakceptacją.

Miłość – gdzie w tym wszystkim można odnaleźć jej kryjówkę, miejsce, w którym się czai czekając na dogodną chwilę, aby nam przypomnieć o własnym istnieniu? Gdzie chowa się to magiczne zjawisko, jakim bywa głębokie uczucie, którym darzymy inną osobę? Jeśli obiekt naszych westchnień nie mieści się w ramach dobrze znanych nam norm, jak winniśmy się zachować, by trzymając się rodzinnej tradycji mimo wszystko ruszyć w ślad za panem Cejrowskim ku temu co skrajnie różne od naszej dotychczasowej codzienności?

Takie zjawisko, czy też zadanie w obliczu którego stajemy, bywa naprawdę trudne. Oto nagle z dnia na dzień przychodzi nam wyjść z własnego wewnętrznego ukrycia i ujawnić niechcianą prawdę o nas samych, o tym, o czym od własnych pradziejów nie chcieliśmy pamiętać, co wielu lubi określać mianem krypto, czyli „ukryty”.

KRÓLOWA MIECZY – tarotowy symbol kobiety, która mimo społecznych ograniczeń z wysoko uniesioną głową staje oko w oko z tłumem gapiów i mówi: – Tak, jestem inna od was wszystkich. Nie wydaje wam się, odbiegam od waszych norm. Bezceremonialnie manifestuję własną odmienność, bo nie brakuje mi odwagi, by to czynić. Róbcie z tą prawdą o mnie co chcecie, a ja i tak dalej będę podążać własną drogą, z własnym mieczem na plecach lub szablą w ręku nie rozglądając się na boki i odważnie kontynuując własną podróż przez życie. Samotnie bądź nie, ale zawsze tak samo odważnie.

W moim pojęciu osoby przejawiające takie zachowania naprawdę zasługują na to, by je naśladować, by brać z nich przykład. Kobiety manifestujące zachowania zawarte w Archetypie Wojowniczki zwykle grzeszą nie tylko siłą wewnętrzną, ale również emanują sporymi dawkami charyzmy. A skoro one potrafią zgodnie z regułą odwagi spokojnie i wytrwale łamać przestarzałe normy obowiązujące w danej społeczności, warto brać z nich przykład. Skoro im się udało, również i my możemy osiągnąć swój własny sukces. Mały czy duży to już nie w pełni ważne. Grunt, że niczym Cejrowski każdego dnia możemy poznawać nowy ląd, inny kawałek samych siebie.

____________________

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

* Przypisy